Strych pamięci Sławomira Ratajskiego - rozmowa z artystą
"Rolą artysty jest komentowanie rzeczywistości. Tak jak mówił Marcel Duchamp: ‘Artysta w swojej sztuce powinien odbijać napięcie współczesności'. Momentem przełomowym w życiu każdego malarza jest odkrycie samego siebie, swojego własnego ‘Ja' wobec świata. Oczywiście, są momenty zwątpienia, potrzeba przerwy i spokoju, ale tęsknota za autentycznością zawsze wraca".
Sławomir Ratajski
Z artystą rozmawiają Julia Gorlewska i Paulina Janiszewska
Zacznijmy od tego przełomowego momentu w Pańskiej twórczości. Jakie jest prawdziwe "ja" Sławomira Ratajskiego?
Sławomir Ratajski: To się zdarzyło dość szybko, na początku lat 80., kiedy kończyłem studia. Wiemy, jaka była sytuacja w Polsce w tamtym czasie. Obowiązywała cenzura, bojkot wystawienniczy. Naszym sposobem na ogranie władz było operowanie dwuznaczną symboliką. Każda opowieść miała tzw. drugie dno. Sam debiut malarski nie jest łatwy, a wtedy wszystko wymagało jeszcze większej logistyki; organizowaliśmy wystawy podziemne. Warunki nie były idealne, ale za to zawsze była spora publiczność. Sztuka tamtych czasów stała się wentylem bezpieczeństwa. Odbiorcy mogli się utożsamić z duchem walki, buntem, tęsknotą za wolnością. Jednocześnie marzyliśmy o tzw. Zachodzie. Dopiero później okazało się, że tam wcale nie było tak kolorowo. W tym okresie namalowałem pracę "Odlot" (1984), która przedstawia uwiązanego ptaka. Obraz powstał bardzo szybko i spontanicznie. Interpretowano go jako symbol zniewolonego, młodego pokolenia, które uparcie walczy z opresją. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, myślę, że jego sens jest dość uniwersalny i można go zestawić np. z uczuciem zniewolenia podczas minionej pandemii COVID–19. Praca porusza temat niemożności, która jest sprzeczna z naturą człowieka.
Pozostańmy w kontekście początków. Sztuka była dla Pana ucieczką czy narzędziem do walki? Jaką rolę odgrywała w Pańskim życiu i kim byli Pana bohaterowie?
SR: Moja sztuka była i jest odzwierciedleniem mnie, mojego temperamentu, ale też moich obserwacji ludzi, ich relacji ze światem. Prawdą jest, że moja rzeczywistość wówczas dotyczyła buntu i poszukiwania wolności. Słuchaliśmy wtedy ostrej muzyki, czytaliśmy teksty Carla Gustava Junga. To był punkt odniesienia dla artystów, pisarzy i muzyków mojego pokolenia. Później, w 1987, zacząłem pracować na warszawskiej ASP, gdzie zostałem asystentem profesora Tchórzewskiego. Tam wszedłem w sformalizowane struktury, w ramach których w 1988 zaczęliśmy organizować strajki szkół artystycznych. Wówczas pojawiło się światło w tunelu, nadzieja na spokój, odzyskanie wolności i bezpieczeństwa. Wracając do pytania: moje prace są przede wszystkim o lęku, rozedrganiu emocjonalnym, ale też o buncie wobec ograniczeń. Bohaterowie są rozdarci między potrzebą walki a niemocą.
A obraz "Strych mojej pamięci" z 1988? Ekspresja postaci, czarne barwy ożywia kontrastujący żółty trójkąt, który spaja poszczególne elementy kompozycji. O czym jest ta praca?
SR: Strych ma w tym przypadku znaczenie symboliczne – oznacza otchłań moich myśli, refleksje, które zgromadziłem na przestrzeni lat. Czytałem wtedy o jungowskim spojrzeniu na archetypiczność społeczeństwa. Obraz powstał w 1988 – kiedy sytuacja w kraju zaczęła się polepszać, pojawiła się nadzieja. Dlatego z jednej strony w tle widzimy różne archetypiczne symbole wyjęte z moich wcześniejszych obrazów oraz zbuntowany, przestraszony tłum, który jednocześnie zaczyna znikać, a jego miejsce zajmuje promień, światło nadziei na lepszą przyszłość. Trójkątny kształt wynika z gestu. Obraz jest o wierze w zmianę na lepsze.
W jaki sposób ta nowa rzeczywistość wpłynęła na Pańską twórczość? Czy w związku z polepszeniem sytuacji społeczno-politycznej stała się bardziej pozytywna?
SR: Nie określiłbym mojej sztuki pozytywną, nie ma w niej takich uniesień. Po tych zmianach nasza idylliczna wizja zachodnich standardów okazała się nie do końca taką, jaką sobie wyobrażaliśmy. Stare problemy zostały, a wspomniana "niemożność" zrealizowania swoich marzeń i celów wciąż była aktualna. Dlatego w swojej twórczości ciągle mierzę się ze skostniałością reguł, analizuję, w jaki sposób obowiązujące normy, często niezgodne z ludzkimi przekonaniami, wpływają na naszą rzeczywistość i relacje. Ta charakterystyczna dla mojej twórczości, pochylona, można powiedzieć "ukrzesłowiona", postać jest symbolem zniewolonego obywatela, który na przekór wszystkiemu jeszcze nie stracił nadziei. "Ukrzesłowiona", bo z jednej strony przykuta do symbolicznego krzesła, a z drugiej buntująca się przeciwko swojej sytuacji osobistej i społecznej.
Czy w takim razie można powiedzieć, że akt malarski przynosi Panu ulgę, pozwala na przeżycie swego rodzaju katharsis? Czy sztuka może uleczyć?
SR: W pewnym sensie tak. Z jednej strony maluję emocjonalnie, ekspresyjnie, szybko wyrzucam to, co mnie dręczy i zastanawia. Z drugiej strony moja sztuka nie jest wyłącznie autotematyczna, staram się wyrazić także głos ogółu, większej zbiorowości. Bardziej odwołuję się do mitu niż publicystyki. Wymogi wspólnoty z jednej strony ograniczają jednostkę, a z drugiej, jeśli jednostka się nie podda pewnym kolektywnym zasadom, może się skazać na izolację lub odrzucenie. Jednostka tkwi w ciągłym rozkroku między przynależnością a wykluczeniem i o tym jest też moje malarstwo, o wewnętrznym rozdarciu.
Wróćmy jeszcze do obrazu "Strych mojej pamięci". Jego kolorystyka wyróżnia go na tle Pana innych obrazów z lat 80. Dlaczego czarny jest dominantą na tym obrazie?
SR: To prawda. Co więcej, farbę zdrapywałem szpachlą w imię symbolicznego gestu "oczyszczania się", odkrywania kolejnych pokładów zapomnianych myśli i refleksji. Prawdę mówiąc, od powstania tego obrazu coraz śmielej sięgałem po czerń. Wcześniej też występowała, była jednak zdominowana innymi kolorami. Tak jak mówiłem, symbolizuje to moment kryzysu egzystencjalnego; fizycznego i psychicznego zmęczenia. Zacząłem szukać nowych środków wyrazu, tematów, którymi mógłbym się zająć. Moją uwagę skupiły wątki egzystencjalne i duchowe, szukałem w nich bezpieczeństwa i spokoju. Nie było to wcale łatwiejsze, nie zaznałem harmonii, ale przynajmniej trochę radości i satysfakcji.
Człowiek i jego emocje są w centrum Pańskich malarskich zainteresowań. Jaką rolę odgrywają relacje międzyludzkie w kontekście Pańskiej twórczości? Czy ma to związek z karierą akademicką i współpracą ze studentami?
SR: Na Akademii zacząłem pracować głównie dlatego, że musiałem utrzymać rodzinę z dziećmi i potrzebowałem stałego zarobku. Oczywiście lubię pracę z ludźmi, można powiedzieć, że jestem towarzyski. Fascynują mnie relacje międzyludzkie, dialog, wymiana myśli, rywalizacja i wzajemne wsparcie. Nawiązuję do tego także w ramach współczesnych cykli, takich jak: "Rozmówki" czy "Łoki Toki", które skoncentrowane są właśnie na tym momencie spięcia, spotkania, konfrontacji postaci. Emocje, które towarzyszą tym postaciom, prawie nigdy nie są jednoznaczne, często to mieszanka uczuć. Myślę, że właśnie ta wymiana energetyczna jest jednym z istotnych elementów naszego życia, która daje siłę i motywuje do działania.
Czym się różnią wspomniane "Rozmówki" od wczesnych prac z lat 80?
SR: Na pewno są bardziej subtelne, delikatne. Widać już to chociażby po samych tytułach, które są lekkie, momentami zabawne. Z czasem zdałem sobie sprawę, że jeśli forma wypowiedzi jest zbyt mocna i dosadna, to zabija przesłanie. To też wynika, być może z większej dojrzałości, wydaje mi się, że stałem się bardziej empatyczny i wyrozumiały. Wcześniej mówiłem o relacjach, ale bardziej w kontekście walki dobra ze złem, zniewolonych obywateli z opresyjnym państwem, niemożności z koniecznością. Starałem się bardziej wsłuchiwać w drugiego człowieka, co pozwoliło też lepiej zrozumieć samego siebie.
Jaką rolę w Pańskiej twórczości odgrywa praca ze studentami?
SR: Prowadzę zajęcia w Pracowni Koncepcji Artystycznych Wydziału Sztuki Mediów na warszawskiej ASP – polegają one na tym, że daję studentom pełną dowolność w wyborze narzędzia wypowiedzi artystycznej i tematu, który systematycznie opracowują. Mówiąc krótko: celem naszych spotkań jest odkrycie samego siebie jako materiału artystycznego. Jest to mój autorski projekt, który ma pozwolić na określenie własnego "ja", swojej mentalności i wrażliwości oraz wykształcenie umiejętności czerpania w procesie artystycznym z zasobów własnych przeżyć i pamięci. W życiu trzeba sobie nieustannie zadawać pytania, nawet jeśli nigdy nie znajdzie się na nie odpowiedzi. Wnioski, do których dochodzą młodzi ludzie, są dla mnie bardzo ciekawe; następuje tu swoista wymiana energetyczna, która jest dla mnie w tym wszystkim niezwykle ważna.