Niezwykła przyjaźń dwóch artystek. Erna Rosenstein i Jadwiga Maziarska

Erna Rosenstein i Jadwiga Maziarska żyły i tworzyły w cieniu liderów polskiego środowiska artystycznego. Kiedyś niesprawiedliwie niedoceniane przez krytykę i zapomniane, obecnie uznawane są za jedne z najważniejszych artystek XX wieku nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Przywracanie pamięci o wybitnych twórczyniach i odbudowa należnego im miejsca w historii sztuki to okazja do spojrzenia na ich wieloletnią przyjaźń, której ślady w postaci listów i ręcznie malowanych kartek pocztowych stanowią doskonały komentarz na temat życia i tworzenia w PRL.

Choć pozornie Jadwiga Maziarska i Erna Rosenstein zupełnie się różniły, ich twórczość wykazuje wiele stylistycznych podobieństw. Obie artystki interesowały się biologią, naturą rzeczy i materiałów. Łączyła je fascynacja możliwościami takich technik artystycznych, jak kolaż, asamblaż i brikolaż, charakterystyczna paleta barwna, predylekcje do unikania dosłowności i figuratywności, ale przede wszystkim silna osobowość i niezależność twórcza emanująca z ich prac.

Dzięki pojawiającej się w ostatnich latach literaturze odkrywamy, że powiązań i analogii w bibliograficznych notach obu artystek jest więcej. Obydwie urodziły się w 1913 roku, studiowały na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a ich ścieżka wiodła poprzez młodzieńczą fascynację lewicowymi poglądami i aktywną działalność w konspiracyjnych organizacjach. Ela i Jadzia, bo tak z czułością zwracały się do siebie, poznały się w pracowniach Wydziału Malarstwa. Dzięki podobnym poglądom na sztukę, zainteresowaniu stylistyką kubizmu, surrealizmu i ekspresjonizmu, obie związały się z I Grupą Krakowską, której działalność została przerwana po 4 latach, wraz ze zbliżającym się widmem II wojny światowej. Artystki dzieliły również bolesne wspomnienia z czasów okupacji, kiedy każda z nich zmuszona była do ukrywania się przed gestapo, co znalazło odbicie na kolejnych etapach ich twórczości.

Po wojnie podtrzymywały bliskie relacje. Mimo decyzji o osiedleniu się w różnych miastach, przez lata odwiedzały się i korespondowały. Wiele informacji o ich losach odnaleźć można właśnie w tej bogatej korespondencji – przede wszystkim w listach i ręcznie malowanych kartkach i pocztówkach, które wysyłały do siebie przez okres niemal całej znajomości. Wymieniane wiadomości stanowią jednocześnie bogate źródło informacji o bolączkach artystów czasów PRL oraz życiu artystycznym w trakcie przełomów politycznych i kulturalnych. Najstarszy zachowany list autorstwa Maziarskiej, upiększony akwarelowymi, różnobarwnymi pociągnięciami pędzla, pochodzi z 1947 roku, z okresu, gdy większość korespondencji zaginęła z powodu podróży Erny do Francji i jej późniejszej przeprowadzki z mężem do Warszawy. Z kolei ostatni list datowany jest na rok 1995, co związane było z pogarszającym się stanem zdrowia Jadwigi i postępującym reumatyzmem, który w ostateczności doprowadził do niesprawności rąk.

Z korespondencji wyłania się obraz dwóch kobiet, które bez rozgłosu, patosu żarliwych manifestów i gorących słów rzucanych na wiatr, w subtelny, ale i konsekwentny sposób wspierały się wzajemnie w kwestiach zarówno osobistych, jak i zawodowych, przez niemal całe życie. Artystki opowiadały o swoich poglądach na sztukę, zawodowych realizacjach i planach. Dzieliły się także problemami codziennego życia, nieograniczającego się przecież jedynie do sal wystawowych, konkursów, zleceń. Polecały sobie wydarzenia kulturalne, wzmiankowały o doznaniach towarzyszącym podróżom, ale także o osobistych rozterkach związanych z pogarszającym się stanem zdrowia bliskich oraz nieprzyjemnościach spotykających je ze strony przyjaciół. Jadwiga była tą, która pomogła Ernie ugruntować pozycję w Krakowie, zaś Erna pełniła rolę łącznika pomiędzy Maziarską a środowiskiem warszawskim. Z listów dowiadujemy się, że wzajemnie pomagały sobie w aranżacji prac, formalnościach, w miarę możliwości wspierały się w nawiązywaniu kontaktów i promocji twórczości.

Obu artystkom niełatwo było się odnaleźć w komunistycznych realiach. W powojennym świecie sztuki kobieta była partnerką, kochanką, żoną, bywała muzą, przyjaciółką, ostoją, ale wciąż musiała walczyć o status niezależnej artystki, który mimo wszystko i tak nie mógł być porównywalny z tym, którym cieszyli się mężczyźni. Wszystkie awangardowe ugrupowania walczące o zmianę struktur społeczeństwa, głoszące konieczność wolności jednostki, swobodę wypowiedzi i równość, bez zmian podtrzymywały schematyczność tradycyjnych ról. Reaktywowana po wojnie Grupa Krakowska, zdobywająca w poodwilżowych realiach ogromną popularność i prestiż, nie pozostawała w tej kwestii wyjątkiem. Do grona zdominowanego przez mężczyzn kobiety mogły dołączyć przede wszystkim poprzez mariaż lub przynajmniej konkubinat z którymś z kochliwych twórców. Jednak zarówno Erna, jak i Jadwiga nie mogły „poszczycić się” podobnym osiągnięciem. Maziarska wręcz pozostawała deprecjonowana jako żona, a następnie wdowa po akademickim malarzu, którego zaliczana do koloryzmu twórczość była otwarcie zwalczana przez Młodych Krakowskich. Fakt, że zostały członkiniami elitarnego grona, przypisać można li tylko roli łącznika z przedwojenną rzeczywistością i tradycją awangardy. Nadal jednak pozostawały na uboczu. Przykładem jest Wystawa 9. w Krakowie, podczas której ich twórczość została odseparowana i zaprezentowana w oddzielnym pokoju. Mieczysław Porębski w długiej recenzji tego wydarzenia poświęcił obu artystkom zaledwie jedno zdanie: „charakter poszukiwań Erny Rosenstein i Jadwigi Maziarskiej nie tłumaczy mi się tak jasno jak innych wystawiających, dlatego trudno mi je tu określać” (Mieczysław Porębski, Dwugłos o wystawie krakowskiej, „Przegląd Kulturalny” , 22.12.1955 – 4.01.1956).

Mimo że to właśnie w latach 50. i 60. były innowatorkami i tworzyły swoje najlepsze dzieła, Maziarska i Rosenstein pozostawały w najlepszym wypadku ignorowane przez krytykę artystyczną lub odgrywały rolę kozłów ofiarnych, reprezentujących malarstwo materii i gestu – nieznane dotąd w Polsce. Herbert napomknął o Maziarskiej jako twórczyni „niezamierzonych parodii obrazów Władysława Strzemińskiego, do których artystka nawiązuje w sposób niepogłębiony” ( Zbigniew Herbert, Jesienny salon nowoczesnych, „Tygodnik Powszechny”, 15.12.1957). Janusz Bogucki zaś dał wyraz swemu zniesmaczeniu w obliczu obrazów, które „grzęznące w grubej fakturze i brudnych zestawieniach kolorystycznych nie przemawiają do mnie na tyle, bym umiał się cieszyć wyobrażeniową grą form na płótnach malarki” (Janusz Bogucki, Z powodu krakowskiej wystawy „nowoczesnych”, „Życie literackie” 1955, nr 50). Podobny los podzieliła Rosenstein, której jedną z prac, jeszcze w 1989 roku, Jerzy Hanusek opisał w następujący sposób: „skrada się na palcach, ale kiedy już podejdzie i trąci szczurzym pyskiem, trudno go zapomnieć” (Jerzy Hanusek, Wyrzeźbić powietrze, Felieton krakowski. O abstrakcjonistach, koniach, nagrodach i pomnikach, „Życie Literackie” 1955, przedruk [w:] Grupa Krakowska. Dokumenty i materiały,  cz. 10. s. 95).

Pozostawanie poza wewnętrznym kręgiem i nieprzychylność krytyki były kolejnym łącznikiem wzmacniającym przyjaźń Erny Rosenstein i Jadwigi Maziarskiej zarówno na zdominowanej przez mężczyzn Akademii, jak i w środowisku artystycznym w podwawelskim grodzie. Subiektywne opinie i szczere wyliczenia doznanych niesprawiedliwości, o których czytamy w listach, świadczą o obłudzie powszechnie panującego mitu duchowych więzi, rzekomo łączących wszystkich krakowskich twórców zrzeszonych w Grupie. W obliczu tej wrogości artystki wspierały się nawzajem. W liście z 1967 roku Jadwiga scharakteryzowała w niezwykle poetycki i wrażliwy sposób twórczość Erny z okresu, z którego pochodzą prezentowane na aukcji obiekty jej autorstwa: „W Twoich obrazach widzę, jak mocno ulegasz automatyzmowi transmisji. Z czasem staje się ona coraz bardziej natarczywa i bezpośrednia. Wodzenie pędzlem po płaszczyźnie ma rytm Twojego oddechu. Przestrzenność nieograniczona narasta do obsesji. Nieustanne wymykanie się własnym śladom w świat przestrzenny, gdzie czas ma miarę zabłąkanego oka w niezmierzony wszechświat wewnętrzny. Natomiast w życiu ruchy, głos, zdania są szyfrem rytualnego tańca, posłusznego rytmowi piszczałki, głos, której niesłyszalny jedynie przeczuwam”( List Jadwigi Maziarskiej do Erny Rosenstein z grudnia 1967, przedruk [w:] Jadwiga Maziarska, Kolekcjonowanie świata. Listy i szkice. [red.] Barbara Piwowarska, Warszawa 2005, s. 98).

W obliczu dzisiejszego międzynarodowego zainteresowania twórczością Erny Rosenstein i Jadwigi Maziarskiej trudno uwierzyć w ich drugorzędną rolę i druzgocące opinie krytyków. Narracja uległa diametralnej zmianie – obecnie obie artystki uważane są za innowatorki i pionierki, silne i wybitne osobowości artystyczne. Ich prace, szeroko opisywane przez historyczki i historyków sztuki, wystawiane są na licznych wystawach. Do odzyskania należnej pozycji przyczyniło się m.in. zaprezentowanie dzieł Rosenstein w 2017 roku na jednej z największych wystaw sztuki współczesnej na świecie – Documenta 14. Instytucjonalne i historyczne zainteresowanie zapoczątkowało prawdziwy boom na prace surrealistki, które osiągają rekordowe wyniki sprzedaży. Są liczne powody, by przypuszczać, że twórczość Jadwigi Maziarskiej, jej bliskiej przyjaciółki i równie wybitnej artystki, również wzbudzi lawinowe zainteresowanie świata sztuki.

 

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Tak, rozumiem