Telefon, który zmienił wszystko. Wlastimil Hofman w Palestynie i przyjaźń z rodziną Halberthal

5 Minutes with...

Telefon, który zmienił wszystko. Wlastimil Hofman w Palestynie i przyjaźń z rodziną Halberthal

Rafał Rogoziński

 

Wojna wyrwała Wlastimila Hofmana z krakowskiego świata Młodej Polski i symbolizmu. Polski artysta był zmuszony do ucieczki, m. in. z powodu udzielania schronienia czeskim politykom. Hofman zapakował do plecaka mnóstwo pędzli i farby, jakby wybierał się na długi czas w plener, a nie w odległą podróż za granicę kraju. Żona zadbała jednak o niezbędny asortyment i wzięła cały ciężar bagażu na siebie. Wlastimil był wówczas na tyle chory, że brakowało mu sił. Malował jednak wszędzie, gdzie mógł – a sztuka stała się sposobem, by zachować ciągłość życia. Na początku zatrzymali się w Pomorzanach, później m.in. w Tarnopolu, Kwasilowie, Moskwie i Odessie.

 

We wrześniu 1940 roku artysta osiadł w Stambule, gdzie podziwiał uroki miasta, które oczywiście uwiecznił na swoich obrazach – wiele dni spędził przed sztalugą w Hagia Sophii, w wyniku czego powstał cały cykl "Aja Sofia". Następnie zaczął malować na zewnątrz, portretując postaci muzułmanów na tle meczetu. Wędrując po całym mieście malował ulice Stambułu: stragany, przekupki, biedaków, starców, żołnierzy i handlarzy na bazarach – słowem realia panujące w egzotycznym mieście. W ten sposób powstał cykl "Stambuł". Pobyt w dzisiejszej stolicy Turcji trwał cztery miesiące.

 

W lutym 1941 roku Hofmanowie przypłynęli statkiem "Warszawa" do Tel Awiwu. Hofman od razu chciał dołączyć do "Armii Sikorskiego", lecz nie nadawał się do noszenia broni i nie zakwalifikował się do poboru podczas komisji. Świat orientalny zdumiewał i zachwycał malarza, więc tematu do prac nie musiał szukać daleko. Jednak uciążliwy upał oraz kończące się farby przywiezione jeszcze z Turcji powstrzymywały artystę od większej intensywności tworzenia. Ada z kolei próbowała jak mogła, aby zdobyć podłoże pod obrazy, kupując z resztek pieniędzy ścinki z dykty czy nawet w skrajnych sytuacjach zbierała puszki po konserwach i wycinała z nich blaszane kwadraty, aby mąż mógł je zamalowywać, oszczędzając farbę, a następnie sprzedawać. Ada zajęła się również kwestią sprzedażową – w pobliskim sklepie ramiarskim udało jej się porozumieć z właścicielem, żeby oprawić w ramy nowo namalowane obrazy i wyeksponować je w witrynie sklepowej. Nazajutrz ów ramiarz przybył do Hofmanów z wiadomością, że byli u niego przed chwilą państwo, którzy kupili obrazy z witryny i chcą nabyć następne. Poprosili o kontakt, więc Hofman zareagował natychmiast. Namalował nową pracę pt. "Płacząca kobieta" i zadzwonił pod wskazany numer. Okazało się, że nabywcami są Chaim Halberthal i jego żona Liebe – pochodzący z Polski, znający już twórczość Hofmana. Halberthalowie zaprosili Wlastimila i Adę do siebie oraz zamówili portrety rodzinne. Dzięki temu Hofmanowie przeżyli ten wyjątkowo trudny początek i nawiązali jakże ważną relację, która trwała do końca życia artysty.

Portrety, które są czymś więcej niż portretami

 

W pracach związanych z Tel Awiwem szczególną rolę pełnią portrety członków rodziny Halberthal. Nie są jedynie pracą powstałą na zamówienie czy pamiątką – są świadectwem, materialnym dowodem momentu, w którym Hofmanowie odzyskali odrobinę stabilności. Portrety te są dodatkowo zakorzenione w konkretnym miejscu i czasie, który z biegiem lat urósł do rangi legendy rodzinnej. W kolekcji przetrwały nie tylko obrazy, ale też pamięć o tym, kogo przedstawiają i dlaczego w ogóle powstały.

Palestyński rozdział: wędrówki, wystawy i poezja

 

Choć Tel Awiw był dla Hofmanów punktem startu, ich palestyński epizod szybko okazał się ciągłą podróżą pełną kolejnych przystanków. Artysta szukał tematów i przestrzeni, które pozwalały mu malować, a ważnym punktem tej biografii była Jerozolima – miejsce skupiające życie uchodźcze i polskie instytucje. 27 kwietnia 1941 roku otwarta została pierwsza w czasie trwania II wojny światowej wystawa prac Hofmana, a więc wydarzenie to zbiegło się z sześćdziesiątą rocznicą urodzin malarza. W marcu 1942 roku przy Jaffa Road 14 w Jerozolimie pokazano z kolei prace artystów na uchodźstwie, w tym także dzieła Wlastimila Hofmana.

 

W tym samym czasie Hofman wieńczył doświadczenie nie tylko obrazem, lecz także słowem i w 1942 roku, również w Jerozolimie, wydał własnym nakładem tomik poezji "Poprzez ciernie do Wolności", zbiór 79 wierszy powstałych w latach 1939–1942 w ilości 500 egzemplarzy. Palestyński okres miał więc charakter nie tylko biograficznej wędrówki, ale pełnoprawnego rozdziału twórczości – intensywnego i różnorodnego, naznaczonego koniecznością improwizacji i codziennym zmaganiem z niedogodnościami i trudnymi warunkami do pracy.

 

Po dwóch latach pobytu w Tel Awiwie Hofmanowie podróżowali m.in. do Jaffy i Jerozolimy, gdzie mieli większy kontakt z Polakami oraz byli bliżej do Morza Martwego, które artysta uwielbiał malować i przy którym spędzał wiele godzin zapominając o trudach i rozpaczy dnia codziennego. Tak powstał cykl "Morze Martwe" przedstawiający pejzaż o różnych porach dnia. Duże skoki temperatury i ciągła duszność utrudniały na pozór pracę malarzowi, jednak on niestrudzenie tworzył kolejne obrazy. Nawet diagnoza lekarza o epilepsji tropikalnej nie powstrzymała artysty od pracy, chociaż doskonale wiedział jakie ryzyko temu towarzyszy.

 

Wlastimil cierpliwie znosił dolegliwości, a gdy w maju 1945 roku świat obiegła wiadomość o zdobyciu Berlina, w życiu Hofmanów pojawił się cel w postaci powrotu do Europy. Z Nazaretu przenieśli się do Jaffy, bliżej portu, licząc na możliwość odpłynięcia i czekając na okazję pozwalającą zakończyć kilkuletnią tułaczkę. W całym tym okresie ważne pozostawały relacje nawiązane w Tel Awiwie, w tym kontakt z rodziną Halberthal, utrzymywany również listownie, a po wojnie kontynuowany przez lata.

Listy, paczki i "śniegi". Powojenna korespondencja Hofmanów z Tel Awiwem

 

Kiedy Hofmanowie wrócili do Polski, zaczęli wysyłać listy do swoich przyjaciół z Palestyny. Były one z reguły krótkie, gęste od codzienności, pisane raz przez Wlastimila, raz przez Adę, często wprost z Walstimilówki w Szklarskiej Porębie, którą zamieszkali niedługo po swoim powrocie do Polski. W treści listów powraca wdzięczność i serdeczność, ale również kłopoty zdrowotne czy skomplikowane formalności, które sprawiały, że nawet wysłanie niewielkiego obrazu stawało się przedsięwzięciem.

 

Z biegiem lat korespondencja zamieniła się w stałą wymianę gestów. Z Tel Awiwu przychodziły paczki ze skrzynkami z pomarańczami i grejpfrutami, sokami czy innymi drobnymi smakołykami. Hofmanowie przekazują podziękowania, relacjonują, co dotarło, a co zginęło po drodze. Po drugiej stronie tej wymiany były obrazy, wysyłane w rewanżu i podziękowaniu, jako najważniejsza waluta artysty. W jednym z listów Hofman deklarował starania o pozwolenie na wywóz, a Ada opisywała urzędowe zawiłości, takie jak obowiązek podawania cen lub ograniczenia formatów, które komplikowały wysyłkę. Czasem więc wysyłali tylko małego formatu dzieła, bo na większe nie uzyskali pozwolenia.

 

W jednym z listów miał paść znamienny komentarz Hany Halberthal, urodzonej już w Izraelu, że nigdy nie widziała śniegu. Właśnie dlatego większość obrazów wysyłanych później miała motyw zimowy. Z tego powstał wątek najbardziej charakterystyczny dla tej powojennej relacji. Hofman w 1963 roku żartował, że "szkoda, że nie możemy posłać Państwu trochę worków śniegu, a Państwo nam odrobiny ciepła", a gdzie indziej wspominał, że musi "łapać śnieg", bo wieczorem napada, a rano już znika. Te obrazy w zimowej scenerii były przeznaczone konkretnie dla przyjaciół i ich dzieci – "wysłałem na Pański adres dwa obrazki – pisał artysta w jednym z listów – ufam, że z któregoś z nich będą się Pańskie dzieci cieszyć".

Listy są też kroniką kruchości w życiu malarza i jego żony. Wracają w nich tematy chorób, ataków, pobytów w szpitalu, złamanej nogi Ady, alergii, śmierci wieloletniej gosposi i braku pomocy w domu. A jednak między tymi wiadomościami stale przebijał upór pracy: Hofman maluje, szykuje wystawy, Ada pakuje, ramuje, organizuje wysyłki.

 

W efekcie ta korespondencja nie jest dodatkiem do obrazów, ona je w pewnym sensie tłumaczy, dodaje im narracji. Każdy list jest jak etykieta do dzieła: mówi, dla kogo było przeznaczone, dlaczego powstało, jakie trudności towarzyszyły wysyłce, co akurat działo się w domu Hofmanów. Tak właśnie to archiwum domyka kolekcję rodziny Halberthal oraz jest świadectwem przyjaźni utrzymywanej przez lata, mimo odległości, kłopotów zdrowotnych i urzędowych przeszkód.