Tam, gdzie zatrzymał się czas. Pracownia Olgi Boznańskiej
Pracownia artysty to nie tylko miejsce pracy twórczej, postrzegane jako niepospolite, w którym dzieje się coś niezwykłego, w którym aura oddziałuje na proces twórczy. To również miejsce, które odsłania najintymniejszą stronę jej właściciela, malarki lub malarza.
Maria Konopnicka zauważyła: "Jak poetę w jego ojczyźnie, tak malarza w jego pracowni poznać trzeba. Bystre oko znajdzie tu mnóstwo wskazówek, silniej nieraz znamionujących indywidualność artysty, niż ją znamionują same nawet jego obrazy. Stopień inteligencji, temperament, aspiracje, kaprysy znajdą tu swój wyraz mniej więcej dobitny, niekiedy nader silny, czasem zgoła ulotny, który wszakże da się pochwycić i zadokumentować. (Maria Konopnicka, Na ostrzu pióra, [w:] tejże, Ludzie i rzeczy. Na normandzkim brzegu oraz inne opowiadania, Czytelnik, Warszawa 1976, s. 311).
Co zatem może powiedzieć pracownia Olgi Boznańskiej o niej samej? Jej długa artystyczna droga przeprowadziła artystkę przez wiele pracowni w Krakowie, Monachium i Paryżu, jednak to w ostatniej, położonej przy boulevard Montparnasse 49, malarka spędziła najwięcej czasu, bowiem przeszło trzydzieści lat i to ją obrosły liczne legendy związane z kurzem, nieładem i myszami. Wizytę z tego paryskiego atelier relacjonowała dla tygodnika "Ewa" dziennikarka Gina Szwarc w 1928: "Dochodziły do nas wieści o romantycznej pracowni pani Boznańskiej i legendy o niej. Z pokoju ciemnego, zawalonego płótnami, wchodzimy do obszernej pracowni. Dziwna to pracownia. Może istniały pracownie takie sto lat temu. Meble – ściśle mówiąc zgruchotane meble – stoją wzdłuż ścian. Pośrodku jakieś podium, szafy i szafki, kanapy i fotele, dywany postrzępione o startych od dawna deseniach. […] Jakieś cienie biegają od mebla do mebla. Z niemałym zdumieniem spostrzegamy dziesiątki myszy oswojonych" (cyt. za: Karolina Dzimira-Zarzycka, Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków, s. 261-262).
Pracowania przy boulevard Montparnasse 49 na zdjęciach archiwalnych i w relacjach odwiedzjących portrecistkę maluje się jako miejsce z poprzedniej epoki. Taka również pozostała Olga Boznańska, która do końca życia spacerowała paryskimi ulicami ubrana i uczesana według mody z końca XIX wieku z melancholijnym, zamyślonym wzrokiem, wspominając za pewne lata młodości spędzone w Monachium, gdy była szczęśliwie zakochana w Józefie Czajkowskim z wzajemnością. Po zerwaniu zaręczyn przez ukochanego w 1900 szukała pocieszenia w towarzystwie licznych zwierzątek, które przygarniała pod swój dach i traktowała jako pełnoprawnych domowników, w tym również wspominane przez wielu białe myszki. Ich znaczenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy w 1934 jej młodsza siostra popełniła samobójstwo i malarce nie pozostał już nikt bliski. Przez pracownię Olgi Boznańskiej przewinęły się trzy psy: Boby, Kiki i Lalik, świnka morska Kiki, para kanarków, papuga Jacquot i tuziny myszy. Artystka dbała o nie bardziej, niż o własne zdrowie. Nie otwierała okien, by nie zawiało kanarków, myszom kupowała pierwszorzędny makaron marki Lustucru, śwince morskiej sałatę, a psom świeże mięso, podczas gdy sama nie miała wiele do jedzenia. Według niektórych zwierzęta zawładnęły przestrzenią: papuga dziobała a myszy obgryzały obrazy, w powietrzu unosił się specyficzny, nieprzyjemny zapach.
Klimat paryskiej pracowni Olgi Boznańskiej można poczuć, oglądając fotografie, które, obok obrazów tej wybitnej portrecistki, pojawią się na aukcji 18 września w DESA Unicum. Ukazują one wnętrze przy boulevard Montparnasse 49 z charakterystycznymi ścianami obitymi tkaninami. Po fizjonomii malarki widać, że zostały wykonane w sporym odstępie czasowym, mimo to Olga ubrana jest na wszystkich niemal identycznie. Boznańska, objawia się na nich niczym duch z innego, dawnego świata, pogrążona w swojej melancholijnej sztuce. Siedzi lub stoi przy sztaludze i pulpicie z przyborami malarskimi, z garścią pędzli w dłoni, obok klatki z jej ukochanym kanarkiem Maciusiem lub papugą Jacquot. Na zdjęciu w szerszym kadrze widać podest dla modeli z rozstawionymi starymi fotelami oraz ścianę zapełnioną jej portretami, z których wyłaniają się zdematerializowani, zanurzeni we mgle szarych tonów modele. Jej sztuka portretowa o efemerycznym charakterze i głębokim wejrzeniu w psychikę modela doskonale wpasowuje się do tego miejsca oderwanego od teraźniejszości, gdzie czas się zatrzymał i gdzie panuje błoga cisza.