Sztuka Współczesna: Klasycy awangardy po 1945 (wyniki)
6 grudnia 2018 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 26 000 zł
Numer obiektu na aukcji
39

Cena wylicytowana: 26 000 zł

olej, kolaż/płótno, 73 x 60 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: 'Aleksander Kobzdej | “e’largi” 1959'
sygnowany na blejtramie: '"E’LARGI"' oraz numery inwentarzowe
ID: 63685
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Literatura
  • Polska awangarda malarska 1950 – 1970, [red.] Wojciech Zmorzyński,
  • Paryż/Gdańska 2004, s. 32-33 (il.)
Wystawiany
  • Alexandre Kobzdej. Prix de la Biennale de Sao-Paulo 1959, Galerie de l’Ancienne Comédie, Léon Lipschutz, Paryż, 2-27.02.1960
  • wystawa indywidualna, French and Company, Nowy Jork, 07.1960
Więcej informacji
Zaprezentowany obraz „E’largi” powstał w przełomowym dla Aleksandra Kobzdeja okresie. Artysta ukończył studia po koniec lat 40. Początkowo w swoich realizacjach nawiązywał przede wszystkim do realizmu, a w szczególności do związanych z nim dziewiętnastowiecznych tradycji. Uprawiany przez malarza styl cieszył się uznaniem ówczesnych władz. W efekcie artysta był szeroko nagradzany za swoje kompozycje. Tworzenie w nurcie wspieranym przez władzę przyczyniło się do szybkiego zdobycia wysokiej pozycji wśród przedstawicieli sztuki socrealistycznej przez młodego artystę. Warto wspomnieć o namalowanym w 1950 obrazie „Podaj cegłę”, wyróżnionym na Ogólnopolskiej Wystawie Plastyki w Muzeum Narodowym w Warszawie, który stał się symbolem ery socrealistycznej.

Początkowe fascynacje szybko zastąpiły nowe źródła inspiracji. Widoczne zmiany w stylu oraz podejściu do sztuki przyniósł cykl rysunków, nad którym Kobzdej pracował na początku lat 50. Powstał on po odbyciu przez artystę dwóch egzotycznych podróży, do Chin oraz Wietnamu. Wcześniej zyskało na sile zainteresowanie malarza abstrakcją. W tym okresie Kobzdej zrezygnował z odtwarzania otaczającej go rzeczywistości i sięgnął po bardziej subtelne środki wyrazu. Zupełne zerwanie z wcześniejszą doktryną nastąpiło w 1955 wraz z cyklem „Gęstwiny”. Niedługo potem młody artysta odbył podróż po Europie Zachodniej, która tylko umocniła go w decyzji o poddaniu się nowym inspiracjom. W centrum artystycznych zainteresowań i fascynacji znalazła się faktura obrazu. Autor zaczął odważnie eksperymentować z farbą oraz trójwymiarowością dzieł poprzez podkreślanie materialnych właściwość farby. Z pracowni malarza zaczęły wychodzić metaforyczne kompozycje, wiele z nich utrzymanych było w dramatycznym nastroju. W podobnym charakterze nowych fascynacji i zainteresowań formalnych malarza została zachowana przedstawiona praca z 1959.Autor zastosował przygaszoną gamę kolorystyczną składającą się z żółci, szarości oraz brązów. Kolorystyczne zestawienia, nieraz na zasadzie kontrastu, są pełne wysublimowanego smaku oraz dużego wyczucia na walory kolorystyczne. Dodatkowo praca jest niezwykle zróżnicowana ze względu na fakturę, którą artysta dodatkowo urozmaicił poprzez dodanie w poszczególnych miejscach gęsto nakładanej lekko czerwonej farby. W efekcie kompozycja zachwyca niezwykle delikatnymi połączeniami kolorystycznymi oraz ciekawą powierzchnią.

W interesujący sposób Jerzy Stajuda opisuje twórczość Kobzdeja w katalogu towarzyszącemu wystawie artysty zorganizowanej w Zachęcie w 1969. Krytyk zwraca uwagę na niezwykłą umiejętność malarza do jednoczesnego bycia innowatorem oraz wpisywania się w panujące w danym momencie artystyczne trendy:

„Kto lubi Kobzdeja?

To proste, ci wszyscy (…), którzy miast z różnych przyczyn zastanawiać się, kim on mianowicie nie jest, wolą cieszyć się z tego, że jest tu, wśród nich, właśnie taki artysta o sangwinicznej posturze i flamandzkim rozmachu, umiejący śmiać się głośno, nie awangardysta, a przecież nowator, nietypowy autonomista z recydywą polskiej kultury koloru, a przecież malarz o nieposzlakowanej rasowej czystość, nie męczennik, a przecież nie konformista. Malarz, który zawsze pasuje do aktualnych map, a przecież trudno powiedzieć, na jakich zasadach, bo sam te zasady tworzy. Malarz, który się zmienia, a przecież pozostaje niezmienny; gdy robi wystawę, to ciągłość, a niezmienność, narzuca się jako wrażenie pierwsze (…). Powinienem z nim walczyć, ale mu tylko zazdroszczę. Ów poganin nie maluje wbrew artystycznym strategiom w imię innych tylko strategii, obce mu są trapiące wielu bliźnich uczucia pustki do wypełnienia, nie korkuje władz kreacyjnych nadmiarem niepłodnych refleksji. Realizuje się przez obrazy i w tak partykularny, bezpretensjonalny sposób udaje mu się często odnajdywać symbole o uniwersalnym znaczeniu” (Jerzy Stajuda, Aleksander Kobzdej, Zachęta, Warszawa czerwiec 1969, dostępny na https://zacheta.art.pl/public/upload/mediateka/pdf/5a0afc8a017ec.pdf).