Sztuka Dawna • XIX wiek - Modernizm - Międzywojnie (wyniki)
4 czerwca 2020 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 120 000 zł
Numer obiektu na aukcji
25

Cena wylicytowana: 120 000 zł

olej/płótno, 79 x 143 cm
sygnowany i datowany p.d.: 'Wojciech Kossak | 1924'
ID: 83266
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Literatura
  • porównaj: Kazimierz Olszański, Wojciech Kossak, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1976, tabl. XII ("Pod Stoczkiem", 1927)
Więcej informacji
Rok 1869 ma szczególne znaczenie dla rozwoju artystycznego Kossaka. Trzynastoletni wówczas Wojciech połączy się bardzo silnie z Krakowem, do którego z Warszawy przeprowadziła się jego rodzina. Już na początku lat 70. XIX wieku rozpocznie studia w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Jak większość artystów o historyzująco-realistycznym zacięciu ścieżka kariery poprowadzi go do Monachium. Jak pisała Janina Zielińska „Opuścił Monachium z dużym zasobem rzetelnych umiejętności, które docenił w pełni dopiero po latach doświadczeń malarskich” (Janina Zielińska, Juliusz, Wojciech, Jerzy Kossakowie, Warszawa 1988, s. 43). Kossak powrócił do Krakowa, by w latach 1876-77 odbyć służbę wojskową w tamtejszym pułku ułanów. Tam właśnie narodzi się wybitny batalista, malarz koni i pejzażu polskiego. Roczny pobyt w wojsku pozwolił artyście na zweryfikowanie swoich zainteresowań i dążeń na polu plastyki. W pamiętniku zanotował wówczas „wzmiankuję ten okres swojego życia, bo odgrywa on w ewolucji mej duszy malarskiej decydującą rolę”. Twórca zatem był w pełni świadom swego miejsca i celów, jakie sobie postawił. Od samego początku towarzyszyła mu także świadomość narodowa. Jak stwierdził Andrzej Szpakowski, już w okresie monachijskim młody Wojciech wykazywał stosunkowo luźne związki z malarstwem niemieckim (Andrzej Szpakowski, Józef Brandt a środowisko polskich artystów w Monachium, Rocznik Muzeum Świętokrzyskiego 2, 1964, s. 317). Owszem, sam przyznawał, że ceni wiedzę przekazaną mu przez profesorów z bawarskiej Akademii, niemniej jednak w jego sercu główną rolę odgrywać miała już tylko Polska. Wśród licznych scen batalistycznych namalowanych przez Wojciecha Kossaka odnaleźć możemy te najważniejsze dla polskiej historii bitwy. Wspomnieć w tym miejscu wypada „Olszynkę Grochowską” czy bodaj dzieło życia twórcy – tworzoną m.in. we współpracy z Janem Styką monumentalną „Panoramę Racławicką”. W prezentowanej scenie malarz ukazał jeden z epizodów bitwy pod Stoczkiem Łukowskim rozegranej 14 lutego 1831 pomiędzy korpusem wojsk dowodzonym przez generała Józefa Dwernickiego a Rosjanami pod przywództwem generała Fiodora Geismara. Polscy ułani w ferworze bitwy przeprowadzają właśnie brawurową szarżę na baterie rosyjskie. Dookoła unoszą się tumany kurzu wzniesione przez galopujące konie. Polscy żołnierze zręcznie osaczają wroga. Kossak wielokrotnie powracał do tego motywu. Ogólny zarys i sedno kompozycji pozostawało takie samo w kolejnych wersjach dzieła. Artysta modyfikował nieznacznie poszczególne elementy i detale sceny. Silniejszym zmianom poddawany był przede wszystkim pejzaż stanowiący tło dla rozgrywających się wydarzeń historii. Jednym razem potyczka rozgrywa się na przeoranej bruzdami i koleinami drodze, kiedy indziej na trawiastej polanie. Raz niemym świadkiem bitwy stają się wysmukłe brzozy, innym razem cała akcja ma miejsce u podnóża gęstego, sosnowego boru wypełnionego sędziwymi drzewami. Scena odznacza się dynamizmem i ekspresją. Kossak z właściwym sobie zacięciem reportera odtworzył detale broni i kostiumów. Jedyna nieścisłość, zgrzyt, pojawia się przy analizie ukazywanego pejzażu. Za każdym razem mamy do czynienia z krajobrazem letnim bądź jesiennym. Nigdy nie jest to zima, a przecież bitwa pod Stoczkiem toczyła się w połowie lutego. Pod względem właściwie dostosowanego do czasu akcji studium natury wskazać można kompozycję innego twórcy, Jana Rosena, który również podjął takową tematykę, a malowaną kompozycję z 1890 zatopił w autentycznej, zimowej szacie. Motyw omawianej bitwy, jak już zostało zaznaczone, powracał wielokrotnie w dziełach Wojciecha Kossaka. W późniejszym czasie przetransportował go również do swojej twórczości syn artysty, Jerzy. Młodszy przedstawiciel rodziny Kossaków podejmował tematykę znaną z prac ojca, analogicznie zresztą do niego. Wiadomo przecież, iż młody Wojciech także z zamiłowaniem kopiował obrazy seniora rodu, Juliusza.