Ścieżkami Nikifora Krynickiego
Nikifor przez wiele dekad był po prostu "Nikiforem". Dopiero w 1963 urzędowo nadano mu nazwisko "Krynicki", co stanowiło przypieczętowanie jego podstawowej administracyjnej tożsamości. Jednakże to, że Nikifor zwany do dziś jest "Krynickim", nie pozostaje bez znaczenia, a w sposób szczególny podkreśla przynależność do miejsca, które z pewnością uznawał za swoje miejsce na ziemi. Ponadto Krynica zdefiniowała ikonosferę motywów, które przez całe życie tworzył "Matejko z Krynicy".
W ramach akcji "Wisła" Nikifor, będąc Łemkiem, wielokrotnie był przesiedlany i wysiedlany. W wyniku politycznych burz trafił, w odległe od rodzimej Krynicy-Zdrój, okolice Szczecina. Podczas tej podróży pełnej udręki Nikifor nie przestawał tworzyć. Po powrocie do Krynicy malarz, nie biorąc pod uwagę dekretów, czyniąc to świadomie lub też nie, powracał na wszystkie możliwe sposoby do swojej małej ojczyzny, choć władze miejskie wydawały zakazy meldowania Łemków. Nikifor niemający wtedy stałego miejsca zamieszkania, był powtórnie wywożony trzykrotnie. Pomimo tego zawsze powracał do Krynicy, pieszo, koleją. Gdy wrócił, nie potrafił powiedzieć, gdzie był, ale miał za to z sobą akwarele przedstawiające porty morskie i statki… Jak sumuje Zbigniew Wolanin, badacz jego twórczości, Nikifor żył w Krynicy na marginesie lokalnej społeczności. Postrzegany był jako człowiek ułomny, nieprzystający, dziwny i kaleki. Niektórzy twierdzili, że od narodzin ciążyła na nim klątwa z powodu braku ojca – był nieślubnym dzieckiem – czego dowodem miała być choroba: początkowo bełkotliwa mowa, która powodowała, że inni uważali go za niedorozwiniętego umysłowo i nękająca go przez wiele lat bieda. W Krynicy nikt przez długie lata nie interesował się rysunkami Nikifora, a lokalni mieszkańcy i turyści z pogardą mijali pracującego na ławkach uzdrowiska artystę. Niemniej jednak już w okresie międzywojennym Nikifora zwano "Matejką z Krynicy". Może nieco prześmiewczo?
"Talizmanami Nikifora były jego obrazki. Dosłownie i w przenośni, na deptaku Krynicy i we wszystkich innych wymiarach przestrzeni i istnienia. Nikifor, czarodziej doskonały, znał siły, którymi władał i moce, z którymi walczył. Przeciwnikiem jego była organizacja, każda straż porządkowa prześladująca włóczęgów, żebraków, ludzi bez zajęcia. Wobec niej Nikifor musiał się wykazać swoim stanowiskiem, musiał się ujawnić, przedstawić. Talizmany swoje nosił więc przy sobie. Ubrany na czarno, w białej koszuli, z czarną krawatką i w kapeluszu czarnym, miał przy sobie, pod lewą ręką, kasetę oszkloną ze swoimi obrazkami. Były one jego zaklęciem, modlitwą zwróconą do władz niebieskich i ziemskich. Do ziemskich przede wszystkim"
(Andrzej Banach, Nikifor, Warszawa 1983, s. 25-26).
Obrazki stworzone przez Nikifora były nie tylko jego "talizmanem", sposobem na komunikację z normalnym światem. W tworzonych cyklach kościołów, willi czy widoków miast możemy odczytać i poznać również codzienność Mistrza z Krynicy. W latach 20. i 30. XX wieku postawała niewielka grupa dzieł przedstawiających pustą nawę kościoła. Sakralne wnętrza były często schronieniem tułającego się artysty, miejscem odpoczynku przed trudami codzienności. Ponadto w świecie Nikifora strefa sacrum i profanum przenikają się wzajemnie, a pusta nawa świątyni jest dla strapionego malarza miejscem bezpiecznym, zarezerwowanym dla nikiforowskich medytacji.
Z całej twórczości Nikifora, liczącej około kilkudziesięciu tysięcy prac, wyróżnia się różnorodne cykle tematyczne. Badacze niejednokrotnie podkreślali fakt, iż artysta nigdy nie namalował dwóch jednakowych obrazów. Nawet gdy był o to specjalnie proszony, malując ten sam obiekt kolejny raz, zawsze zmieniał szczegóły kompozycji. Podczas prac nad poszczególnymi cyklami, występującymi równolegle lub następującymi po sobie, Nikifor w instynktowny sposób doskonalił swój warsztat plastyczny. Przeszedł drogę od nieporadnych rysunkowo scenek rodzajowych z młodości do niemal technicznych rysunków obiektów architektonicznych w dojrzałym okresie twórczości. Mimo, że Nikifor filtrował malowane motywy przez pryzmat swojej artystycznej intuicji, w wielu pracach możemy rozpoznać charakterystyczne budynki krynickiego uzdrowiska. Prezentowany w ofercie obrazek przedstawia modernistyczną bryłę Nowego Domu Zdrojowego w Krynicy. Myśląc o oeuvre naiwnego Mistrza, przede wszystkim mamy przed oczami drewniane wille czy widoki ryneczków małych miasteczek. W tym przypadku zachwyca nas precyzja z jaką Nikifor wyrysował prostą, wyłamującą się z secesyjnego anturażu nowego centrum Krynicy. Gdy Nikifor miał niespełna piętnaście lat, do Krynicy zaproszono geologa Rudolfa Zubera, który stał się jedną z ikon miasteczka: w wyniku głębokich wierceń odkrył wodę, jedną z najsilniejszych w Europie szczaw alkalicznych. Odkrycie to pociągnęło za sobą dynamiczny rozwój Krynicy jako uzdrowiska. Zaczęły powstawać nowe wille i pensjonaty, linie kolejowe, a wszystko to zyskiwało odbicie w twórczości Nikifora. W Krynicy bywali m.in. Jan Matejko, Artur Grottger i Henryk Sienkiewicz. Po I wojnie światowej stałymi gośćmi Krynicy byli Władysław Reymont, Helena Modrzejewska i Julian Tuwim. Na oczach Nikifora rósł w sławę Jan Kiepura. Każdego lata eleganckie krynickie deptaki zapełniały się turystami z całego kraju; podziwiano XIX-wieczną drewnianą zabudowę np. willę "Romanówkę", która współcześnie jest siedzibą Muzeum Nikifora. Nikifor zarówno ginął w tym elitarnym zgiełku, jak i wrastał w lokalny społeczny pejzaż. Jego pracownią były wspomniane ławeczki, murki, ulice, na których rozstawiał swoją drewnianą skrzynkę z farbami i kawałkami papierów oraz kapelusz na datki. Swoje rysunki sprzedawał za symboliczne kwoty, tylko za tyle, by zyskać "grosze" na jedzenie.
"Obrazki powinny być wyraźne, dokładne, wymowne. Nikifor słyszał niewiele, rozmawiał z wielkim trudem, oprócz matki nikt go nie rozumiał. Obcy na pewno nie. Nikifor wiedział, że ludzie na ulicy, przechodzący obok jego pracowni, nie mają dużo czasu, są zajęci czym innym, że spojrzenie, które rzucają na jego obrazek, jest krótkie, roztargnione, nieuważne, święci, do których się zwracał i których malował, także nie mają dużo czasu. Muszą wysłuchiwać modlitw wielu biednych ludzi. Stosownie do tego Nikifor malował swoje obrazki"
(Andrzej Banach, Nikifor, Warszawa 1983, s. 25-26).
Gdy los się odwrócił, a Nikifor zaczął stopniowo zyskiwać uznanie i popularność, nagle na krynickim deptaku do jego "pracowni" zaczęły ustawiać się kolejki chętnych do zakupu jego rysunków. Niezmiennie będąc wiernym swojej wyobraźni i "etyce" artysty, "Matejko z Krynicy" utrwalał na swoich kartkach i kartonach wille, pensjonaty, kościoły, uliczki, przyczyniając się nie tylko do budowania niepowtarzalnego klimatu Krynicy, ale także do zapisu jej historycznej ewolucji.
Równolegle Nikifor tworzył w pełni wyimaginowane pejzaże. Prezentowany poniżej przepiękny "Widok na miasto" jest doskonałym przykładem "Nikiforowskiego" wzoru miasta doskonałego, o pełnej symetrii kompozycji. Mimo braku malarskiego wykształcenia naiwny artysta, sprawnie wyrysował perspektywę, dbając o wszystkie składniki kompozycji, nawet znajdujące się w tle kominy zostały odliczone co do sztuki pomagając wykreślić perspektywę wgłębną.
Nie tylko Krynica stała się miejscem artystycznej pracy i życia Nikifora. "Matejko z Krynicy" lubił, wsiadając do pociągu podróżować po okolicznych miejscach Beskidu Sądeckiego. Doskonałymi widokami z tej samej lokacji – Rynku w Muszynie – pokazują nowe spojrzenie artysty na ten sam motyw architektoniczny oraz pozwalają zaobserwować różnorodność podejścia do wykreślenia perspektywy i opracowania kolorystycznego prac.