Roman Opałka: "Ja sam chętnie bym miał dzisiaj ten czerwony"
Co łączy rzeźbiarza i grafika Thomasa Lenka z Romanem Opałką? Odpowiedź jest prosta: transakcja wymienna, której przedmiotem był "Detail 58885-89204" z cyklu "1965/1 - ∞" w wyjątkowej czerwonej kolorystyce. W zamian za obraz Opałki, Lenk podarował swoje dzieło do łódzkiego muzeum. Kolekcja niemieckiego artysty była najbardziej wyszukanym i najlepszym zbiorem sztuki współczesnej, a znajdujący się w niej czerwony "Detal" Opałki był okrzyknięty przez znawców jego zbiorów mianem najwybitniejszego dzieła z całej kolekcji.
"Byłem oszołomiony, zagubiony we własnym domu. I wszyscy strasznie serdeczni, i również dyrektor muzeum w Essen. I nagle wszyscy chcą kupować. Ten drugi, duży, we właściwym formacie, czerwony ‘Detal'. I powiedziałem, że mogę go sprzedać. Na to Lenk się natychmiast rzucił: – Ja kupuję. A ile by to kosztowało? – Pięćset dolarów – odpowiadam. (…) Lenk podszedł do Kuduka: – Jak to załatwić? – bo on już słyszał te pięćset dolarów – Jak to załatwić? Na to mówi Kuduk: – Najprościej. Pan zostawi muzeum w Łodzi swoją pracę i dostanie pan pracę Opałki. Bardzo chytrze to pomyślał Kuduk. I w ten sposób Lenk stał się posiadaczem ‘Czerwonego obrazu', ma obraz za swoje dzieło, które nawet nie wiem, jakie jest".
Roman Opałka w rozmowie z Joanną i Pawłem Sosnowskimi.
Jaką jeszcze inną historię kryje ten niezwykły obraz? Z pewnością tworzy ją liczba 1833, która dzieli go od równie wyjątkowego "brata bliźniaka" – czerwonego "Detailu 35328 – 57052" znajdującego się od 1972 w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu. Z obrazem tym, który wraz z omawianym "Detailem 58885-89204" tworzy unikalny duet, wiąże się wyjazd Opałki do Nowego Jorku, gdzie Ewa Pape w towarzystwie Kajetana Sosnowskiego zaproponowała mu stypendium kościuszkowskie.
"Został kupiony. Kupiony po prostu, ale tak, jak się kupuje, ja nie wiem, obraz dziwny, zresztą dziwny, bo czerwony, bo inny trochę, bo jeszcze taki Opałka jąkający się, jakby jeszcze bez precyzji słowa, świadomości. Ja sam chętnie bym miał dzisiaj ten czerwony – właśnie jako dziwoląga, ale ponieważ to jest w tej mojej progresji, jest w Programie, no to mają bardzo sympatyczną rzecz, oczywiście".
Roman Opałka w rozmowie z Joanną i Pawłem Sosnowskimi.
Czerwień występująca tylko w tych obu wspomnianych wyżej "Detalach" była dla Opałki pokusą sięgnięcia po barwę, którą odczuwał w najważniejszym okresie swojej twórczości. Przyciągająca wzrok, pulsująca na oczach odbiorców, była jedynym wyjątkiem od rygorystycznego programu Opałki opartego na stosowaniu barw neutralnych, głównie szarości i bieli. Duży ładunek emocjonalny, łączący zapis liczbowy z energetycznym oddziaływaniem czerwieni, okazał się jednak dla artysty zbyt silny i tym samym wkrótce powrócił on w kolejnych dziełach do wcześniej wypracowanej kolorystyki. Wspólnym mianownikiem liczonych obrazów Opałki dla każdej gamy barwnej pozostał jednak stały format płótna 196 x 135 cm, który także był dowodem istotnych poszukiwań formalnych występujących tuż obok systematyzacji cyfr. Na wyżej wspomniane zróżnicowanie kolorystyczne zwróciła uwagę Bożena Kowalska: "Jeszcze u początków tego działania różnicował Opałka barwy ‘liczonych obrazów'. I tak pierwszy pisany był białym duktem na czarnym tle, następnie dwa: czerwono na czerwonym i czarno na czerwonym. Ale charakteryzujące artystę dążenia do optymalnej prostoty i ascezy środków doprowadziły go do przekonania, że nawet to zróżnicowanie wersji kolorystycznych zawiera pierwiastek kokieterii i mylnie poczytane być może za poszukiwanie efektów plastycznych. To go skłoniło do decyzji kolorystycznego ujednolicenia ‘Detali' i wybrania do ich realizacji, pozbawionej wszelkiej atrakcyjności, neutralnej szarości tła i bieli do pisania cyfr" (Bożena Kowalska, Roman Opałka, Kraków 1996, s. 60).
Wraz z redukcją efektów wizualnych, "obrazy liczone" Opałki przypominają subtelne, rozmigotane ściegiem tkaniny. Jednocześnie doświadczenia wzrokowe odbiorców mających styczność z jego dziełami są jedynie "produktem ubocznym" artykulacji idei oddalającym działania Opałki od koncepcji plastycznej i przybliżającym je w kierunku procesów myślowych. Sam proces nakładania cyfr przez artystę na poszczególne płótna wyróżniał się niezwykłą ascezą, rygorem i nużącą monotonią, zaś przekroczenie poszczególnych milionów było dla niego emocjonalnym przeżyciem największej rangi – momentem przekroczenia symbolicznej granicy przejścia do kolejnych etapów.