Zakopane, Zakopane! (wyniki)
30 grudnia 2019 godz. 16:00

Cena wylicytowana: 15 000 zł
Numer obiektu na aukcji
54

Cena wylicytowana: 15 000 zł

olej/tektura, 54 x 69,7 cm
sygnowany l.d.: 'StKamocki'
opisany na odwrociu: 'S. KAMOCKI | "GIEWONT"'
ID: 74679
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Polska
Więcej informacji
Stanisław Kamocki uznawany jest za najzdolniejszego ucznia Jana Stanisławskiego. “Uczniowie Stanisławskiego brali gorąco słowa mistrza i przejęli od niego tak głębokie i tak zarazem nerwowe umiłowanie polskiego wiejskiego pejzażu, jakby on istotnie niedługo miał zniknąć z powierzchni ziemi”. (Antoni Chołoniewski, Nasi artyści. Stanisław Kamocki, “Świat” 1909, nr 11, s.3) Nic dziwnego, iż tak właśnie czynili słysząc od profesora słowa: “Malujcie, panowie polską wieś, bo może za kilka lat jej nie będzie” (Jan Stanisławski, cyt. za Stefania Krzysztofowicz Kozakowska, Jan Stanisławski i jego uczniowie, Kraków 2004, s.26). Artysta szczególnie chętnie malował tereny podkrakowskie, krajobrazy tatrzańskie, kwitnące pola zbóż i bujne ogrody pełne dzikich kwiatów. Wzorem Jana Stanisławskiego rozwinął uczuciowy stosunek do natury i wrażliwość na detal, choć chętnie sięgał po większe formaty płócien. Prezentowany na aukcji obraz ukazuje Giewont latem. Do okolic Zakopanego uczniowie Jana Stanisławskiego podchodzili z dużym sentymentem, gdyż właśnie tam wyjeżdżali z profesorem w plener, opuszczając zatęchłe progi krakowskiej Akademii. Będąc profesorem katedry malarstwa pejzażowego w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych artysta utrzymywał również pracownię w Zakopanem. Z miastem związał się definitywnie podczas okupacji, ucząc malarstwa w Państwowej Szkole Góralskiej Sztuki Ludowej. Rozległą przestrzeń krajobrazu tatrzańskiego widzimy z perspektywy ukwieconej doliny będącej pierwszoplanowym bohaterem pracy. Tworzy ona dekoracyjny dywan przetkany akcentami zimnego błękitu, seledynu i zieleni. Oddolne kadrowanie obrazu oraz syntetyczność kompozycji sprawiają, iż Giewont traci na monumentalności, stając się łącznikiem pomiędzy ukwieconą doliną a niebem.