Edward Dwurnik. Podróż Zaangażowana (wyniki)
13 października 2020 godz. 19:00

Edward Dwurnik (1943 Radzymin - 2018 Warszawa)
"Listopadowe zabawy" z cyklu "Podróże autostopem", 1992
Cena wylicytowana: 70 000 zł
Numer obiektu na aukcji
3
Edward Dwurnik (1943 Radzymin - 2018 Warszawa)
"Listopadowe zabawy" z cyklu "Podróże autostopem", 1992

Cena wylicytowana: 70 000 zł

olej/płótno, 151 x 151 cm
sygnowany, datowany i opisany p.d.: ‘listopad | 1992 | E. Dwurnik’
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: '23. XI – 29.XI.1992 | E. DWURNIK | LISTOPADOWE ZABAWY | 1871 | IX-638'; powrótnie opisany na blejtramie: '1871'
ID: 85809
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Literatura
  • Dwurnik. Spis prac malarskich, (red.) Pola Dwurnik, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2001, wydane jako dodatek do katalogu wystawy „Edward Dwurnik. Malarstwo. Próba retrospektywy", (08.09-07.10.2001), Cykl IX „Podróże autostopem” (od 1967), poz. 638, nr 1871, s. nlb.
Więcej informacji
„Podróże autostopem” to cykl rozpoczęty w 1966 roku wyjazdem na Dolny Śląsk, z biegiem lat seria stała się natomiast nieodłączną cząstką niezwykle bogatej twórczości Edwarda Dwurnika. „Podróże” to zazwyczaj widoki polskich miast uchwycone z lotu ptaka, pozbawione linii horyzontu i wypełnione architekturą oraz ludźmi. Artysta wybierał punkty charakterystyczne przedstawianych miejsc, jednak nie pozostawał wierny ani topografii, ani perspektywie. Niczym za pomocą sznurka zagęszczał i rozluźniał miejski krajobraz, tworząc weduty będące syntezą magii i realności. Dzięki temu, prace łączą w sobie cechy dokumentu i malarstwa symbolicznego, oddając atmosferę polskiej rzeczywistości. Reporterskie spojrzenie malarza nie pozbawia ich jednak poczucia humoru oraz subtelnego dowcipu, wyrażanego poprzez absurd i groteskę. Patrząc na przedstawiane sceny niejednokrotnie ma się wrażenie, że architektura w miastach Dwurnika jest jedynie scenografią dla życia bohatera pokazywanego przez artystę (który w kolejnych cyklach zostanie powiększony do rozmiarów portretowych i stanie się głównym aktorem – m.in. „sportowcem” lub „robotnikiem”). Artysta wspominał, że bardzo lubił opowiadać o historiach, które malował. Stojąc przed obrazami z kolegami, snuł opowieści na temat wydarzeń dotykających bohatera umieszczonego w różnych częściach płótna. W późniejszych latach widoki miast stały się smutniejsze – przybrały niebieski ton i nie pokazywały już żywego tłumu, okupującego ulice. Malarz mówił, że są one „spacerem po konkretnych lub fantastycznych miejscach”. Jednym z powodów do zastosowania takiej palety – która obecnie jednoznacznie kojarzy się z Edwardem Dwurnikiem, była duża dostępność błękitów na rynku i jednocześnie brak innych kolorów. Ponadto już od wieków w historii sztuki kolor ten ma niezwykle mistyczny ładunek. Malarz mówił między innymi o spokoju, który niesie ze sobą błękit. Szczególnie poruszają w tym kontekście odludnione pejzaże warszawskie. W serii „Podróże autostopem” szczególnie wyraźnie widać wpływy malarstwa Nikifora. Krynickiego samouka Dwurnik spotkał przy pracy tylko raz, jednak było to wystarczające do nadania kierunku rozwoju twórczości: „W 1967 przywieźli go (Nikifora – przyp. red.) do Warszawy, do Akademii. Posadzono go na ławeczce, a on na nikogo nie zwracał uwagi, tylko rysował, machał cały czas ołówkiem w takim niesamowitym rytmie. Potem zawieźli go pod hotel Bristol i Europejski, na rynek Nowego Miasta, Stadion Dziesięciolecia i gdzieś tam jeszcze. Szedłem za nimi, a po paru dniach zrobiłem tę samą trasę, rysując te same obiekty” („O Nikiforze” z Edwardem Dwurnikiem rozmawia Mirosław Ratajczak, „Odra” 1996, nr 4). Malarstwo Nikifora było wybawieniem dla studenckiego umysłu Dwurnika, niezwykle chłonnego i nieustannie poszukującego inspiracji oraz świeżego spojrzenia. „To jest bardzo proste i naiwne malarstwo, niektórzy mówią, że prymitywne albo niedzielne, ale to nieprawda. Nikifor był znakomitym kolorystą. Mieszkałem kilka lat w Józefowie, w otoczeniu drewnianych domów z drewnianymi werandami w stylu świdermajer i to wszystko tak utkwiło w mojej podświadomości, że kiedy zetknąłem się z akwarelami Nikifora, wspomnienia, otoczenie, w którym wyrosłem, w pewien sposób podbiły znaczenie tych akwarel i nabrały one dla mnie jeszcze większego znaczenia, i mocno wpłynęły na moją psychikę. Poczułem się, jakbym trafił na coś absolutnie swojego. Dlatego postanowiłem rysować i malować tak jak on. Trochę z przekory, trochę dla zabawy. Mocno się z nim identyfikowałem, stylizowałem, podszywałem” (Małgorzata Czyńska, Moje królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, s. 103). Tak właśnie zaczęła się życiowa przygoda malarza, który (z przerwami) kontynuował swój cykl skrzętnie dokumentujący znany mu krajobraz niemal do końca życia. Warto zauważyć, że w twórczości Dwurnika, oprócz Polski (przedstawionej w najdrobniejszych szczegółach – od miasteczek powiatowych, do głównych placów największych miast), pojawiały się dokumentacje podróży zagranicznych. Artysta przy ich tworzeniu niejednokrotnie korzystał ze zdjęć lotniczych oraz albumów Adama Bujaka. Posiłkował się również pocztówkami i planami poszczególnych miast, wybierając szczególnie chętnie te o ciekawej strukturze zabudowy. W tym charakterystycznym sposobie przedstawiania świata u Dwurnika da się zauważyć również odwołania do wielkiej sztuki średniowiecza i wczesnego renesansu.