Cicha niesubordynacja: malarstwo Zbyluta Grzywacza

Meet the Artist

Cicha niesubordynacja: malarstwo Zbyluta Grzywacza

Kornelia Starczewska 

 

Kojarzony z krakowską Grupą Wprost, Zbylut Grzywacz tworzył komunikaty o złożonym znaczeniu. Za pomocą sztuki mówił o ważkich kwestiach społecznych, nie uciekając się przy tym do głośnej agitacji.

 

Zbylut Franciszek Grzywacz urodził się w roku wybuchu drugiej wojny światowej w Krakowie i to z tym miastem związał swoje życie. Studiował malarstwo na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie bronił dyplom w 1963 w pracowni Emilii Krchy. Niespełna dekadę później rozpoczął pracę pedagogiczną w macierzystej uczelni, a w 1991 otrzymał tytuł profesora. Był współzałożycielem krakowskiej Grupy Wprost, jednego z krakowskich ugrupowań sztuki figuratywnej, która nadawała nowy wymiar  krytyce społecznej w Polsce. Figuratywny język sztuki traktował jako sposób komunikacji pomiędzy autorem a odbiorcą, a zarazem sposób na "uziemienie" sztuki w rzeczywistym doświadczeniu. Tego rodzaju imperatyw twórczy przyświecał Wprostowcom. Jak podkreślał Tadeusz Nyczek: "Wprostowcy (...) zamanifestowali zainteresowanie właśnie dla życia, a nie życia sztuki, obeszli spory wewnątrzartystyczne, by zaznaczyć swoją obecność przede wszystkim wśród ludzi" (T. Nyczek, Paradoksy grupy Wprost, "Twórczość" 1979, nr 3, s. 94).

 

Jego twórczość nosiła znamiona powieści szkatułkowych. Kryła w sobie warstwy znaczeń, w których odbijały się napięcia i niepokoje życia społecznego. Klasyczne formy, takie jak akt, stawały się w jego rękach czymś więcej niż tylko studium ciała – zamieniały się w komunikaty o mocnym przesłaniu. W ten nurt twórczości zaliczyć można cykl "9 obrazów", w który wpisuje się praca "Zielony" Zbyluta Grzywacza. Klasyczna forma aktu nabiera symbolicznej, społeczno-kulturowej wymowy. Seria "9 obrazów" powstała jako polemiczny głos wobec ustawy z 1993 roku ograniczającej dostęp do aborcji. Poza warstwą znaczeniową, uwagę zwracają także zastosowane zabiegi malarskie.

Seria prac Grzywacza opiera się na napięciu pomiędzy dwiema figurami, odnoszącymi się do dychotomicznych podziałów. Naprzeciw siebie stoją: naga kobieta, której poza zdradza bezbronność natury, oraz monumentalna, spowita mrokiem postać pozbawiona indywidualizmu. Kompozycja zbudowana jest na zasadzie kontrastów, tak silnie obecnych w naukach Kościoła. Tam, gdzie dobro definiowane jest zawsze poprzez opozycję do zła, Grzywacz niuansuje tę wizję. W innych pracach z cyklu "9 obrazów" sylwetki jednoznacznie nawiązują do katolickiego kleru, natomiast tutaj przedstawiona postać ma charakter zdecydowanie bardziej enigmatyczny. Odziana w powłóczyste, zielone szaty, budzi niepokój i wydaje się niemal demoniczna. Choć anonimowa, w kontekście całego cyklu niesie echo instytucjonalnej władzy, która odsłania swoje mroczne oblicze. Zestawienie kruchego, nagiego ciała kobiety z monumentalnym cieniem anonimowej postaci tworzy sugestywną opowieść o bezbronnej jednostce zderzającej się z bezosobową, nieugiętą siłą. Postacie ukazane na obrazie, kontrastując ze sobą, wpisują się w szerszą narrację całego cyklu – opowieść o dominacji, władzy i presji, jaką wywiera się na kobietach.

 

"Raz jeszcze, w roku 1994, porwie artystę dawny temperament wojownika. Publiczna wrzawa wywołana przez Kościół wskutek sejmowej debaty na temat aborcji sprowokowała Grzywacza do namalowania w ciągu kilku następnych lat dziewięcioobrazowej serii (aluzja do czasu brzemienności) ‘9 obrazów' (1994-1999) oraz krótszego cyklu ‘Przyjdź precz' (1998-2000). Jak to ongiś bywało, znów dwoistość widzenia zdominuje obrazy. Naprzeciwko siebie staną dwie rzeczywistości mentalne i malarskie: naga postać dziewczyny, symbol czystości i niewinności erotyki, oraz dostojnicy kościelni, ustrojeni z barokowym przepychem w barwne szaty i insygnia władzy, rozparci na swoich fotelach i klęcznikach jak wielkie ptaki, pyszne i niedostępne (w rolach dostojników wystąpili zacytowani niemal dosłownie bohaterowie płócien El Greca i Tycjana)".

- Tadeusz Nyczek

 

W jednym ze swoich esejów Joanna Boniecka podnosi kwestie czy Zbylut Grzywacz to artysta-feminista: "Religią Zbyluta jest fascynacja Naturą, jej potęga i tajemnica, najpiękniej ucieleśniona w kobiecie. Co nie znaczy, że artysta idealizuje obraz kobiecego ciała. Nierzadko kipi on erotyzmem, zdarza się też, że jego wizerunek niebezpiecznie zbliża się do odartego ze skóry kurczaka czy królika. Otwarte usta krzyczą z rozkoszy czy z bólu? Z bólu fizycznego czy właściwego istnieniu w ogóle? Redukcja kobiety do przedmiotu samczego pożądania czy męska próba zrozumienia świata jej przeżyć, emocji, psychiki?" (Zbylut Grzywacz. Nigdy nie będziesz szła sama, kat. wyst., red. J. Boniecka, Kraków 2021, strony nienumerowane). Boniecka jednoznacznie nie rozstrzyga debaty, oddając głos formułom przedstawieniowym, na które decyduje się artysta. Przedstawienia kobiet są rozpięte na osi pomiędzy fotorealistycznymi rysunkami ołówkiem, ekspresyjnymi pracami wykonanymi tuszem, lekkimi pastelami na papierze pakowym, na olejnych kompozycjach malarskich skończywszy.

 

Twórczość Zbyluta nie kończyła się na sztukach plastycznych. Był erudytą, eseistą i pasjonatem przyrody. Zgromadził imponującą kolekcję minerałów i skamieniałości, którą przekazał Muzeum Przyrodniczemu ISEZ PAN w Krakowie, a wystawę upamiętniającą to wydarzenie "Rozmowa z kamieniem" dedykował poezji Wisławy Szymborskiej. Jako redaktor i wydawca dwumiesięcznika "Kamienie" popularyzował wiedzę geologiczną z pasją naukowca. Sam artysta żartobliwie przyznawał, że "seks, polityka i kicz" były trójnogiem, na którym stała jego twórczość. Co pokazuje jak pozostać wrażliwym na naturę i kobiece piękno, jednocześnie bez popadania w obsceniczność czy dydaktyzm.