Polimorfizm Zofii Artymowskiej
Kornelia Starczewska
Choć polimorfizm w polskiej historii sztuki kojarzy się z eksperymentami awangardy początku XX wieku, w cyklu "Polimorfy" Zofii Artymowskiej pojęcie to nabiera nowego znaczenia i staje się ważnym punktem wyjścia dla polskiej sztuki optycznej.
Zagadnienie polimorfizmu w sztukach wizualnych przywołuje się często w kontekście refleksji teoretycznej Leona Chwistka z początku XX wieku. Artysta, odwołując się do koncepcji wielości porządków rzeczywistości, wypracował własny wariant formizmu – strefizm – oparty na ściśle zaplanowanej konstrukcji obrazu. Pole kompozycji dzielił na strefy barwne, w których obrębie formy ulegały multiplikacji. W efekcie powstawała kompozycja złożona z równoległych "scen" – jakby kilka kadrów filmu nałożono na jedną płaszczyznę. Ten symultanizm pozwalał pokazać w ramach jednego przedstawienia kilka epizodów tego samego zdarzenia. Emblematyczna "Szermierka" Chwistka z 1919 (Muzeum Narodowe w Krakowie) unaocznia, jak rozumiał on polimorfizm: jako jednoczesny zapis kolejnych faz ruchu i następstw zdarzenia, widzianego "z wielu momentów" naraz. Geometryzacja przestrzeni i spiętrzenie faz akcji na jednej płaszczyźnie zamieniają narrację w strukturę.
W cyklu "Polimorfy" Zofii Artymowskiej idea polimorfizmu podobnie jak u Chwistka jest punktem wyjścia dla konstrukcji obrazu. Modułem, na który się decyduje, jest walec (cylinder), organizuje on całą płaszczyznę kompozycji. Rygorystyczna powtarzalność nie prowadzi tu do "kronikarstwa ruchu", a do różnicowania planów, nakładania rytmów i przesunięć, które uruchamiają złudzenia optyczne. W zależności od gęstości i relacji modułów powierzchnia zaczyna falować, pulsować, wciągać w głąb lub wybrzuszać się, tworząc znaczenia. Polimorfizm Artymowskiej polega więc na wytwarzaniu wielości nie poprzez przedstawienie kolejnych faz akcji, lecz systemowe zestawianie tej samej formy w precyzyjnie zaprogramowanym układzie.
"W obrazach powstałych w tym okresie, w ramach operowania jedną formą, twórcze tendencje rozwijały się w dwu kierunkach: jednym – mechanicznym – przestrzeni zmechanizowanej, ‘industrialnej', drugi zaś – przestrzeni tworzącej rodzaj czytelnego wnętrza".
- Zofia Artymowska. Poliformy 1970-1983, katalog wystawy, Zachęta Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, Warszawa 1984, s. nlb.
Tematy, które wybiera artystka, są często niebanalne. Pojawiają się przedstawienia pór roku, konkretnych miast, takich jak Knossos, sceny polowania, poetyckie pejzaże oraz kompozycje bez jasno określonego tematu.
Prezentowany podczas marcowej aukcji Klasyków Awangardy "Krzyk pawia" to unikatowy przykład portretu zwierzęcego. Temat natury potraktowano metaforycznie: "krzyk" pawia zostaje przełożony na rytm, powtórzenie i świetlne drgania kompozycji, dzięki czemu obraz bardziej sugeruje doświadczenie (rezonans, napięcie, intensywność), niż przedstawia scenę wprost. W swojej twórczości Artymowska tworzyła też fotokolaże z udziałem wcześniej namalowanych przez siebie prac. Kompozycja "Krzyk pawia" pojawia się w tej formule ponownie w latach 80., wtapiając się w widokówkę z Hatry, ważnego w starożytności miasta położonego w północnym Iraku.
Baśniowość została wpisana również w refleksję teoretyczną nad sztuką, o czym świadczą porównania budowanego uniwersum Poliformów do świata Alicji w Krainie Czarów. "Tysiące przymiarek, kilkadziesiąt interesujących mnie obiektów, w których Poliformy grają rolę kompozycji zamykającej. A jeszcze myślałam dalej, a gdyby tak spróbować odwrócić kolejność działania, wprowadzić mój świat Poliform – wyimaginowany, teoretyczny, ten, który jest odbiciem świata Alicji – w rzeczywistość też przeze mnie utrwaloną, w realistyczną fotografię jako nowy metafizyczny element?" – wyznaje. Cykl "Poliformy" nie jest dla niej jedynie motywem, lecz integralną częścią niej samej, na przecięciu fikcji i dokumentu kadrów z osobistego życia.
Uniwersum budowane przez Artymowską zyskuje dziś dodatkową aktualność w kontekście sztuki nowych mediów i obrazów generowanych proceduralnie. Jej kompozycje budowane z powtarzalnych modułów, oparte na regule i powtórzeniu, a przy tym generujące wrażenie drgań, interferencji i "rozszczepień" powierzchni, rezonują dziś z estetyką glitchu.