„Czego nie widać na pierwszy rzut oka lub czego gołym okiem nie widać”

Autonomy of the Artwork

„Czego nie widać na pierwszy rzut oka lub czego gołym okiem nie widać”

Na wystawie listopadowych Klasyków Awangardy po 1945 prezentujemy prace najbardziej rozpoznawalnych artystek i artystów polskiej sztuki powojennej. Wyjątkowym dla tej ekspozycji jest zgromadzenie takich dzieł, które przybliżają rozwój twórczości stojących za nimi osób. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dzieła m.in. Magdaleny Abakanowicz, Tadeusza Kantora, Jerzego Nowosielskiego, Teresy Pągowskiej, Alfreda Lenicy oraz Jana Dobkowskiego. Na wystawie znajdują się również trzy dzieła, które kolorystyką i formą w pierwszym momencie nie przyciągają uwagi. Ich wyjątkowa charakterystyka objawia się za to przy wnikliwszym spojrzeniu, a nawet wymaga zaangażowania innych zmysłów niż tradycyjny dla sztuk wizualnych - wzrok.

 

Roman Opałka, "Detal 5446535-5462919" z cyklu "1965/1 - ∞"

 

"Detal 5446535-5462919" Romana Opałki, pierwsza z wybranych prac, oglądana z daleka prezentuje się naszym oczom jak czysto białe płótno. W towarzystwie bogatych w kolor, taszystowskich płócien Alfreda Lenicy i kompozycji Jana Tarasina, niekoniecznie przyciąga czy zachęca do poświęcenia jej czasu. Gdy jednak przyjrzeć się pracy z bliska, dostrzec można, że płótno pokryte jest rzędami cyfr. Na zapis składają się liczby, w przypadku prezentowanej pracy od 5 446 535 do 5 462 919, które stanowią zaledwie część cyklu rozpoczętego przez Opałkę w 1965, zatytułowanego "1965/1 - ∞". Założeniem programu było ukazanie upływającego czasu, poprzez zapisywanie liczb od jednego do nieskończoności. Liczenie artysta prowadził ręcznie, pędzlem, białą akrylową farbą nanoszoną najpierw na tło czarne – Detal ten znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi - a od 1972 na tło z płótna na płótno o 1% jaśniejsze. W ostatnim detalu Opałka zbliżył się do liczby 5 590 000, co miało miejsce w 2011. Jego płótna nie są datowane, bowiem Opałka uważał, że istotna jest jedynie data rozpoczęcia cyklu, czyli 1965.

 

Opałka ustalił cel niemożliwy do spełnienia, wprowadzając tym samym do programu element idealistyczny. Wymarzonym celem, stało się dla niego dotarcie do liczby 7 777 777. Wtedy, zgodnie z jego obliczeniami, liczby i tło stałyby się nierozróżnialne. Dążenie do czystej bieli oraz nieskończoności, podszyte były myślą o nieuniknioności śmierci. Śmierć artysty, stała się tym samym jedynym czynnikiem mogącym domknąć z założenia niekończący się cykl. Projekt obrazów liczonych stał się programem, który określił życie Opałki, a jego życie i śmierć zdeterminowały formę projektu. Ten niezwykle bezpośredni i konsekwentnie realizowany program, uznawany jest za arcydzieło sztuki konceptualnej. Na cykl, poza Detalami o powtarzalnym formacie 196 × 135 cm, składają się autoportrety fotograficzne wykonywane na zakończenie każdego obrazu oraz nagrania dźwiękowe, dokumentujące głośne dyktowanie malowanych liczb. Dzięki numeracji można dosyć łatwo wnioskować o kolejności w cyklu i szacunkowym czasie powstania. Prezentowany "Detal 5446535-5462919", jest jedną z ostatnich prac Opałki. Różnice między figurami (cyframi) a tłem są w niej na tyle subtelne, że niuanse rozpoznać można jedynie przy bliskim oglądaniu dzieła.

Stefan Gierowski, "Obraz CDXLVII", 1979/80

 

Obok pracy Romana Opałki na wystawie znajduje się, o połowę prawie mniejsze, czarne płótno stworzone przez Stefana Gierowskiego. Wieloletnia twórczość artysty skupiała się na malarskim badaniu i analizowaniu relacji światła, koloru i przestrzeni na płaszczyźnie płótna. Na wystawie oglądać można aż trzy dzieła artysty: "Obraz CCCVI" z 1973, "Obraz DCCLXXV" z 2001, oraz opisywany "Obraz CDXLVII" z 1979/80. Dlaczego warto skupić szczególną uwagę właśnie na tym ostatnim? W głównej mierze dlatego, że bardzo łatwo jest na nim uwagi nie skupić.

 

Praca pochodzi z etapu twórczości, w którym przy radykalnej redukcji formalnej, artysta testował granice percepcji oraz możliwości rozpoznawania minimalnych różnic waloru oraz nasycenia koloru. Charakterystyczne dla tego cyklu są obrazy "białe" i "czarne", a "Obraz CDXLVII", namalowany na przełomie 1979/80 jest właśnie jego przykładem. Przy pobieżnym oglądaniu wystawy bardzo łatwo jest pominąć dwa kluczowe elementy charakteryzujące dzieło - malowane impastowo czarne punkty na czarnym tle, pokrywające całą powierzchnię płótna (niewidoczne z oddali ani na reprodukcji), oraz usytułowaną w samym centrum obrazu białą kropkę. To minimalistyczne, pozornie tylko puste dzieło, poprzez delikatne zróżnicowania w użyciu czerni zestawione z malutkim, centralnie położonym detalem, otwiera pole do głębokich rozważań i skojarzeń nie tylko nad strukturą i porządkiem dzieła. Mogą także przenieść na grunt rozważań egzystencjalnych. Biała kropka, w oczach patrzącego z czasem zaczyna jaśnieć i raz zauważona, nie daje się już zignorować.

 

Gierowski zwrócił się ku malarstwu wyłącznie niefiguratywnemu w 1957. Zrezygnował wtedy z literackich tytułów na rzecz opisywania dzieł cyframi rzymskimi, oraz wykluczył wszelkie pozamalarskie treści. Umożliwiło mu to operowanie kolorem w sposób czysto abstrakcyjny, skupienie się na badaniu relacji barw oraz organizacji przestrzeni płótna. Jego malarstwo łączy fizyczność z metafizyką, a abstrakcje stały się nośnikami nie tylko walorów formalnych, ale również uczuć oraz refleksji filozoficznych, które wyrażają się w logice symetrii, rytmicznych strukturach, geometrycznych formach i bogactwie malarskiej materii.

Kajetan Sosnowski, "N-23" z cyklu "Metalepseis", 1972-82

 

Obraz Kajetana Sosnowskiego "N-23" z cyklu "Metalepseis" czyli serii "obrazów chemicznych" tworzonych przez artystę w latach 1972-82 odnosi się do fragmentu "czego gołym okiem nie widać" tej historii. Jest on efektem eksperymentów związanych z naukowymi zainteresowaniami Sosnowskiego oraz radykalną postawą twórczą, zgodnie z którą postrzegał dzieło jako zestaw znaków plastycznych, utrwalających myśl artysty w materii dzieła, odkodowywaną następnie przez odbiorcę.

 

Zainteresowany przez długi czas energetycznymi wartościami koloru, na początku lat 70. skierował swoją fascynację w stronę zjawisk awizualnych i relacji zachodzących poza widoczną sferą dzieła. Odkrył wtedy metodę nasączania płótna chlorkiem kobaltu, który po zaschnięciu ma kolor jasnoniebieski, w warunkach wilgotnych przybiera natomiast barwę różowo-bordową. Z czasem, Sosnowski zaczął dodawać do chlorku kobaltu inne pierwiastki, otrzymując w ten sposób różne barwy – zielenie, ugry, czerwienie, brązy – reagujące na zmiany temperatury i wilgotności. Wynikiem tych eksperymentów jest prezentowany obraz "N-23" oraz cały cykl "Metalepseis", w którym kolor przestaje być pigmentem i staje się śladem procesu. Istotny jest w tym cyklu czas, który umożliwia obserwowanie, zachodzących pod wpływem różnych warunków atmosferycznych, zmian w dziele. Nośnikiem formy stają się tutaj reakcje i właściwości związków, które przy jednorazowym obcowaniu z dziełem pozostają niewidoczne. Ujawniają się dopiero w czasie.

 

Poszukiwanie nowych form wyrazu oraz artystyczne eksperymentowanie powodowane głębokimi zainteresowaniami naukami ścisłymi wpisuje Sosnowskiego w panoramę powojennej abstrakcji, sztuki nastawionej na wytwarzanie, raczej niż przedstawianie. "Obrazy chemiczne" oraz tworzone od 1975 "Obrazy szyte" ("Obraz biały" z tego właśnie cyklu również prezentujemy na wystawie), poprzez wnikliwą obserwację zachowania się materiałów oraz ich zmian i degradacji w czasie dotykają również, szczególnie dziś aktualnego, problemu ekologicznego, podjętego przez artystę w latach 70.