Mojżesz Kisling "Katarzyna"

Mojżesz Kisling (1891 Kraków - 1953 Paryż) "Katarzyna" ("Przed oknem"), 1928

 

Pijak, awanturnik, kobieciarz, cieszący się nieco dwuznacznym przydomkiem "książę Montparnasse'u". Francuski patriota i żołnierz walczący na frontach I wojny światowej, jeden z najwybitniejszych polskich twórców, najgenialniejszy wyraziciel melancholijnego nurtu sztuki Paryża – Kisling, a właściwie "Kisling!", bo tamtejsza prasa miała w zwyczaju stawiać jego nazwisko na końcu zdania i dodawać wykrzyknik. Ów "Kisling!", cudowne dziecko i artysta urodzony pod szczęśliwą gwiazdą (jeśli wypada w jednym zdaniu użyć dwóch staromodnych wyrażeń), pochodził z ubogiej rodziny żydowskiej, mieszkającej od pokoleń na krakowskim Kazimierzu. Na studia w krakowskiej ASP poszedł raczej z rozpędu niż z powołania. Do Paryża w 1910 też udał się "nieprogramowo" – trochę ponieważ radził mu to Józef Pankiewicz, trochę ponieważ do miasta wybierał się w tym czasie zaprzyjaźniony z malarzem Simon Mondzain. W swoich pierwszych latach we Francji miał – jak pisano – więcej szczęścia niż rozumu. Otwarcie krytykował kubizm (lato 1913 spędził w Pirenejach z Picassem i Grisem). W 1914 postanowił się pojedynkować z powszechnie szanowanym Leopoldem Gottliebem. Z rozpadającego się Bateau Lavoir przeprowadził się do niebędącego wcale w lepszym stanie La Ruche. Antysemicką nagonkę i trudności w otrzymaniu obywatelstwa w 1914 rozwiązał poprzez zaciągnięcie się do Legii Cudzoziemskiej, a w 1916 został ranny na froncie. Dopiero po zakończeniu Wielkiej Wojny niemal trzydziestoletni Kisling postanowił się ustatkować. Za namową przyjaciół w ponurym listopadzie 1919 pokazał swoje prace w Galérie Druet. Błyskawicznie zdobył rozgłos. Wkrótce zainteresowali się nim amerykańscy kolekcjonerzy, a jury Salonu Jesiennego zaprosiło go, aby oceniał "młodych" w komitecie. Sytuacja finansowa twórcy była na tyle dobra, że zaczął regularnie jeździć na Południe. Spokoju nie dała mu za to prasa brukowa, przywołująca co rusz jego niedawne szalone życie. Wizerunek Kislinga – kobieciarza, jaki spotkamy w czasopismach międzywojnia (nie tylko w rozmaitych pismach plotkarskich, lecz także w "Vogue'u"), niewiele różni się od wizerunku Picassa – kolejnego kobieciarza z tego czasu. Na szczęście Kisling nie tylko wszedł w latach 20. do parnasu bohemy, ale przede wszystkim kanonu sztuki. Wystawiał na Biennale w Wenecji, stał się przedmiotem zarówno recenzji, jak i opracowań monograficznych. Wydawano albumy z reprodukcjami jego dzieł. Dobra passa trwała do wybuchu wojny. Kiedy naziści wkroczyli do Paryża, Kisling wiedział już, że znajduje się na liście "artystów zdegenerowanych". Po demobilizacji uciekł z Paryża do Marsylii. Jak zawsze lekkomyślny, nie zdecydował się ewakuować swojej pracowni na rue de Bara. W 1941 Gestapo zniszczyło jej zawartość, przez co dużą część obrazów autora z lat 30. znamy jedynie z fotografii. Ścigany przez Niemców, postanowił opuścić Europę. Przez port w Lizbonie wyruszył do Stanów Zjednoczonych. Lata okupacji spędził w Nowym Jorku, gdzie żył na uboczu i nie brał udziału w lokalnym życiu artystycznym. W 1945, zaraz po zakończeniu działań wojennych, postanowił wrócić do Francji. Nie chciał jednak już mieszkać w Paryżu, pozbawionym dawnych mieszkańców – osiadł z żoną i synami na Południu. Paradoksalnie, ostatni dziesięcioletni okres jego twórczości okazał się czasem szczęśliwym. Kisling umarł w czasie przygotowań do swojej ostatniej monograficznej wystawy.

 

"Książę Montparnasse'u", Mojżesz Kisling, wystawił ten portret na weneckim Biennale w 1932 roku. Włoska publiczność wtedy znała już dobrze jego prace. Artysta brał bowiem udział w tej imprezie w 1921, 1928 i 1931 roku. Nazwisko Kislinga było również głośne ze względu na jego przyjaźń z Amedeo Modiglianim (kiedy na Biennale w 1930 roku pokazano wystawę tego ostatniego, towarzyszyła jej książkowa publikacja "Omaggio a Modigliani", w której zamieszczono wspomnieniowy tekst Kislinga). Wystawa polskiego artysty w 1932 roku nie była odkryciem debiutanta, ale potwierdzeniem wysokiej pozycji 40-letniego wówczas malarza. Obok "Katarzyny" z 1928 roku Kisling zaprezentował na Biennale kilka innych prac, m.in. "Kwiaty", "Nagą klęczącą", "Holenderkę", "Portret pani Croquez". Większość z nich pozostaje do dziś w kolekcjach prywatnych, "Holenderka" ("La olandese") została zakupiona przez Galleria Internazionale d'Arte Moderna di Venezia.

 

Prezentowaną tutaj "Katarzynę" nabył znany paryski adwokat i historyk Albert Croquez. Maria Poprzęcka pisała, że akty Mojżesza Kislinga "dyszą pełnią nieskrywanego erotyzmu" (M. Poprzęcka, Akt polski, Warszawa 2006, s. 55). Patrząc na prezentowany obraz, łatwo zrozumieć, co wybitna historyk sztuki miała na myśli. Na obrazie artysta ukazał półpostać młodej kobiety o świetlistym, perłowym ciele. Za jej plecami widać płytkie wnętrze z jasną ramą okna. Wypełniają ją gęsto ułożone liście przypominające nieco deseń wzorzystej tkaniny.

 

Obraz jest malowany w charakterystyczny dla Kislinga sposób: kontury są miękkie i płynne, światłocień i modelunek podkreślają przestrzenność brył. Forma jest realistyczna, zakreślona stanowczo, detal malowany precyzyjnie. Kolor jest niekiedy intensywny (atramentowe czernie), niekiedy stonowany. Kisling nie waha się kłaść barwy płasko, tworzyć duże pola, które efektownie wtapiają się w tafle obrazu. Ciało modelki wydaje się dzięki temu szczególnie miękkie i ciepłe, a jednocześnie ma w sobie coś z powagi i stateczności antycznej figury. Właściwy Kislingowi jest również sam typ kobiecej urody. Jej duże, intensywnie czarne oczy, regularne brwi i drobne usta odnaleźć można na innych płótnach artysty, który na przestrzeni lat 20. i 30. opracował nowy ideał malarskiej piękności.

 

Nic dziwnego, że francuska prasa pisała o Kislingu jako o "malarzu kobiet" (por. obszerny artykuł Florent Fels, Kisling, "Vogue", lipiec 1927, oraz tekst Rene Barotte, Kisling, peintre des femmes, "La vie artistique", grudzień 1931). Interesująca jest również kompozycja obrazu. Gest kobiety, która ni to zakrywa, ni to odsłania piersi, Kisling mógł zaczerpnąć z płócien dawnych mistrzów – obrazów takich jak "Helena Fourment w futrze" Rubensa z Kunsthistorisches Museum w Wiedniu albo renesansowego portretu "Fornariny" Rafaela z Palazzo Barberini w Rzymie. Jak zwrócił na to uwagę Janusz Jankowski, obrazy Kislinga z lat 20. często wykorzystują motywy zaczerpnięte ze sztuki dawnej – artysta trawestował m.in. "Venus Anadyomene", "Źródło" Ingresa, "Odaliskę" Bouchera oraz obrazy pompierów (Janusz Janowski, Wczesna twórczość Mojżesza Kislinga, [w:] Sztuka lat 1905-1923; malarstwo, rzeźba, grafika, krytyka artystyczna. Materiały z konferencji naukowej, Toruń 2005, s. 54-55).

 

"Katarzyna" należy do stworzonego przez Kislinga melancholijnego typu portretu, który w latach 30. został przekształcony w model mizerabilistyczny. Posmutniałe, zastygłe w bezruchu postacie malowane przez artystę miały charakterystyczne wyolbrzymione, zamyślone oczy. Kislingowski typ portretu melancholijnego wykazuje analogie z obrazami polsko-paryskich malarzy Eugeniusza Zaka i Tadeusza Makowskiego. Niemiecki krytyk Franz Roh widział w 1925 roku w sztuce tych trzech artystów "postekspresjonizm" i "magiczny realizm". Ostatecznie przyjęła się zaproponowana przez Gustava Hartlauba nazwa "nowa rzeczowość", która w przypadku malarstwa Kislinga wydaje się szczególnie trafna. Emaliowa faktura i dekoracyjna połyskliwość jego płócien odsyłają bowiem właśnie do namacalnej konkretności rzeczy.

 

Przyjaciel artysty, poeta i krytyk André Salmon pisał o stworzonej przez artystę formule "naturalizmu zorganizowanego": "Sztuka Kislinga pragnie być całkowicie awangardowa i zasługiwać w najwyższym stopniu na miano kontynuatorki dzieła jego wielkich poprzedników. Idąc za przykładem dawnych mistrzów i żyjąc pełnią życia, jakie jest mu dane w jego epoce, Kisling marzy o luksusie, bogactwie i sile, lecz nie pozostaje głuchy na głos rozsądku. Nie chcąc skończyć równie marnie jak niektórzy realiści, od początku wyznacza materii nową rolę, podporządkowuje ją sobie, wskrzeszając stary poetycki mit. Można zatem pokusić się o zdefiniowanie jego osobowości za pomocą określenia: naturalizm zorganizowany. (...) Zwraca uwagę fakt, że Kisling w młodości odnosił się dość obojętnie do wzorców, jakie miał wokół siebie. Jest nawet coś swoiście wspólnego z pogardą do przyjęcia "‘pewników" ' akceptowanych przez dygnitarzy, czeladników i terminatorów Szkoły uważanej aktualnie za najwyższy autorytet. Kisling odrzuca ich manierę ‘medytowania nad geometrią'. Oko tego malarza jest czarnym lustrem, w którym nic nie ulega deformacji w sposób przypadkowy" (André Salmon, Wstęp do katalogu wystawy obrazów Kislinga, 27.10-7.11.1919, Galerie E. Druet, tłum. Anna Trznadel-Szczepanek).

 

fot. Roger Viollet /East News

 

"Znacie Kislinga. Wszyscy znają Kislinga. W barze La Coupole pewnego wieczoru powiedziano wam: ‘To ten, w rogu'. Żywiołowy mężczyzna, którego wam pokazano, to Kisling. Ma na sobie koszulę w kratę, tę z przedwojennego pojedynku z Gottliebem. To ten, który budził się dwa razy w tygodniu na posterunku policji, ten, który spacerował o piątej nad ranem po bulwarach Montparnasse'u i strzelał z rewolweru do mięsa, które rzeźnik właśnie wywieszał na swoim straganie. Ale jest też inny Kisling, Kisling, którego nie spotkamy w bistro ani w nocnych lokalach. Kislinga, tego, o którym chcę tutaj mówić, spotkać można tylko na rue Joseph Bara, w kamienicy, w której mieszkało kilku mistrzów Szkoły Paryskiej – Modigliani, Pascin i Per Krohg. Pracownia Kislinga mieściła się w tej kamienicy, kiedy go poznałem (…). Dziś jest inna niż dawniej; jasna i obszerna; widać w niej dwa czy trzy urocze fotele, bardzo ciekawy parawan, długi stół, na sztalugach: rozpoczęte płótno. Przy ścianie: inne obrazy, nieliczne, ponieważ Kisling skarży się zawsze, że amatorzy i marszandzi nie dają jego płótnom wyschnąć. Prawdziwego Kislinga zaczynamy widzieć dopiero, kiedy patrzymy na jego bibliotekę. Prosty regał gromadzi bardzo cenne pierwsze wydania książek i tomiki najlepszych poetów w luksusowych wydaniach (…). Tego prawdziwego Kislinga możecie też odkryć, patrząc, jak maluje, śledząc dukt jego precyzyjnego i szczerego pędzla, czujne oko, które stale kontroluje ruch ręki. Powie wam ono: Kisling lubi alkohol, kobiety, powroty nad ranem". Georges Charensol, Un Montparnoarrive, "Vu" 1928, cyt. za: Claude de Voorst, Kisling, Paryż 1996, s. 194