Moje hobby to mieszkanie. Rozmowa z Felicją Uniechowską, felietonistką czasopisma „Ty i ja”.

Fotografia: Felicja Uniechowska, Moje hobby to mieszkanie, "Ty i ja"1965, nr 8

Cezary Lisowski: Ma Pani piękne mieszkanie. Pełne niezwykłychprzedmiotów.

Felicja Uniechowska: Już od dzieciństwa uwielbiałam otaczać się pięknymirzeczami. Urządzałam domki dla lalek. Nieustannie coś przestawiałam, przemeblowywałam. Miałam wielką potrzebę czynienia otoczenia bardziej estetycznym. Dziś mogę powiedzieć, że wnętrzarstwu poświęciłam całe swoje życie.

Również zawodowe. To właśnie wystrojowi, wyposażeniu wnętrz mieszkalnych poświęciła Pani rubrykę „Moje hobby to mieszkanie” w czasopiśmie „Ty i ja”. Skąd pomysł, żeby pokazywać czytelnikom istniejące mieszkania, zamiast tak jak inni doradzać, jak funkcjonalnie urządzić swoje M2?

Albo M1. Bo takie porady miały już miejsce w „Ty i ja”, ale były „na sucho”. Poza tym mnie to nie interesowało. Ja chciałam pokazać, że można ciekawie, niebanalnie mieszkać, bez użycia wielkich nakładów finansowych na urządzenie się. Raczej z użyciem wyobraźni. Prezentowałam tylko mieszkania, które miały w sobie jakiś szczególny pierwiastek, które mnie intrygowały i których historią mogłam zainteresować czytelników.

W czasie funkcjonowania normatywów mieszkaniowych pewnie niełatwo było znaleźć takie mieszkania?

Ależ skąd! Mieszkania niemal wszystkich moich znajomych urządzone były w sposób nietuzinkowy. Początkowo pokazywałam tylko mieszkania, które już wcześniej znałam. Zawsze interesowały mnie historie poszczególnych
przedmiotów, te zgromadzone w domach przyjaciół często zdobywaliśmy wspólnie, mogłam więc więcej o nich opowiedzieć. Poza tym byłam trochę leniwa, więc przez kilka pierwszych numerów prezentowałam tylko mieszkania znajdujące się w najbliższym sąsiedztwie mojego, a w zasadzie w obrębie jednego podwórka na Starym Mieście.

W czym przejawiał się ten szczególny pierwiastek tych mieszkań?

Przede wszystkim nosili go w sobie ich właściciele. Ludzie niezwykli. Artyści, ale nie tylko plastycy. Wnętrza, które pokazywałam najczęściej, bezpośrednio wynikały z zawodowych zainteresowań ich użytkowników i twórców. Obok mieszkał plakacista Waldek Świerzy, w tym samym podwórku Zofia Kossakowska z mężem architektem Jerzym Szanajcą, dalej Jeremi Przybora, mnóstwo znajomych. Prezentacje mieszkań ich wszystkich znalazły się w „Ty i ja”.

Ale czy był jakiś wspólny mianownik dla tych mieszkań artystów? Coś co je wyróżniało?

Tak, wszystkie były niepowtarzalne. Wspólną ich cechą było to, że znajdowały się na poddaszach. Artyści dostawali przydziały na pracownie na poddaszach i strychach, najczęściej lokale te mieściły również ich mieszkania. A to już było dużym plusem. Znacznie łatwiej ciekawie urządzić mieszkanie na poddaszu niż np. mieszkanie w bloku. Przeważnie urządzone były mieszanką mebli nowoczesnych oraz antyków. Dopełnione dziełami sztuki i roślinami. Ja znajdowałam w nich wiele interesujących mnie przedmiotów.

           

Fotografia: Felicja Uniechowska, Moje hobby to mieszkanie, "Ty i ja"1965, nr 8

Jak zatem wyglądało przeciętne mieszkanie z tego czasu?

Nie bywałam w takich. Powiem Panu jak wyglądało przeciętne mieszkanie warszawskiego inteligenta. Zazwyczaj jednopokojowe. Pojedyncze meble ze Spółdzielni Artystów ŁAD, coś z Cepelii. Jakiś tapczanik pod ścianą, nakryty ładowskim żakardem w szarym kolorze nad nim kilim i obowiązkowo przedwojenna polska grafika, dajmy na to Skoczylasa, oprawiona w cienką tasiemkową ramkę i szerokie passe-partout. Półka z książkami.

Meble z Ładu, żakardy, dziś wymarzone wyposażenie dla kolekcjonera polskiego designu.

Straszna nuda. To były mieszkania schludne, ale banalne, bez tej iskierki. Ale to się z roku na rok zaczęło zmieniać. Pojawiało się więcej nowoczesnych sprzętów. Potem była moda na kolorowe wzorzyste zasłony i obicia, bardzo agresywne, rzadko kiedy pasujące do wnętrza.

Ma pani na myśli wzory z IWP, meble, dekoracje w tzw. typie nowoczesnym. Czasopisma z tego okresu chętnie lansowały wnętrza „poodwilżowe”, pełne barwnych tkanin, mebli o organicznych kształtach, asymetrycznych dekoracji. Czy mieszkania artystów tez aspirowały do bycia modnymi?

Nowocześnie mieszkała zaledwie garstka Polaków. Część z prezentowanych w czasopismach wnętrzarskich mebli nigdy nie weszła do produkcji. Mnie ten styl nie interesował. Zależało mi na mieszkaniach niebanalnych, nietuzinkowych, gdzie coś się działo, bez wykorzystywania trendów.

Zacznijmy więc od Pani sąsiadów. Jak mieszkali Przyborowie?

To mieszkanie miało niezwykłą atmosferę. Oczywiście mieściło się na poddaszu. Było etażowe. Miało kilka takich dowcipnych rozwiązań. Na niższym poziomie znajdowała się jadalnia połączona z kuchnią w ten sposób, że pomiędzy nimi stała taka jasna biedermeierowska sekretera, która nie miała pleców, wszystko więc można było podawać przez tę szafę. Na górze, nad łóżkiem pani domu, „wisiał” Canaletto. To było okno z widokiem na stare miasto, ale ten widok był tak dobrze skadrowany, dodatkowo oprawiony w złota ramę. Niezwykły. Oczywiście w mieszkaniu znajdowało się trochę antyków, trochę sztuki współczesnej, tych lepszych nazwisk, niezwykle ładne, spójne, wysmakowane mieszkanie.

A Świerzy?

Kiedyś mój mąż, który był dalekowidzem, stanął w oknie i powiedział: nie mogę rozpoznać, kto jest namalowany na tym portrecie u Świerzych. Ja w ogóle tego obrazu nie widziałam. Mnie w tym mieszkaniu zachwyciły dwa fotele, duńskie, kupione po jakiejś wystawie, która się odbyła w Warszawie. W ogóle się nie zestarzały, były nadzwyczaj wygodne.

Jedno z mieszkań w swoim felietonie nazwała Pani „antymieszkaniem”. Określiła jako dziwaczne i irytujące, podkreślając jednocześnie, że oglądając je, doznajemy zazdrości, cytuję: „że są ludzie mający fantazję ustawiać swoje życie codzienne z nonszalancją graniczącą chwilami z surrealizmem”.

Mieszkanie Rechowiczów! Cudowne mieszkanie! Prezentujące ich obyczaj. Nie było w nim dużo mebli, za to wszystko niezwykle zabawnie zaaranżowane. Ponieważ Hania Rechowicz miała problemy ze spaniem, nie było tam łóżka, tylko mata na podłodze, przykryta futrem. W dużym
pokoju, zamiast stołu, kanapy, foteli, stanęły sanie. Prawdziwe, przywiezione z Krynicy. Trzeba je było wciągać na linach przez okno, bo nie weszłyby drzwiami. Zajmowały prawie cały pokój. Całe mnóstwo surrealistycznych dekoracji, malarstwo iluzjonistyczne, gigantyczne bukiety suchych kwiatów. Nieprawdopodobni ludzie i nieprawdopodobne wnętrza.

Będę kontynuował. Mieszkanie Danuty i Andrzeja Strumiłłów.

Zawsze mieszkali dość ciekawie. Dom w znacznej mierze wyposażony był przez własne rękodzieło. Wszystko zrobione przez niego, drewniane, wspaniałe i bardzo niewygodne. To było mieszkanie trapera. Zdradzało jego zamiłowanie do myślistwa. Wszędzie rogi, poroża, skóry. Wyposażenie dość proste, ale się dobrze prezentowało.

Pamięta Pani mieszkanie Jana Styczyńskiego, fotografa?

Oczywiście. Blisko się przyjaźniliśmy, wyjeżdżaliśmy razem do Kazimierza. Ale to było mieszkanie w bloku, urządzone raczej nowocześnie, funkcjonalnie, a przy tym z zaskakującą ilością nagromadzonych w nim rzeczy. Oczywiście najcenniejsza była kolekcja malarstwa współczesnego na talerzach. Same dobre nazwiska, mój mąż też mu chyba coś namalował. Jan dostawał te talerze w zamian za wykonywanie reprodukcji prac znajomym plastykom.

Dziś te talerze trafiają na aukcję do Domu Aukcyjnego DESA Unicum. One akurat nie były zakupem w Desie, kolekcja powstawała na drodze wymiany, ale bardzo często opisywane przez Panią mieszkania urządzone były nabytkami z Warszawskiej Desy.

Przede wszystkim z Desy. Zakupy tam to był prawdziwy rytuał. Każdego dnia trzeba było obejść wszystkie salony Desy, doskonale znaliśmy się z pracownikami. Początkowo mieszkałam na Mokotowie, więc dzień zaczynałam od wizyty na MDMie, potem na Nowym Świecie i kończyłam na Rynku, potem odwrotnie. Zaglądaliśmy także do pani Zofii Potockiej na pl. Trzech Krzyży. Mówię w liczbie mnogiej, bo ten szlak przemierzało codziennie wiele osób. Wszyscy się znaliśmy. Zamiast więc przy kawie, spotykaliśmy się w Desie.

Czego szczególnie Pani poszukiwała?

Wszystkiego. Pięknych przedmiotów z historią. Kupowałam meble, fajans, tkaniny. Nie uznawałam współczesności, w zasadzie długo nawet obiekty z XIX wieku mnie nie interesowały.

Ale chyba nie było łatwym znaleźć w zniszczonym wojną kraju zabytki renesansowe czy osiemnastowieczne?

Zdecydowanie łatwiej niż dziś. Desa była w zasadzie monopolistą w handlu antykami. U pani Potockiej, z racji jej koneksji, można było kupić obiekty kolekcji polskich arystokratycznych rodów. Ale też wszyscy przywoziliśmy i kupowaliśmy z tzw. Ziem Zachodnich.

Faktycznie więc wszystkie te przedmioty miały swoje bogate historie. To ich kluczem prezentowała Pani mieszkania w „Ty i ja”?

Często tak. Pierwsze mieszkanie, które zaprezentowałam w „Ty i ja”, to było mieszkanie Wiesława Majchrzaka, ilustratora książek. Interesowało mnie, bo on przywoził dużo rzeczy właśnie z Zachodu i aranżował je w bardzo zabawny sposób. To były cenne antyki, ale wszystkie uszkodzone i on je wszystkie uzupełniał folią od czekolady. Proszę sobie wyobrazić zabytkową sekreterę z drzwiczkami ze sreberka.

Miała więc Pani konkurencję w tych łowach. Czy ktoś przebijał Panią w tych poszukiwaniach?

Nie nazwałabym ich konkurencją. Przyjaźniliśmy się wszyscy, także handlowaliśmy między sobą. Bardzo ceniłam sobie np. Franciszka Starowieyskiego, który miał tę wspaniałą i bardzo rzadką wśród kolekcjonerów cechę, że nie zazdrościł. Jeśli coś wypatrzył, a oko miał świetne, ale nie chciał, bądź nie mógł tego kupić, zaraz dawał znać innym, zazwyczaj mi. Ale jeśli wypatrzył błąd atrybucji bądź datowania, demonstracyjnie informował o tym pracowników Desy.

Wciąż Pani szuka tych pięknych przedmiotów?

Dziś jedynie szukam im dobrego domu. Nie przyzwyczajam się do rzeczy, ale jestem przyzwyczajona do ładnego mieszkania. Czasem jeszcze coś przemeblowuję. Ale wpadłam we własną pułapkę. Wszystko wszędzie już stało.

                           

Artykuł archiwalny, Katalog Kolekcja Jana Styczyńskiego, Studium przypadku, 2016r. 
Cezary Lisowski / DESA Unicum

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Tak, rozumiem