Wspomnienie

Wspomnienie

Iwona Kowerska-Ciecierska

 

Gdy się poznaliśmy, Tomek studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych, a ja architekturę na Politechnice Warszawskiej. Później pracowałam jako asystentka profesora w katedrze projektowania budynków użyteczności publicznej, chyba od 1975 roku do końca lat 80. Potem założyłyśmy z dwiema koleżankami biuro projektowania wnętrz. Gdy poznałam Tomka, doskonale wiedziałam, że da mi absolutną wolność w realizacji moich marzeń i tworzeniu architektury. Nie całkiem temu sprostałam. Może zabrakło mi silnej determinacji? Byli Jaś, Joachim i Tomek. Myślę, że dla mnie ważniejsi.

Tomasz Ciecierski i Iwona Kowerska-Ciecierska, Wassenaar, Holandia ,1979, fot. z archiwum rodzinnego

Dla Tomka malowanie stanowiło całe życie, dzień bez malowania był dniem straconym. Rysowanie nie wystarczyło. Gdziekolwiek jeździliśmy latem, zabieraliśmy mnóstwo moich pism architektonicznych, które Tomek ciął, wyrywał kartki z "Domusa", "Atrium" i z "Hausera", moich ulubionych magazynów, o które dbałam i kupowałam – najpierw tylko w Niemczech, potem już w Warszawie. Te powycinane kartki zamieniały się w kolaże, dochodziły do nich zdjęcia wycinane z "Elle" i innych magazynów, które kupowałam jeszcze podczas studiów.

 

Gdy wyruszaliśmy do Lamole, w bagażniku auta musiała znaleźć się cała pracownia. Jechały papiery, blejtramy (małe), pędzle, farby, kredki, terpentyna. We Florencji koło mostu Santa Trinitá na rzece Arno jest Tomka ulubiony sklep z farbami i papierami. Tu zawsze kupowaliśmy brakujące materiały. Zdarzało się to bardzo często. Brak materiałów nie był jedynym powodem przyjazdu do Florencji. Tym naprawdę ważnym była sama jazda autem. Uwielbialiśmy ją oboje – te nigdy nienudzące się krajobrazy, ruch, droga przez najpiękniejsze miejsca Chianti. Wiem, że to był prawdziwy powód. We Florencji espresso, czasami lody i spacer via Tornabuoni do Palazzo Strozzi, gdzie odpoczywaliśmy, opierając się o kamienne mury pałacu, patrząc na turystów wchodzących do Prady i Gucciego, które to sklepy są na wprost wejścia. Robiłam zdjęcia i krótkie filmy, Tomek lubił obserwować pięknych eleganckich ludzi, ale to dopiero mogło zdarzyć się jesienią, kiedy wyjeżdżali turyści.

Lamole, 2023, fot. z archiwum rodzinnego

Tomek uwielbiał sklep Benettona, kolorowe ubrania. Ważne były zawsze kolory: zielony, czerwony, niebieski. Często istotny był nawet kolor podszewki pod kurtką, przecież niewidoczny. Czasami pokazywał go komuś, kto zachwycił się właśnie jego czerwoną sztruksową kurtką z Benettona, którą przywiozłam mu z Birmingham wiele lat temu. Lubił koszule w kratę, te amerykańskie. Czasami można było je kupić na targu w Greve. Przekopywaliśmy sterty ubrań w ich poszukiwaniu, ale zdarzały się coraz rzadziej, a ostatnio już ich nie było. To, co było niewidoczne w ubraniach, także było ważne – tak jak obrazy warstwowe, które nigdy nie były oszukiwaniem. Tam naprawdę są piękne krajobrazy. Miał je zawsze pod powiekami. Ważny był dla Tomka horyzont – szeroki, rozległy, otwarty – nie tylko w sztuce, ale to już inna historia.