Kształty, kolory, rytm. Iluzja optyczna Michała Jancika

Artists Speak

Kształty, kolory, rytm. Iluzja optyczna Michała Jancika

W ramach cyklu rozmów z artystami mieliśmy przyjemność zanurzyć się w malarski świat Michała Jancika – twórcy, który w swojej sztuce ukazuje hipnotyzujące formy prowadzące widza przez emocjonalne spektrum: od wyciszenia i spokoju po subtelne napięcie wynikające z malarskiej głębi.

 

Jego prace prowokują do dialogu, w którym odbiorca doświadcza stanów emocjonalnych, często nieprzewidzianych nawet przez samego autora.

 

Jagienka Parteka: Skupia się Pan na abstrakcji, hipnotyzujących, optycznych formach, które są centralnym elementem Pana pracy. Jak rozwinęło się to zainteresowanie?

 

Michał Jancik: Moje zainteresowanie abstrakcją i optycznymi formami wynika z fascynacji tym, jak nasz umysł i zmysły reagują na kształty, kolory i rytm. Zawsze intrygowało mnie, jak można manipulować przestrzenią wizualną, aby wywołać określone emocje. Na początku tworzyłem bardziej klasyczne kompozycje, ale stopniowo zacząłem eksperymentować z formą, ruchem i iluzją optyczną, co doprowadziło mnie do obecnego stylu.

Michał Jancik z pracą, zdj. dzięki uprzejmości artysty

JP: W jaki sposób techniki, po które Pan sięga, przyczyniają się do emocjonalnej głębi obrazów?

 

MJ: Precyzyjny dobór kolorów, kompozycja oraz sposób nakładania farby mają kluczowe znaczenie w mojej pracy. Tworzę obrazy warstwowo, co pozwala mi budować głębię i stopniować intensywność barw. Czasem stosuję kontrasty i rytmiczne podziały, które wpływają na odbiór obrazu – mogą wprowadzać spokój lub wręcz przeciwnie, pewne napięcie. Dążę do tego, aby moje prace angażowały odbiorcę, wciągały go w swój świat i prowokowały do dłuższego zapatrzenia.

 

JP: Czy mógłby Pan opisać swój proces twórczy, od początkowego pomysłu do ukończenia?

 

MJ: Proces twórczy rozpoczyna się od inspiracji – może nią być światłocień, fragment architektury lub natura. Inspiracją bywa pomysł, czasami nieprecyzyjny, niepewny, jak szept dochodzący z oddali. Czasami ten głos staje się wyraźniejszy, innym razem oddala się, nie zdradzając swojej treści. Aby powstał obraz, wystarczy zwykła chęć stworzenia czegoś nowego, lepszego lub po prostu innego niż dotychczas. Pamiętajmy, że w malowaniu obrazów najpiękniejsze jest… samo malowanie. Szkicuję, często w formie cyfrowej, aby sprawdzić, jak kolory i kształty współgrają ze sobą. Następnie przenoszę kompozycję na płótno stopniowo budując strukturę oraz detale. To żmudny proces, ponieważ każda warstwa wymaga precyzji i cierpliwości. Niektóre prace ewoluują w trakcie – zdarza się, że efekt różni się od pierwotnej wizji. Jest też druga strona. Co się dzieje, gdy malowanie się kończy? Obecnie w pracowni mam obraz, do którego nie podchodzę od dwóch miesięcy. Nie podchodzę, bo wiem, że kolejne podejście będzie oznaczało jego ukończenie. A gdy już zostanie skończony, następnym etapem jest sprzedaż. Gdy praca mi się naprawdę podoba, trudno mi ją od razu sprzedać, zostawienie więc obrazu na jakiś czas pozwala na przedłużenie kontaktu z dziełem, do którego mam emocjonalny stosunek. To trochę tak, jakby celowo nie wypić ostatniej porcji wina z butelki, aby wystarczyło na dłużej. Z winem jednak nie jest tak łatwo, ponieważ pozostawione w butelce się psuje.

JP: Czy mógłby się Pan podzielić podróżą, która doprowadziła do powstania aktualnych prac? Co Pana początkowo przyciągnęło do odkrywania takiej formy?

 

MJ: Moja artystyczna podróż to nieustanna obserwacja i eksperymentowanie. Od dziecka fascynowała mnie symetria i kolory, ale dopiero w dorosłym życiu zacząłem dostrzegać w tym możliwość wyrażenia siebie. Lubię mieć kontrolę nad procesem twórczym i często mierzę wyżej, niż mogę sięgnąć, co czasem prowadzi do porzucenia pracy, ale też do nowych odkryć. Zdarza się również, że słyszę opinie: "zejdź na ziemię i namaluj coś normalnego". Ale na to odpowiadam: "na ziemi już byłem i mi się znudziło".

 

JP: Czy jest jakiś sposób, w jaki chciałby Pan, aby prace oddziaływały na widza?

 

MJ: Chciałbym, aby moje obrazy były wizualnym doświadczeniem – by przyciągały spojrzenie, intrygowały i skłaniały do refleksji. Układy kształtów wpływają na percepcję i emocje odbiorcy. Dla jednych są harmonijne i kojące, dla innych pełne energii i dynamiki. Najbardziej cieszy mnie moment, gdy sztuka staje się dialogiem – gdy widz sam odkrywa znaczenia, emocje i odczucia, których wcześniej nie przewidziałem.

 

JP: Skąd Pan wie, że pomysł na dany obraz jest tym właściwym?

 

MJ: Mogę to ocenić jedynie z własnej, subiektywnej perspektywy. Obiektywną opinię zweryfikuje czas, kiedy moje prace osądzi historia. Widzowie albo o nich zapomną, albo będą wracać, by spojrzeć raz jeszcze. Dla mnie proces twórczy jest intuicyjny – czuję, kiedy kompozycja jest kompletna, gdy kolory i kształty współgrają w harmonii. Czasami obraz "mówi", że jest skończony, innym razem muszę go zostawić na kilka dni, by wrócić z nowym spojrzeniem.

 

Najważniejsze jest dla mnie, aby dzieło miało w sobie coś, co przyciąga wzrok i sprawia, że chce się je oglądać dłużej. Jeśli to osiągnę – wiem, że podążam właściwą drogą. Lubię, gdy historia ma swój początek i koniec, kiedy na płótnie tworzy zamkniętą całość. Dlatego preferuję kompozycje centralne, symetryczne i uporządkowane. Takie prace, w moim odczuciu, mają wewnętrzną logikę i są samowystarczalne jako autonomiczne formy wizualne.

Michał Jancik z pracą, zdj. dzięki uprzejmości artysty

JP: Twórczość jakich artystów szczególnie Pana inspiruje?

 

MJ: Zawsze na pierwszym miejscu wymieniam Wojciecha Fangora i Jana Ziemskiego – sposób, w jaki manipulowali przestrzenią i barwą, jest dla mnie niezwykle inspirujący. Cenię także prace Victora Vasarelyego i Bridget Riley za ich eksperymenty z optyką i iluzją. Mam wielki szacunek względem twórczości Henryka Stażewskiego, którego geometryczne abstrakcje wyprzedzały swoją epokę oraz Ryszarda Winiarskiego, który w unikalny sposób łączył matematykę i sztukę. Cenię również eksperymenty z iluzją optyczną w wykonaniu Zdzisława Sosnowskiego. Za eksplorację światła, ruchu i niezwykle innowacyjne ujęcie przestrzeni skłaniam się w stronę Julio Le Parca, Francisco Sobrino, Richarda Anuszkiewicza i Jesúsa Rafaela Soto. Inspiruje mnie również twórczość mojego bratanka, Bartka Jancika, którego prace pojawiają się w renomowanych galeriach i domach aukcyjnych.

 

Najnowszą pracę artysty "Zeta reticuli" będą mogli Państwo licytować online oraz w naszej siedzibie przy ul. Pięknej 1A w Warszawie. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji w środę 12 marca o godzinie 19.