Sztuka Współczesna: Klasycy awangardy po 1945 (wyniki)
5 października 2017 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 170 000 zł
Numer obiektu na aukcji
6

Cena wylicytowana: 170 000 zł

olej/płótno, 55 x 40 cm
sygnowany na odwrociu: 'Jerzy Nowosielski'
ID: 52421
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Opinie
  • praca posiada certyfikat Fundacji Nowosielskich
Więcej informacji
Podobnie jak Stanisław Ignacy Witkiewicz, Jerzy Nowosielski uważał rzeczywistość doczesną za z gruntu złą, pełną cierpienia i bólu. Przyczyny były dwie: upadek aniołów (nazywanych przez artystę „bytami subtelnymi”) i grzech pierworodny, czyli upadek człowieka. Wobec tego sztuka powinna pozwolić na przekraczanie granic złego świata, a nade wszystko – pełnić rolę eskapistyczną. W twórczości Nowosielskiego pojawił się stosunkowo wczesny etap fascynacji tym, co mroczne i perwersyjne. W owym czasie, przypadającym na lata 50., powstały kompozycje ukazujące torturowane kobiety. Krystyna Czerni pisała: „Kobiety spętane, torturowane, ujarzmione – przedziwny splot okrucieństwa i seksualności (…) Nagie kobiety poddane wymyślnym torturom: rozpięte na obręczy koła, przerzucone bezwładnie przez drążek, podwieszone na wyłamanych do tyłu ramionach. Dłonie związane na plecach, pętla na szyi, rozdzierane i rozciągane sznurami ciało. Brutalnym zabiegom towarzyszy złowrogi kontekst egzekucji: pręgierz lub szubienica, narzędzia tortur – i kat, obowiązkowo w garniturze. Scenom brak wulgarności, jest w nich raczej dziwny ‘erotyzm poddaństwa’, zaskakujący spokój, a nawet piękno uległego, dręczonego ciała” (Krystyna Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego, Kraków 2011, s. 170). Z łaciny „passio” oznacza zarówno mękę i cierpienie, jak i cielesną namiętność. Zdaniem Nowosielskiego w gruncie rzeczy to jedno uczucie. Według cytowanej Krystyny Czerni artystę fascynowało badanie granic ciała, a przede wszystkim zbieżność erotyzmu i cierpienia. Mrok walczył w umyśle malarza z potrzebą duchowości, szukał on więc usprawiedliwienia dla swoich wizji, przyrównując tworzone przez siebie kompozycje z męczeństwem pierwszych chrześcijan. Teoretycznych uzasadnień dla swoich fantazji szukał nie tylko u wczesnochrześcijańskich teologów, lecz także u de Sade’a. Niemniej jednak teksty o naturze religijnej były nie tylko źródłem wstydu i poczucia winy, lecz także wodą na młyn sadystycznych wizji Jerzego Nowosielskiego. Inspirowały go między innymi opisy wymyślnych tortur w legendarnym mariażu religii i przemocy: „Młocie na czarownice” – katalogu spisanym przez profesorów teologii ze skrupulatną metodycznością, a zarazem rozpasaniem wyobraźni. Inny punkt widzenia przynosi współczesna interpretacja sztuki z lat 40. i 50. – to próby radzenia sobie z traumą i przemocą II wojny światowej. Zresztą zgadza się z tym Karol Irzykowski w eseju „Alchemia ciała”, pisząc o terapeutycznym znaczeniu cudzego cierpienia. Opisuje też „pociąg do przepaści bytu”, oparty na prostej ciekawości dziecka, które patroszy lalkę: „Ile człowiek może wytrzymać? Jak to jest, gdy podda się ciało takiej a takiej męce? (…) jak wygląda człowiek wpleciony w koło?” (Karol Irzykowski, Alchemia ciała i inne szkice oraz aforyzmy, Wrocław 1996). Ostatecznie pisarz dochodzi do wniosku, że podstawę sadyzmu stanowi potrzeba komunikacji, „wzajemnego przenikania się dusz”. „Prócz świata największą zagadką dla człowieka jest drugi człowiek – pisze Irzykowski. – W żadnym innym stosunku, chyba w orgazmie erotycznym, nie wchodzi człowiek tak intymnie, tak daleko w istotę drugiego człowieka, jak w okrucieństwie. Wspólna z orgazmem jest tu nawet pewnego rodzaju degradacja ciała. Obcowanie ludzi ze sobą przez okrucieństwo było dotychczas silniejsze niż obcowanie przez litość”. Samego siebie Nowosielski niechętnie uznawał za sadystę. Być może dlatego, że uważał seksualne tortury nie tyle za okrucieństwo, ile raczej erotyczne przeżycie, przekraczające granice fizjologii. W wypowiedzi z 1995, którą cytuje Krystyna Czerni w biografii artysty, malarz twierdził: „Wydaje mi się, że ten mój sadyzm jest jakby 'osobno' i dosyć dobrze odpowiada stosunkowi kobiety i mężczyzny. Ona jest istotą bierną, on aktywną. Ta bierność kobiety jest czymś w rodzaju przyzwolenia na niewolę, na związanie rąk, na aktywność mężczyzny”. O swoich doświadczeniach powie: „Ja stosunkowo mało grzeszyłem w moim życiu frywolnością seksualną. Kobiety zawsze były dla mnie wielką świętością. (…) gdybym się miał spowiadać, to ja w ogóle grzechów nieczystych w myśli nie popełniam. Bo na nieprzyzwoite obrazy nie patrzę z upodobaniem, tylko z przykrością. Mógłbym je oglądać bez szkody dla sumienia, tylko że mi się nudzi”.