Sztuka jako autoanaliza

Ewa Kuryluk (ur. 1946 r., Kraków), "Pelikan", 1974 r.

 

"Niepokoi mnie, że dzisiaj w twórczości odbija się pośpiech. A przecież prawdziwe wartości w sztuce osiąga się powoli. Ostrość inteligencji nie może zastąpić warsztatu". – EWA KURYLUK W ROZMOWIE Z JOANNĄ PASZKIEWICZ, "SZTUKA" 5/6, 1979

 

Ewa Kuryluk (ur. 1946 r., Kraków), "Autoportret z papierosem" ("W samochodzie I"), 1975 r.

 

Ewa Kuryluk jest jedną z najciekawszych osobowości artystycznych debiutujących na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, choć cezura wieku w przypadku tej artystki, dojrzewającej w centrum życia kulturalnego i dyplomatycznego Wiednia, zdaje się umowna. Jak sama twierdzi, zaczęła świadomie tworzyć jako nastolatka. Malarka i poetka, fotografka i autorka esejów w jednym ze swoich wierszy, opublikowanych w 1984, wyznała lapidarnie swoje artystyczne credo: "osobna i ostrożna/w ostatniej odsłonie/obcuje z obcym odważnie (…) utrwala wiatr/na wodzie".

 

W cytowanym fragmencie artystka utożsamia się z córką garncarza z Koryntu, która wedle legendy spisanej przez Pliniusza Starszego w "Historii naturalnej" była wynalazczynią malarstwa. Zakochana w pewnym młodzieńcu dziewczyna zakreśla na ścianie w dniu rozstania cień jego głowy. Podobnie Kuryluk: zainspirowana "autobiografią i figuracją, cieniem, śladem i lustrem", skupiona na sobie i swoich emocjach, portretująca siebie i najbliższych w intymnych, codziennych sytuacjach, tworzy niezwykle delikatne "autofotografie", rysunki na tkaninie – efemeryczne portrety "ludzi z powietrza", inspirowane biblijną historią świętej Weroniki. W swojej niezwykle świadomej introspekcji i autokreacji zdaje się protoplastką współczesnej twórczości takich artystek, jak Aneta Grzeszykowska czy Agata Bogacka. Skupienie na ciele, ranie, chorobie, przemijaniu, szczególnie w kontekście kobiecości łączy z kolei artystkę z postawami i pracami Aliny Szapocznikow czy Katarzyny Kozyry.

 

Świadoma i autoanalityczna, artystka-erudytka dokonuje kategoryzacji swojej twórczości w odniesieniu do kolejnych miejsc zamieszkania. Jak pisała w swojej autobiografii: "W pracowni na Montparnasse odkryłam swoje prawie już zapomniane malarstwo i dziś dzielę je na cztery etapy i miasta: Londyn (1977-8), Wiedeń (1973-7), Warszawa (1964-1972) i znów Wiedeń (1959-1964), bez którego nie byłabym może w ogóle malarką".

 

Po powrocie z Wiednia do Warszawy w 1964 Kuryluk zdała na warszawską ASP. Studiowała kolejno u Studnickiego, Dominika i Gierowskiego, u którego tworzyła figuratywne gwasze. Wybór materiałów malarskich podyktowany był ograniczeniami zdrowotnymi – w dzieciństwie chorowita, zapadła na astmę w wyniku alergii na węgiel i farby olejne, z którymi miała kontakt na uczelni. Została więc przeniesiona na Wydział Grafiki. Studia kontynuowała pod kierunkiem Henryka Tomaszewskiego, gdzie poznała Edwarda Dwurnika. Dyplom na Wydziale Malarstwa, poświęcony wiedeńskiej secesji, obroniła u prof. Byliny – temat jednak podsunął jej wykładający historię sztuki Mieczysław Porębski, jej największy autorytet. Od połowy lat 70. Kuryluk daje się poznać nie tylko jako artystka, ale i historyczka sztuki. Opublikowała opracowania: Wiedeńska Apokalipsa (1974) oraz Hiperrealizm – Nowy Realizm (1979) oraz wiele esejów o sztuce.

 

Jej pierwsze próby malarskie, tworzone płaszczyznowo autoportrety, przypominały malarstwo średniowieczne albo naiwne, tchnące atmosferą rodem z kompozycji Marca Chagalla. Z kolei początkiem lat 70. artystka malowała na kwadratowych płytach pilśniowych o rozmiarach 100 × 100 cm dwa cykle: "Człekopejzaże" i"Ekrany". Na obu człowiek istnieje uwikłany w otaczający go system natury i cywilizacji. Zderzające ze sobą przedstawienia z różnych światów – bezpośredniego otoczenia oraz tego ukazanego w oknie telewizora – "Ekrany" wpisują się w typowe dla lat 70. rozważania na temat roli nowych, masowych mediów, które w sztuce znalazły wyraz w instalacjach Nam June Paika czy obrazach Wojciecha Fangora z lat 70. i 80., w teorii zaś w publikacjach m.in. W.J.T. Mitchella. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to niewidoczne, prace malarskie Kuryluk powstawały na podstawie zapisu fotograficznego. Fotografia pozostawała jednak jedynie narzędziem, intymną notatką – artystka zdecydowała się na ich wystawienie dopiero po wielu latach, w 2000 w Galerii Artemis w Krakowie, gdy zyskały one status historycznego dokumentu. "Autoportret, od którego wszystko się zaczęło, pozostał moją pasją. Uprawiam go w fotografii niemal równie długo jak malarstwo: od lata 1959, gdy przed wyjazdem na kolonie ojciec podarował mi aparat fotograficzny. Pamiętam ławkę, na której go umocowałam, by samowyzwalaczem sfotografować siebie i koleżankę. Zdjęcie, podretuszowane przeze mnie białą farbą, zachowało się w albumie mamy, która przechowała też moją kliszę z lata 1960 z kilkoma autoportretami" – pisała Kuryluk.

 

W 1978 artystka na zawsze odchodzi od klasycznie pojmowanego malarstwa w stronę tkaniny, instalacji, rzeźby i fotografii. Pierwszą pracę tekstylną wykonała jeszcze w 1977 w Londynie. Rok później powstała instalacja "W czterech ścianach", prezentowana w galerii Na Ścianie Wschodniej w Warszawie. Na luźno powiewających fragmentach bawełny, jedwabiu czy milanezu artystka rysowała sceny z życia codziennego, portretowała bliskich. Używała do tego rdzawego tuszu lub ceglastoczerwonej kredki, który to gest utożsamiała, podobnie jak Erna Rosenstein, z aktem "ranienia", "przyszpilania" portretowanych postaci. Pokazywane na płasko, a także w formie przestrzennych instalacji, np. udrapowane na krzesłach "Chusty", lekkie i prześwitujące, budowały niezwykle silne napięcie pomiędzy delikatnością medium a cielesnością modeli.

 

Ewa Kuryluk, "Krzesła", 1982, Centrum Sztuki i Komunikacji, Buenos Aires, 1986, fot. dzięki uprzejmości Galerii Artremis, Kraków

Ewa Kuryluk w Lasku Wiedeńskim, 1974, fot. dzięki uprzejmości Galerii Artremis, Kraków