Z komiksem przez życie - wywiad z Wojtkiem Łowickim
Dla DESA Unicum zgodził się udzielić krótkiej rozmowy Wojtek Łowicki, znawca, marszand i popularyzator komiksu.
Judyta Majkowska
Panie Wojtku, przede wszystkim dziękuję, że znalazł Pan dla mnie czas by odpowiedzieć na kilka pytań, Pana perspektywa jest niezwykle cenna i ciekawa. Rynek komiksu w Polsce to temat niezwykle interesujący i wbrew pozorom bardzo złożony. Co Pana ujęło w komiksie tak bardzo, że postanowił Pan związać z nim swoje życie? Jaka była Pana droga jako marszanda?
Jakby to opowiedzieć, żeby nie zanudzić czytelników, bo to długa historia, może i momentami ciekawa, ale jednak trwająca już trzydzieści lat...! Postaram się opowiedzieć zwięźle. Faktycznie, moment powstania mojej Galerii Komiksu, która pod taką, może dla niektórych ciut niewybredną nazwą, funkcjonuje dziś jako internetowa galeria sztuki komiksu, poprzedzony był doświadczeniem nie tylko ostatnich lat, ale wielu wcześniejszych zbiegów okoliczności z kilkudziesięciu lat życia. Komiks zauroczył mnie typowo, jak większość odbiorców – w dzieciństwie. Pierwszy raz zetknąłem się z nim przy polnym kamieniu, na którym rozbił się sklecony przez starszego kuzyna latawiec. Na szkielecie latawca rozpostarta była gazeta z kolorowym fragmentem. Był to "Świat Młodych" z odcinkiem komiksu Tadeusza Baranowskiego. Nie umiałem jeszcze dobrze czytać, więc wyrywałem po kawałku fragmenty i zanosiłem do kogoś z rodziny, by mi to odszyfrował. Fajne to było, nie tylko dla tych niesamowitych kolorów, ale dla samej historyjki, którą poznawałem fragmentarycznie, co było intrygujące.
Kiedy stałem się nastolatkiem, przestałem się interesować komiksem, i tak naprawdę, może bym już nigdy nie powrócił do tego medium. Zmienił to mój przyjaciel, Marcin Jaworski, dziś profesor toruńskiego uniwersytetu, wykładający także o komiksie, z którym prowadziliśmy w latach 90. XX wieku pismo satyryczne "Qriozum". Samo pismo używało komiksowego przekazu, ale raczej tylko w satyrycznym ujęciu, bo nie do końca poważnie go traktowaliśmy. Wujek Marcina obdarował go kiedyś paką komiksów z lat 60. i 70. – były to Klossy, Żbiki etc. Patrząc na ten kolorowy, wujkowy prezent uświadomiłem sobie, że komiks niesie ze sobą nie tylko wzruszenie i nostalgię za dzieciństwem, ale jest kawałem historii kultury i poza tym jest na pewno gałęzią sztuki ilustracyjnej. Ja, organizując od czasów studenckich wystawy i imprezy rożnego sortu, jeszcze nie komiksowe, postanowiłem, że zrobimy wystawę o historii polskiego komiksu, tak zupełnie na serio i w prawdziwym muzeum. Wystawa odniosła sukces. Zainteresowanie publiczności i dziennikarzy przerosło nasze oczekiwania, promowaliśmy ją we wszystkich możliwych mediach. Widzowie domagali się kontynuacji.
Przygotowując drugą wystawę, związaną z komiksem współczesnym musieliśmy wejść głębiej w to środowisko, a to nie było łatwe, bo komiks polski istniał wtedy, co może zaskoczyć dzisiejszych odbiorców, niemalże w podziemiu! Czasem jedyna okazja do zapoznania się z aktualnościami odbywała się poprzez wysyłkowe magazyny lub na corocznym konwencie w Łodzi. Udało mi się jednak dotrzeć do najważniejszych animatorów i twórców, wtedy np. poznałem Papcia Chmiela, Janusza Christę czy Andrzeja Janickiego. O żadnym rynku komiksowych plansz w tamtych latach mówić nie możemy. Owszem, oryginał był zawsze cenny, ale raczej jako ciekawostka niż element wymierny finansowo. Zagłębiając się w świat artystów, ale i fanów, także z racji mojej pracy zawodowej pod koniec lat 90. jako twórca i opiekun działu komiksu polskiego w toruńskim muzeum, zauważyłem, że prężnie działał tam także światek kolekcjonerski. Kolekcjonowano gazety, albumy i coraz więcej mówiło się o zbieraniu gadżetów. Polski komiks zaczynał być dumny ze swojej historii, powstawały fankluby, kolejne wystawy, a łódzki konwent zamienił się z czasem w międzynarodowy festiwal z prawdziwego zdarzenia, gdzie i ja znalazłem swoje miejsce. Na spotkaniach z autorami można było otrzymać nie tylko podpis czy dedykację, ale i wrys, czyli pamiątkowy rysunek. Wszystko, co oryginalne zaczynało mieć wartość. Być może przełomem była niestety śmierć mistrza Janusza Christy w 2008 roku, nastąpiła bowiem w czasach, kiedy klasyka zaczynała być poważnie doceniana, także jako – uwaga, nie przesadzam! - artefakty traktowane na równi z relikwiami po słynnych mistrzach. Widząc te wszystkie potrzeby kolekcjonerów, zorganizowałem w 2013 roku, jako autor i kurator, wystawę w szczecińskiej galerii sztuki z prawdziwego zdarzenia, na której wystawiliśmy prawie 700 prac, a wszystkie można było zakupić! Krytyka zaczęła nazywać ten moment początkiem profesjonalnego rynku sztuki komiksowych plansz w Polsce. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że robimy coś pionierskiego, ale tym bardziej było mi miło. Potem, także ze względu na moje zażyłe znajomości i przyjaźnie w świecie komiksu z wieloma autorami oraz spadkobiercami, stałem się oficjalnym, a czasem wyłącznym, na ich życzenie, przedstawicielem dbającym o ich oryginały. Kiedy współtworzyłem Centrum Komiksu w Łodzi, to także tam zakładałem zbiory sztuki komiksu, wybierając oryginalne prace, które miały wzbogacać kolekcję łódzkiego centrum.
Rynek zaczął się szybko profesjonalizować, a ja nie bardzo się zgadzałem z pewnymi ruchami na jego niwie. Widziałem to nieco inaczej, stąd w końcu decyzja, by otworzyć galerię sztuki komiksu, oczywiście polskiego, na własnych warunkach. Nie dlatego, że uważam się za najmądrzejszego na świecie, bynajmniej, po prostu chcę docelowo stworzyć przyjazne miejsce dla wszystkich autorów i dla wszystkich fanów komiksu. Uniwersum polskiego komiksu. Ku temu właśnie powstała Galeria Komiksu. Po prostu.
Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że chyba nie ma planszy komiksowej, której by Pan nie zobaczył albo o niej nie wiedział. Gdybyśmy sobie teraz założyli, że może Pan stworzyć kolekcję polskiego komiksu, co by się w niej znalazło?
Aż tak daleko bym nie szedł..., choć widziałem faktycznie sporo. Na przykład przeprowadziłem kwerendę kilku tysięcy prac Grzegorza Rosińskiego, każdą z nich fotografując, mierząc i opisując – swoją drogą świetna przygoda, bo Grzegorz to nie tylko genialny twórca, ale i dobry kompan do pogawędek. Podobnie takim był Christa, którego opowiastki, zwłaszcza te o nadprzyrodzonych mocach i historiach, były niesamowite. Ach, jakże on potrafił opowiadać! Człowiek dostawał gęsiej skórki. Przebywając wśród artystów i ich archiwów, widziałem nie tylko ich prace, ale i szkice, zapiski, niezrealizowane projekty, a także słuchałem nieznanych dotąd publicznie historii. Poza tym dowiadywałem się, co z twórczości zaginęło, w rożnych okolicznościach, zazwyczaj jeszcze w okresie peerelu lub latach 90.. Otrzymywałem od nich dokładne informacje, w tym wielki spis od Papcia Chmiela, który przerażał ilością braków. W rezultacie powstała lista, nazywana w środowisku "Listą Łowickiego". Zresztą jedna z "zaginionych" ksiąg "Tytusa, Romka i A'Tomka" stała się powodem rozprawy sądowej.
Dlatego, wracając do Pani pytania, gdybym miał stworzyć kolekcję, to na pewno nie znalazłyby się nie niej wszystkie plansze, które chciałbym tam widzieć. Po prostu ich nie ma i pewnie nigdy już się nie odnajdą jak "Pilot śmigłowca" Marka Szyszko, księga V Tytusa, czy właściwie wszystkie plansze do "Kapitana Żbika" Jerzego Wróblewskiego. W każdej kolekcji, nie tylko komiksu, która nie jest mocno sfokusowana, powinno znaleźć się miejsce na klasykę gatunku, nie tylko jeśli chodzi o nazwiska twórców, ale przede wszystkim tytuły czy znanych bohaterów. Przy malarstwie na przykład, jeśli rozmawiamy o jego kolekcjonowaniu, zazwyczaj nie mówimy o tytułach prac, a podajemy nazwiska twórców. W komiksie jest inaczej. To bohaterowie napędzają kolekcje. Prace Papcia Chmiela, które nie odnoszą się do przygód Tytusa, Romka i A'Tomka, choćby nie wiem jak były wyśmienite, nigdy nie osiągną takiej wartości, jak nawet najmniej popularny odcinek z Tytusem. Zatem jeśli robić szeroką kolekcję np. plansz z Kajkiem i Kokoszem, powinno się mieć na uwadze także i postacie zbójcerzy, a nawet coś z nowych przygód dzielnych wojów, rysowanych przez Sławomira Kiełbusa. Dobrze, gdy kolekcje zamykają się w danym uniwersum, ale na tyle szeroko, by sama kolekcja opowiadała jakąś historię.
Będąc przy temacie kolekcjonowania… jacy są Pana faworyci komiksowi?
Rozumiem, że to pytanie o osobisty gust. Skoro tak, to powiem szczerze, że nie potrafię stwierdzić, że jest jakiś numer jeden. Na pewno cenię komiks polski. Nie będę też zbyt oryginalny, bo nie wskażę konkretnych autorów, a tytuły. Podobają mi się np. "Szranki i konkury" Christy za kapitalny scenariusz, z prac Papcia Chmiela księga XVI Tytusa za perfekcyjne oddanie rzeczywistości pół żartem, pół serio, "Orient Men" Baranowskiego za kolory i niepowtarzalny żart słowny, czy "Opowieści nie z tej ziemi" Witolda Parzydły za rzeczywiście niesamowite opowieści. W ostatnim przypadku ważny był scenariusz Stefana Weinfelda, ale elektryzujące, rzekłbym magiczne rysunki Parzydły są tu na miejscu.
Gdyby miał Pan udzielić jednej porady osobie, która właśnie przymierza się do stworzenia swojej pierwszej kolekcji, co by Pan doradził? Co jest korzystne, a czego się wystrzegać?
Przede wszystkim porozmawiałbym z tą osobą, co dla niej samej jest wartościowe w sensie emocjonalnym. Kupowanie prac klasyków, na których można stawiać w ciemno, że zawsze będą dobrą lokata kapitału, kto wie, czy nie lepszą niż złoto, musi wiązać się z wydaniem, już na "pierwszy ogień" większych sum. Dlatego, gdy ktoś nie jest pewny, nie ma sprecyzowanych faworytów ani zbyt dużego kapitału, niech zacznie od planszy lub plansz, które mu się po prostu podobają. Gdyby okazało się, że jego wybór nie stał się po latach inwestycyjnym "strzałem w dziesiątkę", to przynajmniej zostanie mu coś, co będzie ciągle cieszyć jego oko.
Jeszcze czego się wystrzegać? Jeśli chodzi o wybór autora, tytułu czy techniki, to absolutnie niczego! Rynek sztuki jest na tyle aktywny, że ciężko stracić na nim, jeśli nie gra się nerwowo i ryzykownie, prace artystyczne zazwyczaj idą co najmniej równo w górę z inflacją, więc z zasady nie powinny przynosić strat, choć wahnięcia są możliwe, ale tym też bym się, z racjonalnego punktu widzenia, nie przejmował. Jest jednak rzecz, niestety dla niedoświadczonego zbieracza w zasadzie nie do opanowania, mianowicie falsyfikaty, kopie, czy inne podróbki. Te na szczęście na rynku komiksu występują nieczęsto, choć jednak się zdarzają, powodując zamieszanie. Dlatego warto kupować ze źródeł sprawdzonych, oficjalnych i tam, gdzie otrzymamy certyfikat autentyczności.
Zamykając rozmowę z Panem, chciałabym zadać tylko jedno pytanie – za co ceni Pan polski komiks najbardziej?
O, facet w moim wieku, przede wszystkim za jakże miłe uczucie nostalgii, sentymentu, za wspomnienia z dzieciństwa. Co nie znaczy, że nie doceniam jego innych walorów, bo o tym, że komiks jest sztuką, czasem z bardzo ważkim przekazem, nikogo przekonywać już nie trzeba. Od jakichś piętnastu lat dziennikarze nie zadają mi tego typu pytań, wcześniej – nagminnie. Poza tym – co też nie będzie odkrywaniem Ameryki – komiks jest uniwersalnym medium, który potrafi, jak mawiał Papcio Chmiel, bawiąc uczyć i ucząc bawić. Bo iluż naszych czytelników nauczyło się choćby czytać właśnie z komiksów? Zgaduję, że wielu.
BIOGRAM:
Wojtek Łowicki - znawca, marszand i popularyzator komiksu. Kurator sztuki, dyrektor toruńskiego Festiwalu Kultury Popularnej DwuTakt. Kurator wystaw Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Współtwórca założeń ekspozycji komiksu polskiego w Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej w EC1 w Łodzi. Członek Gildii Komiksu. Honorowy członek Asocjacji Komiksu w Toruniu (AKT). Autor spisu zaginionych prac komiksowych (tzw. "Lista Łowickiego"). Prekursor polskiego rynku oryginalnych plansz komiksowych. Autor największych i najbardziej interaktywnych komiksowych wystaw w historii polskiego muzealnictwa ("Świat Tytusa, Romka i A'Tomka – Instytut Wszechzbytków profesora Talenta", "Słowiański świat Kajka i Kokosza"). Konsultant filmów i seriali dokumentalnych (m.in. "Komiks – Superbohater PRL", "Papcio Chmiel"). Współredaktor "Tytusopedii". Członek Polskiej Akademii Sztuki Komiksu. Wyróżniony Złotym Pucharem im. Janusza Christy za szczególne zasługi dla popularyzacji komiksu w Polsce (2015 r.). Za działalność wystawienniczą uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego odznaczeniem "Zasłużony dla Kultury Polskiej" (2012 r.). Autor i właściciel "Galerii Komiksu".