Kobiece głosy nowej figuracji
W historii polskiego malarstwa ekspresyjnego pejzaż przez długi czas pozostawał tłem, przestrzenią, w której rozgrywały się ludzkie dramaty. W twórczości Agnieszki Niziurskiej staje się on czymś odwrotnym, punktem wyjścia, osią świata, miejscem, w którym człowiek może się odnaleźć lub zniknąć.
Jej obrazy nie opisują natury, lecz ją kondensują. Góry, morza i niebo układają się w rozległe plamy barwne pulsujące własnym rytmem. Są to pejzaże pamięci i napięcia, powstałe z doświadczenia czasu, w którym rzeczywistość była niestabilna, a sztuka stawała się formą oporu. W latach osiemdziesiątych ekspresja miała w Polsce wymiar niemal egzystencjalny, była krzykiem, gestem sprzeciwu, próbą uchwycenia świata wymykającego się kontroli. Dziś w malarstwie Niziurskiej ta sama energia zostaje wyciszona, przetworzona i sprowadzona do esencji. Zamiast gwałtownego gestu pojawia się przestrzeń szeroka i otwarta, pozwalająca oddychać.
Na tym tle szczególnie wyraźnie wybrzmiewa głos młodszego pokolenia. Kinga Burek przejmuje język ekspresji, ale nasyca go innym rodzajem intensywności. Jej malarstwo nie jest już reakcją na zewnętrzne napięcia polityczne, lecz ruchem skierowanym do wewnątrz, w stronę emocji, które nie chcą zostać ujarzmione. Jest to malarstwo gniewu, ale także odwagi, bezpośrednie, świadome własnej siły.
Jeśli w latach osiemdziesiątych ekspresja była domeną męskiej narracji, dziś artystki takie jak Burek przejmują ją i radykalizują. Ich język jest bardziej osobisty, a zarazem bardziej uniwersalny, ponieważ zakorzeniony w doświadczeniu ciała, relacji i codzienności. Nie jest to już wyłącznie bunt wobec świata, lecz również bunt wobec sposobów jego opisywania.
Twórczość Katarzyny Swiniarskiej rozwija ten wątek w innym kierunku, budując opowieść rozpiętą między jednostkowym doświadczeniem a pamięcią pokoleń. Jej bohaterki, obecne zarówno w malarstwie, jak i w działaniach wideo, funkcjonują w przestrzeni pomiędzy tym, co prywatne i społeczne, widzialne i ukryte.
Swinarska nie opowiada historii wprost, raczej wydobywa je warstwa po warstwie. Codzienne sytuacje, przypadkowe kadry oraz relacje między kobietami stają się materiałem do budowania refleksji o tożsamości. W jej pracach kobiecość nie jest ani rolą, ani konstruktem, lecz procesem podlegającym nieustannej przemianie.
W tej wielogłosowej narracji kolejne artystki nie tyle dopowiadają historię, ile budują między sobą subtelne napięcia, tworząc wspólną, pulsującą strukturę. Mrok i niepokój obecne w twórczości Aleksandry Waliszewskiej, w jej postaciach zawieszonych między życiem a rozpadem, znajdują swoje echo w innego rodzaju intensywności obecnej u Jadwigi Sawickiej, gdzie obraz przestaje być wyłącznie widzialny, a zaczyna być odczuwalny. Słowo wnika w materię malarską, nabiera ciężaru i faktury, jak ciało. To właśnie na granicy między widzeniem a czytaniem rodzi się doświadczenie, które trudno jednoznacznie nazwać.
To napięcie nie znika, lecz ulega wyciszeniu w malarstwie Olgi Pawłowskiej. Wszystko zostaje tu sprowadzone do relacji światła, płaszczyzny i rytmu. Po intensywnym geście i nagromadzeniu znaczeń następuje moment zatrzymania, spojrzenie, które nie szuka już opowieści, lecz porządku.
A jednak pod tą powierzchnią skupienia powraca to, co najbardziej pierwotne i nieuniknione. W pracach Anny Szpakowskiej-Kujawskiej ciało staje się nie tyle tematem, ile miejscem, w którym krzyżują się doświadczenia jednostkowe i uniwersalne.
Jej malarskie "Opowieści" nie rozwijają się linearnie, lecz odsłaniają się jak kolejne warstwy przeżycia. Twarze postaci, często maskowate i napięte, zawieszone między ekspresją a bezruchem, zdają się ukrywać więcej, niż ujawniają. Nie są to portrety konkretnych osób, lecz kondensacje stanów takich jak lęk, wysiłek, oczekiwanie czy ból. Motyw porodu, obecny w jej twórczości, zostaje pozbawiony symbolicznej lekkości. Nie jest metaforą ani alegorią, lecz wydarzeniem fizycznym, intensywnym i nieodwracalnym. Ciało kobiety nie poddaje się estetyzacji ani nie wpisuje się w kulturowe wyobrażenia o pięknie czy naturze. Przeciwnie, ujawnia swoją skalę, ciężar i graniczność. Wielkoformatowość prac potęguje to doświadczenie. Widz nie tyle ogląda obraz, ile zostaje wciągnięty w jego pole i skonfrontowany z czymś jednocześnie intymnym i wspólnym. W tej konfrontacji znika dystans, pozostaje obecność.
Jednocześnie Szpakowska-Kujawska nie ogranicza swoich prac do wymiaru biologicznego. Poprzez redukcję tła i zawieszenie postaci w niemal bezczasowej przestrzeni otwiera je na szerszy kontekst społeczny i polityczny. Narodziny przestają być wyłącznie doświadczeniem jednostki, stają się polem napięć między tym, co prywatne, a tym, co regulowane i narzucane.
W tym splocie napięć między mrokiem i językiem, ciszą i cielesnością pojawia się również refleksja Gabryelli Miłowskiej, dotykająca samego fundamentu istnienia. Człowiek "wrzucony w świat" pozostaje w stanie nieustannego odkrywania własnej kruchości, jakby wszystkie wcześniejsze obrazy prowadziły właśnie do tego momentu uświadomienia.
Wszystkie te postawy układają się w opowieść, która nie jest już marginesem historii sztuki, lecz jej nowym centrum. Dziś to właśnie artystki definiują pole współczesnej ekspresji i nowej figuracji, nie poprzez wspólny styl, lecz poprzez intensywność doświadczenia, które wnoszą. Ich prace nie próbują dopasować się do istniejących narracji.
Być może właśnie dlatego są tak poruszające, ponieważ zamiast mówić o świecie, pozwalają go odczuć.