"A Pani ma galerię?" - wywiad z Stefanią Marią Vaselli Piga

"A Pani ma galerię?" - wywiad z Stefanią Marią Vaselli Piga

W 1990 roku w Rzymie włoska dziennikarka Stefania Maria Vaselli Piga otwiera jedną z najważniejszych galerii prezentujących dzieła polskich artystów poza granicami kraju. Spicchi dell'Est zajmuje specyficzne miejsce w galaktyce funkcjonujących wówczas w Rzymie instytucji kultury, ponieważ prezentuje wystawy monograficzne dedykowane artystom z Europy Środkowej i Wschodniej. Jak wyglądały początki galerii? Przeczytaj wywiad Stefania Maria Vaselli Piga z Anną Jagiełło.

 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o Polsce?


Bardzo wcześnie. Wciąż trwała druga wojna światowa, miałam wtedy chyba najwyżej 5-6 lat. Mój ojciec już wtedy mówił o Polakach z uznaniem "jako o szaleńcach, którzy wyjeżdżali na koniach przeciwko niemieckim czołgom". To było coś, co zawsze cytował: nie było telewizji i wieczorem dużo rozmawialiśmy. Słuchając Radia Londyn, mówił: "czy zdajesz sobie sprawę, na co ci ludzie się porywają?" Zawsze mówił o Polsce jak o micie. Zawsze, odkąd pamiętam słyszałam w moim domu o Polakach.
 

Zanim zajęłaś się sztuką, pracowałaś jako dziennikarka w telewizji Rai. Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie polską twórczością?

 

Jeszcze w końcu lat 50., jako bardzo młoda osoba, zajmowałam się sztuką, pisząc o wystawach i podróżach kulturalnych na łamach gazet na tzw. terza pagina ("trzecia strona" gazety we włoskiej prasie codziennej poświęcana była kulturze). Pracę w Rai podjęłam po powstaniu TG3 (wiadomości telewizyjne trzeciego kanału telewizji Rai), po ponad 20 latach pracy jako freelancerka. Znałam języki, dlatego telewizja często wysyłała mnie za granicę, skąd nadawałam. Do Polski jeździłam głównie w latach 1988–1989, aby śledzić negocjacje przy Okrągłym Stole. Wówczas, żeby przygotować 2–4-minutową transmisję dla Rai, potrzebowałam dwóch godzin, a czas, który mi pozostawał, spędzałam na mieście. Bywałam nie tylko w Warszawie, lecz także w Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Gdańsku. Podpatrywałam francuskich i niemieckich kolegów, którzy zawsze gdzieś wychodzili, do jakichś mieszkań, na spotkania, a potem odwiedzali pracownie artystów. 

 

Często podążałam za nimi, odkrywając w ten sposób nieznane mi dotąd polskie środowisko artystyczne.

 

Podczas moich dziennikarskich pobytów w Polsce spotkałam wielu przedstawicieli kultury, artystów, krytyków i dyrektorów muzeów. Polska mojego pokolenia to kraj niesamowitych postaci. Ryszard Stanisławski, ówczesny wybitny dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, powiedział mi: "Powinna Pani zacząć od wielkich nazwisk. Powinna Pani zrobić wystawę Tadeusza Kantora". Potem, gdy wróciłam do Rzymu, zaczęłam zgłębiać temat. Rozmawiałam z Achillem Perillim (słynnym włoskim artystą, przyjacielem Tadeusza Kantora), który powiedział mi coś podobnego: "Nie można zrobić wystawy polskiej sztuki współczesnej, jeśli nie zacznie się od Kantora".

 

Czy pomysł otwarcia galerii pojawił się, zanim spotkałaś Tadeusza Kantora? Jak wspominasz swoją pierwszą wizytę w jego domu?

 

Nie, to Kantor poprosił mnie o otwarcie galerii. Poszłam do niego z zamiarem napisania artykułu czy zrobienia czegoś małego. Umówiłam się z nim na spotkanie w lutym lub marcu 1990 roku w jego mieszkaniu przy ulicy Siennej w Krakowie. Zaczęliśmy rozmawiać i od razu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pod koniec spotkania powiedział: "Musimy więc otworzyć galerię. A Pani ma galerię?" Takiej osobie nie można było odmówić, więc odpowiedziałam: "Nie, ale znajdę". I tak to się zaczęło. Wcześniej w ogóle nie myślałam o galerii, ale od razu bardzo spodobał mi się ten pomysł, ponieważ w Polsce panowała wtedy niesamowita atmosfera.

 

Bardzo interesowałam się krajami Europy Wschodniej, nie wiedziałam jednak, jak przekonać publiczność do mojej idei: galerii, która miała na celu zaprezentowanie zachodnioeuropejskim odbiorcom mało znaną sztukę współczesną ze Wschodu. Tak powstała Spicchi dell'Est. "Spicchi" oznacza "kawałek": kawałek księżyca, pomarańczy, ciasta… Nazwanie galerii "Spicchi dell'Est" wydawało mi się naturalne. Potem, po rozszerzeniu Unii Europejskiej, uznałam, że już nie trzeba podkreślać różnicy między Wschodem a Zachodem, dzieląc Europę na pół. Zmieniliśmy nazwę na "Café Europe", zapożyczając ją od samego Mistrza z jego artystycznego credo. "Café Europe" to absolutne arcydzieło Kantora.

Krytyk sztuki, prof. Vittorio Sgarbi, Stefania Vaselli Piga i Tadeusz Kantor podczas otwarcia wystawy Tadeusza kantora w Galerii Spichi del’Est. Na drugim planie obraz Tadeusza Kantora zatytułowany "Powtórnie zaszedł mi drogę napoleoński żołdak z obrazu Goi z cyklu Dalej już nic, 1990 r. ” fot. Archiwum Stefanii Marii Vaselli Pigi

Otwarcie wystawy Tadeusza Kantora miało miejsce 11 czerwca 1990 roku w Twojej nowej galerii Spicchi dell'Est, mieszczącej się w historycznych salach sąsiadujących z kościołem San Salvatore in Lauro w Rzymie. Jak przebiegała współpraca nad wystawą z Tadeuszem Kantorem oraz polskimi i włoskimi partnerami?


Wybieraliśmy prace razem w krakowskim mieszkaniu Kantora przy ulicy Siennej, co zostało uwiecznione na zdjęciach, które przechowuję do dziś. Przygotowanie wystawy, jej organizacja i logistyka poszły bardzo dobrze. Wykorzystałam znaczący moment historyczny, w którym się wówczas znajdowaliśmy: upadł właśnie mur berliński, dlatego udało mi się zdobyć wielu sponsorów. Bez nich nie dałabym rady. Wszyscy sponsorowali wtedy kraje wschodnie: Fininvest, Agip, BMW, grupy farmaceutyczne i wielu innych. W Rzymie w organizację wystawy zaangażowało się wiele osób. U władzy była wówczas Democrazia Cristiana (Chrześcijańska Demokracja) z Giulio Andreottim jako premierem. Sponsorzy byli zainteresowani nie tylko kulturą, ale także wymianą politycznych przysług z udziałem krajów wschodnich. Lewica włoska natomiast wspiera tę inicjatywę od strony medialnej. Również Polacy silnie się zaangażowali, szczególnie pamiętam linię lotniczą LOT. Miałam dziesięć biletów lotniczych na cztery miesiące! Nie pobierali opłat za transport dzieł, byli bardzo pomocni i profesjonalni. Pomógł mi też nasz ambasador Vincenzo Manno oraz jego polska żona Elisabetta, przyjaciele Ryszarda Stanisławskiego. Sukces projektu był zasadniczo związany ze środowiskiem skupionym wokół Muzeum Sztuki w Łodzi i jego dyrektorem. Łódź była wówczas ogromnie ożywiona kulturalnie. Miasto dosłownie się rozpadało, ale atmosfera była niesamowita. Generalnie Polska początku lat 90. była bardzo otwarta.

 

Jak przebiegał montaż wystawy i jej otwarcie?


To była całkowita improwizacja. Kantor miał przyjechać do Rzymu w przeddzień wernisażu, 10 czerwca rano. Przyleciał z ogromnym opóźnieniem, z dziełami sztuki, ale bez walizki z lekami, która została zagubiona. Mój syn Gustavo pojechał po niego na lotnisko o północy. Kantor już wtedy był bardzo zdenerwowany. Ponadto hotel Santa Chiara na Piazza del Pantheon, w którym go gościliśmy, miał świeżo odmalowane ściany, co wywołało u Kantora silny atak astmy. Był wściekły, mówił: "Jutro wracam do Polski". Rano 11 czerwca zakomunikował, że nie chce brać udziału w wernisażu. Pobiegłam do hotelu. Po drodze spotkałam Andę Rottenberg oraz Wiesława Borowskiego, którzy pili poranną kawę na Piazza Navona. Powiedziałam Andzie: "Dziś wieczorem przyjdzie czterech ministrów i około 400 osób, Kantor musi się pojawić". Zdołała go przekonać. I tak, dzięki Andzie, Kantor był obecny na otwarciu swojej rzymskiej wystawy. Faktycznie przyszło 300 lub 400 osób, cały dziedziniec San Salvatore in Lauro był pełny. Na tak entuzjastyczne przyjęcie również miał niewątpliwie wpływ upadek muru berlińskiego. Zdawało się, jakby świat odżył, co wzbudziło ogromny entuzjazm. Wśród publiczności znalazło się wielu krytyków sztuki i polityków. Z Polski, oprócz Andy Rottenberg i Wiesława Borowskiego, był też Jarosław Mikołajewski, polski ambasador Bolesław Michałek, z którym potem zrealizowałam inny wspaniały projekt oraz attachée kulturalna ambasady Alicja Ciężkowska. W galerii Kantor spotkał ważnego krytyka sztuki Vittorio Sgarbiego. Powitali się jak starzy przyjaciele, znali się już wcześniej, a od tego momentu ich przyjaźń jeszcze bardziej się zacieśniła. Lata później, w trakcie pandemii covid, Vittorio Sgarbi zorganizował w Sutri piękną wystawę, na której
zaprezentował także naszą kolekcję.

 

Jakie było oddziaływanie medialne wystawy?

 

Bardzo silne; większość dzienników telewizyjnych i radiowych szeroko relacjonowała wydarzenie i jego znaczenie. Cały materiał informacyjny, starannie przechowywany, został także pokazany na wspomnianej wystawie w Sutri w 2020 roku.

 

Jakie plany na przyszłość wiązaliście z galerią Spicchi dell'Est?

 

Wróciłam do Krakowa z moim mężem Dario kilka miesięcy po otwarciu, we wrześniu 1990 roku, aby spotkać się z Kantorem i uzgodnić szczegóły dotyczące formuły działania rzymskiej galerii. Powiedział mi wtedy, że chciałby zostać jej dyrektorem artystycznym i pomysł ten bardzo mi się spodobał. Niestety jeszcze w grudniu tego samego roku w nocy zadzwonił Jarek (Jarosław Mikołajewski) i powiadomił mnie o nagłej śmierci Kantora. To było dla mnie traumatyczne przeżycie. Mimo wszystko zdecydowałam się kontynuować sama to, co mieliśmy zrobić razem. Wystawa Tadeusza Kantora w Rzymie w czerwcu 1990 roku była przełomem: kilka lat później zrezygnowałam z pracy w Rai i w pełni poświęciłam się sztuce. Kontynuowałam współpracę z Polską, ale nie tylko. Poprzez polskie kontakty dotarłam, do artystów i galerii w krajach Europy Wschodniej. Ponadto prowadziliśmy rozmowy dotyczące nie tylko wystaw, lecz także występów grup teatralnych z krajów bloku wschodniego. Polska jednak miała zawsze znajdować się w centrum uwagi i stanowić punkt wyjścia dla wszystkich projektów. Tak rysowała się przyszłość wspólnie prowadzonej galerii.

Tadeusz Kantor prezentujący instalację „Trąba Jerycha” („La tromba di Gerico”) Vittorio Sgarbi i Stefanii Vaselli Piga fot. Archiwum Stefanii Marii Vaselli Pigi

Poza Kantorem, którzy polscy artyści Cię fascynowali?

 

Byłam, i nadal jestem, pod silnym wrażeniem Szymona Urbańskiego, którego poznałam przez Andę Rottenberg. Interesującym artystą był dla mnie również Jerzy Stajuda, u którego wrażliwość muzyka łączyła się z matematycznymi korzeniami. Zafascynowały mnie wielkie osobowości sztuki polskiej, takie jak Henryk Stażewski, rówieśnik Kantora, czy kluczowi dla polskiej awangardy przedwojennej, Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński. Jest też Tomasz Tatarczyk, artysta silnie związany z naturą czy wreszcie Jarosław Modzelewski, niezwykle utalentowany twórca, umiejący przewidywać i interpretować także wydarzenia polityczne. Cenię sobie twórczość Mirosława Bałki, tyle że organizacja jego wystaw wiąże się z wielkim wyzwaniem logistycznym. Tworzy bardzo piękne i ciekawe dzieła, ale trudne do przewożenia i umiejscowienia ze względu na duże gabaryty. Podczas jednej z moich podróży, przeglądając strony magazynu LOT, odkryłam Franciszka Starowieyskiego, artystę, który inspirował się włoskim renesansem. Z pomocą władz polskich i dyrektora festiwalu "Due Mondi" w Spoleto zorganizowałam jego projekt, znany jako "Teatr Rysunku". Pokazaliśmy go podczas XXXIII edycji Festiwalu.

 

Czy spotkałaś również artystki, których twórczość Cię zaciekawiła?

 

Magdalena Abakanowicz, Erna Rosenstein, Maria Jerema, Alina Szapocznikow. Wówczas w Polsce, w odróżnieniu od Włoch, gdzie wciąż dominowali mężczyźni, było wiele uznanych artystek. Wydawało się, że generalnie istnieje więcej przestrzeni dla kobiet nie tylko artystek, lecz także dyrektorek, jak choćby w przypadku Zachęty.

 

Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z polskim rynkiem sztuki?

 

W sytuacji rynku wewnętrznego w Polsce pomógł nam zorientować się Jarek Mikołajewski. Zasugerował, byśmy zwrócili się do jego przyjaciół z DESY, instytucji, która jeszcze w czasach PRL-u uczestniczyła w tworzeniu międzynarodowego rynku sztuki. Miała ciekawą metodologię pracy, jednak nie była specjalnie wspierana przez media. Mam wrażenie, że w krajach Europy Środkowej nadal brakuje świadomości międzynarodowego rynku sztuki, ale w tym aspekcie [kraje te przyp. red.] na pewno nie są osamotnione.

 

Czym Tadeusz Kantor zafascynował Cię do tego stopnia, aby pozostawić uprawiane od lat dziennikarstwo i poświęcić się sztuce?

 

Kantor to osobowość wciąż nie w pełni odkryta, która nieustannie wyprzedzała współczesność. Był niewiarygodnym filozofem, pisarzem, poetą i artystą, człowiekiem teatru bez granic. Reprezentował fuzję kultur europejskich. Obdarzony nieprzerwaną intelektualną witalnością, poszukiwał odpowiedzi na kryzys człowieczeństwa i drogi, aby go przezwyciężyć. Jego wysublimowana deklaracja poetycka "Café Europe" [stworzona na potrzeby tej wystawy przyp. red.] to prawdziwe, dramatyczne wezwanie do ocalenia kultury naszego kontynentu. To właśnie słowa tej deklaracji, jak i cała twórczość Tadeusza Kantora, zafascynowały mnie i skłoniły do skierowania moich zainteresowań w stronę sztuki współczesnej. Moja praca poświęcona polskiej sztuce została doceniona i uznana w 2006 roku, kiedy to w Instytucie Polskim w Rzymie otrzymałam odznakę honorową Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej "Zasłużony dla Kultury Polskiej" z rąk ambasadora Wojciecha Ponikiewskiego.