Powrót z targu: arcydzieło monachijskiego realizmu

Józef Brandt, poza panoramicznymi obrazami przedstawiającymi miejsca bitew, malował również dzieła skupiające się na mniejszej grupie ludzi i koni. W tych, a należy do nich „Powrót z targu”, tworzy scenę rodzajową, skonstruowaną w specyficzny dla siebie sposób. Pole obrazowe obejmuje dwie bądź trzy ludzkie sylwety i tyle samo koni. Gdyby chcieć opisać słowami akcję na tych płótnach, okazałoby się, że jest tu niewiele fabuły. Dlaczego? Opowiedzenie historii nie jest tutaj celem. Brandt, malarski wirtuoz, przedstawia tło, ukazując opuszczany przez mężczyzn targ i podkreślając fakt ich powrotu. Za nimi jedzie już kolejny wóz, co wskazuje, że powinni jednak pojechać dalej, żeby nie kazać na siebie czekać innym. Można powiedzieć, że jest to swoiste zawiązanie akcji. Jej ukoronowanie stanowi koński upór i próba nakłonienia zwierząt, by jednak pojechały naprzód. Brandt potwierdza swój wyjątkowy talent w ich przedstawianiu – uderza niezwykły kształt zapierającego się konia. Obraz powstał po 1880 roku, jednak dokładny rok nie jest znany. Według tabliczki umocowanej na zabytkowej ramie, w 1884 obraz miał być wystawiony w Dreźnie jako „Return from the Horse market”. Jak wskazuje monografistka artysty, Ewa Micke-Broniarek, brak jednak pewności, czy oprawa jest oryginalna, a tabliczka odnosi się rzeczywiście do tej pracy malarza.

Fotograficzny portret Józefa Brandta,
źródło: POLONA


Józef Brandt to typ artysty, który łączył wielki talent artystyczny z zaletami towarzyskimi i duchowymi, które przyczyniły się do jego wielkiego sukcesu. Jeśli szukać patronów w nowożytnej sztuce europejskiej dla takiego połączenia zalet artystycznych z osobistymi, to odruchowo myśli kierują się w stronę wielkiego Petera Paula Rubensa. Urodzony w 1841 roku Józef Brandt pochodził ze szlacheckiej rodziny. Wcześnie stracił ojca i w Warszawie wychowywała go matka – Anna Krystyna. Pomagała jej w tym rodzina. Najważniejszymi osobami byli tu brat matki, Stanisław Lessel, oraz ojciec chrzestny chłopca, hrabia Andrzej Zamoyski. To otoczenie sprzyjało rozwojowi artystycznemu. Matka była zapaloną malarką-amatorką, malował również jej brat, który posiadał kolekcję sztuki i który zaszczepił chłopcu miłość do koni – tak istotną dla jego późniejszych losów. Po zakończonej świadectwem z wyróżnieniem nauce w warszawskiej szkole szlacheckiej, Brandt został wysłany przez Andrzeja Zamoyskiego do paryskiej szkoły inżynieryjnej École Nationale des Ponts et Chaussées. Choć zapewne Brandt był człowiekiem, który mógł sobie dobrze poradzić w każdej dziedzinie, okazało się, że nie zamierzał skupiać się na mostach i drogach. W tym mniej więcej czasie poznał i zaprzyjaźnił się z Juliuszem Kossakiem. Stał się on jego przewodnikiem po świecie sztuki i pierwszym nauczycielem – razem odwiedzali paryskie muzea, by studiować dzieła dawnych mistrzów. Jeszcze w Paryżu Brandt zapisuje się do pracowni malarza akademickiego Léona Cognieta. Równocześnie rozwija się przyjaźń z Kossakiem – wspólnie odwiedzają kilkakrotnie Wołyń i Podole. Kolejną ważną relacją będzie dla młodego adepta malarstwa znajomość z Józefem Simmlerem. Przeszedł on w Monachium przez pracownię Juliusa Schnorra von Carolsfelda. Być może to pod jego wpływem, a na pewno utwierdzany w takich planach przez Kossaka, Brandt postanawia podjąć studia malarstwa w Monachium. Nad Izarą pojawia się na przełomie 1862 i 1863 roku i zaciąga najpierw do pracowni Alexandra Strähubera – tak jak Simmler – ucznia Schnorra von Carolsfelda. Potem przechodzi przez kolejne etapy monachijskiej edukacji. W akademii studiuje gipsy z antycznych rzeźb, potem terminuje u sławnego Karla von Piloty’ego. W końcu podejmuje naukę u niemieckiego malarza scen batalistycznych – Franza Adama, którego był najwybitniejszym uczniem.

Panteon polskiej sztuki XIX wieku, wśród przedstawionych Jan Matejko (postać w centrum), Józef Brandt (drugi z prawej)


Brandt wcześnie zaczął wystawiać – już w 1863 roku po raz pierwszy w krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych. Był to „Pochód Lisowczyków” (kolekcja prywatna, Polska), który został dobrze przyjęty przez krytykę. 1867 rok znaczy początek ważnego rozdziału w jego twórczości. Wystawił pierwszą monumentalną kompozycję („Bitwa pod Chocimiem”, Muzeum Narodowe w Warszawie). Duże obrazy batalistyczne i przedstawiające codzienne życie XVII-wiecznych rubieży Rzeczpospolitej mogą być uważane za formę, w której jego talent realizował się najpełniej. Warto jednak zaznaczyć, że był również znakomitym rysownikiem i akwarelistą (studiował tę technikę w Monachium u Theodora Horschelta). Brandt podejmował taką właśnie tematykę najpewniej dzięki swoim wczesnym kontaktom z Juliuszem Kossakiem. Podczas podróży na Podole i Wołyń przepatrzył te okolice, tworząc równocześnie rysunkowy korpus, z którego mógł korzystać w monachijskiej pracowni. Przedstawianie XVII-wiecznej Rzeczpospolitej miało przynajmniej dwa ważne, powiązane ze sobą aspekty. Po pierwsze malarz „przebywał” w czasie i przypominał o nim widzom, kiedy Polska była niezależnym politycznym bytem. Niezależnym i tak terytorialnie rozległym, że obejmującym egzotyczne dla Europejczyków stepy, sąsiadujące z imperium otomańskim. Fakt istnienia polskiego państwa wart był przypominania. Drugi, ważny aspekt tej twórczości to właśnie fakt, że Brandt przedstawiał sceny, które dla współczesnego sobie mieszczańskiego odbiorcy miały zaletę egzotyki. Nie tylko genialne ukazanie ruchu, techniczne mistrzostwo i malowniczość scen, lecz także egzotyka przedstawianych krajobrazów i postaci przyciągała publiczność. Józefa Brandta można więc nazywać również malarzem orientalistą. Nie jest to jednak przedstawiciel typowy tego kierunku – taki, za jakiego uważa się np. Jeana-Léona Gérôme’a, ale orientalista „stepowy”. Obrazy zdobywały laury na wystawach i cieszyły się powodzeniem u Kunsthandlerów. Jego prace znajdywały kupców nie tylko wśród Niemców, lecz także Anglików i Amerykanów. Brandtowi udało się połączyć szczerość przywiązania do ojczyzny z handlowym sukcesem. Jego obrazy do końca XIX wieku sprzedawała monachijska Galerie Wimmer. Później malarz współpracował z Galerie Heinemann. Zaś w Paryżu jego obrazami handlował słynny marszand Georges Petit.

Ponieważ artysta był obdarzony talentem pedagogicznym, szybko skupił wokół siebie grono uczniów. Należeli do niego m.in. Tadeusz Ajdukiewicz, Jan Chełmiński, Józef Chełmoński, Michał Gorstkin-Wywiórski, Władysław Szerner i Alfred Wierusz-Kowalski. Miał jednak nie tylko uczniów. Skupiał też wokół siebie przybywających do Monachium Polaków. Z tego powodu był nazywany przez otoczenie „generałem”. Określenie to, wymyślone przez Henryka Siemiradzkiego, trafnie oddawało jego wyjątkową, przywódczą pozycję. Nie ma chyba w tym przydomku nic ze złośliwości, bowiem Brandt był osobą lubianą i pomagającą innym. Wystarczy przywołać choćby fakt, że zaopiekował się Władysławem Szernerem. Malarz był uczestnikiem powstania styczniowego i bez środków do życia przybył do Monachium w 1865. Brandt zajął się nim, dając mieszkanie w swojej pracowni.Drugą połowę lat 60. Brandt spędził w pracowni Franza Adama, gdzie w tym czasie pracowali również bracia Gierymscy i Juliusz Kossak. Latem wyjeżdżał do swoich przyjaciół, do Aleksandra Pruszaka i jego żony Heleny z Woyciechowskich, do ich majątku w Orońsku, nieopodal Radomia. Tutaj w 1866 roku założył pracownię, w której prowadził zajęcia dla uczniów. Z tym miejscem zwiąże się w przyszłości, kiedy po śmierci Aleksandra Pruszaka (1873) poślubi Helenę Woyciechowską (1877). Sukces „Bitwy pod Chocimiem” skłonił artystę do tworzenia kolejnych monumentalnych scen batalistycznych. Kolejne obrazy są coraz większe – najdłuższy osiągnął w podstawie 4 metry. Jedno z tych dzieł – „Bitwa pod Wiedniem” (Muzeum Wojska Polskiego, Warszawa) – zostało uhonorowane Medalem Sztuki na wiedeńskiej Wystawie Światowej w 1873 roku. Był to ważny moment w twórczości Brandta – jego popularna wcześniej twórczość zyskała rangę, która pozwoliła na przyrównanie go do jednego z najpopularniejszych wiedeńskich malarzy 2. poł. XIX w., Hansa Makarta.

 

Powrót z targu, Tygodnik Ilustrowany, 1901, nr 6, s. 110,
źródło: POLONA

Warto wspomnieć o pracowni artysty, którą urządził w latach 70. XIX wieku przy Schwanthalerstraße. Nie była to zwykła pracownia, ale rodzaj muzeum, do którego nawet schodzili się turyści. Jak o innych tego typu miejscach, wspominano o niej nawet w przewodnikach. Brandt, jeżdżąc po Polsce, zbierał po dworach różne przedmioty, będące świadectwem przeszłości. Potem nie tylko używał ich jako materiału historycznego w swoich kompozycjach, lecz także składał je w dekoracyjne układy, które ze ścian pracowni czyniły ekspozycję.

Władysław Szerner, Pracownia Józefa Brandta w Monachium, Tygodnik Ilustrowany, 1876, tom II, nr 52, s. 416, źródło: POLONA





Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Tak, rozumiem