Sztuka Współczesna: Klasycy awangardy po 1945 (wyniki)
1 marca 2018 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 320 000 zł
Numer obiektu na aukcji
10

Cena wylicytowana: 320 000 zł

olej/płótno, 90 x 123 cm
sygnowany i datowany p.d.: 'E. Rosenstein | 1967'
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: 'PROPOZYCJE | ARCHITEKTONICZNE [wykreślone] | 90 x 122 | E. Rosenstein | "PRZYGODY PAWIA" | olejny | 1967'
na odwrociu pieczęć inwentarzowa
ID: 56921
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Holandia
Więcej informacji
„Przygody pawia” z 1967 roku to imponująca praca malarska autorstwa jednej z najważniejszych polskich artystek XX wieku – Erny Rosenstein. Typowa dla drugiej połowy lat 60. praca przez lata była częścią prywatnej kolekcji sztuki. Choć obraz najprawdopodobniej powstał zbyt późno, by znaleźć się na słynnej wystawie w Zachęcie w 1967 roku, wystawiono tam szkic do obrazu o tym samym tytule, narysowany kolorowymi długopisami. Płasko malowaną kompozycję „Przygód pawia”, linearną, pozbawioną śladów pędzla i nierówności faktury, pozornie trudno jest uchwycić. Dopiero po chwili kontemplacji, z pogmatwanych nici wyłania się tytułowy paw w fantastycznym krajobrazie. Podobnie jak „Kontynuacja” i „Podróż astrologa”, obraz z 1967 roku różni się znacząco od mięsistych, „informelowych” kompozycji z wcześniejszych lat. Jest to malarstwo, które zbliża się do rysunku. Choć treść serii, do której należą „Przygody pawia”, nawiązuje do cielesności – krąży wokół ciała, brzucha, wzajemnego wypełniania się organizmów – to efekt jest nieco „bezcielesny”. Wykonane farbami olejnymi i temperą na płótnie, czasem z wykorzystaniem flamastrów, „obrazo-rysunki” to też wizualna reprezentacja separacji i oddzielenia. Ważnym tropem w interpretacji „rysunkowych” prac Rosenstein jest rysunek automatyczny, jako specyficzny sposób pracy z podświadomością, uprawianej przez francuskich surrealistów. Próbując uchwycić rolę podświadomości dzieł autorki „Przygód pawia”, Dorota Jarecka i Barbara Piwowarska pisały: „Według znanej analizy Freuda, nieświadomość sama dąży do powtórzeń, a to, co wyparte, wydobywa się na powierzchnię świadomego pod wpływem zewnętrznych bodźców. Twórczość Rosenstein rozpięta jest między pracą świadomości, która ocala integralność jednostki, chroniąc ją przed osunięciem się w niemoc i melancholię, a tym obszarem, którego skontrolować ani nazwać się nie da, który wciąż wyłania z siebie to, co nowe i nieznane” (Dorota Jarecka, Barbara Piwowarska, Erna Rosenstein. Mogę powtarzać tylko nieświadomie, Warszawa 2014, s. 9). W wypowiedziach Erny Rosenstein obraz jawi się jako skóra, rysunek stanowi zaś „zadrapanie”: „Kreska rani powierzchnię, która zaczyna świecić i mieć kolor. Jakbym zadrapała. Kreska jest przerwaniem pewnej ciągłości, promieniuje jak rana. Jest to wejście w głąb przestrzeni. Rozdarcie” (Wypowiedź Erny Rosenstein w tekście Zbigniewa Taranienki, Ślady rzeczy, sygnały przestrzeni, [w:] Erna Rosenstein. Rzeczy, ślady, papiery z szafy, oprac. Zbigniew Taranienko, Galeria 86, Łódź 2002, s. 44). Uwypukla to nie tylko biologiczny aspekt twórczości artystki, lecz również przepracowywaną przez nią traumę II wojny światowej i trudnej sytuacji politycznej około 1968 roku. Malarka i poetka miała własny sposób na tytułowanie prac, oparty na szczególnej operacji na słowach – artystka szukała takiego zetknięcia słów, by powstało pytanie zarówno o status dzieła, jak i języka. W 1980 roku skomentowała to w następujący sposób: „Tytuł obrazu rodzi się długo i nabiera w procesie tworzenia wielorakich znaczeń. Obraz zmienia się w tym procesie jak każdy twór organiczny. Nie wiadomo też, kiedy jest jego początek. (…) Nie wiadomo też, gdzie jest jego koniec. Pozornie skończony obraz przeistacza się wciąż z otaczającym światem. Pęka. Osadzają się nowe warstwy. Kolory nabierają innych odcieni. W ten sposób zyskuje on swój czwarty wymiar – czas. (…) Artysta zostawił go własnemu losowi. (…) Puścił go w świat. (…) Puszczając w świat, dał mu imię. Nazwanie było ową decyzją. Było odcięciem się” (Erna Rosenstein. Malarstwo, katalog wystawy w BWA, Piła 1980, s. nlb.).