Jan Chełmiński

Jan Chełmiński (1851 - 1925), Sanna, przed 1911

 

"(…) Po Bogu, swojej ziemi, swym gnieździe z pisklętami nie miał Polak nic droższego nad konia, gdyż na nim walczył broniąc domowego ogniska, podróżował i hasał na łowach (…)". – JÓZEF BRANDT

 

W 1876 Jozef Ignacy Kraszewski, który odwiedzał miasto nad Izarą jako wysłannik polskich czasopism drukujących teksty o sztuce, tak opisywał wizytę w monachijskiej pracowni Jana Chełmińskiego: "Pracownia p. Jana Chełmińskiego, godnego następcy zmarłego [Maksa] Gierymskiego – była dla nas prawdziwym zdumieniem, nader przyjemnym zaprawdę. Obrazy młodego malarza scen myśliwskich z XVIII wieku, rozchwytywane przez obcych – ledwie nam go w kraju z rozgłosu poznać dały. Z tego co dało Album Mnichowskie, ledwie wyobrażenie o talencie powziąć można. Malarz to głownie z XVIII wieku, epoki peruk, szytych sukien, koronek, atlasów, zbytkownych strojów i szaleństw – za Sasów – jakby stworzony do wskrzeszenia tych elegancji i świecidełek, tych kawalkad, polowań, wyścigów i fet, które Augusta II i III uszczęśliwiały. Między tą epoką a charakterem talentu artysty, jest jakiś związek, sympatia – co? Co go ku wyborowi szczególnie tego przedmiotu skłoniło. P. Chełmiński maluje świetnie, elegancko z wielkim w wykonaniu smakiem, z taką wytwornością, z jaką się bohaterowie jego stroili. Nie pojmujemy, jak go sędziowie niektórzy radzi by odwieść od malowania tego, co wystudiował najlepiej, ku czemu ma natchnienie szczególne, a narzucić mu przedmioty inne? Spiritus flat ubi vult, gwałcić nie należy".

 

Na szczęście artysta nie dał się ponieść manierze oraz powodzeniu swoich scen rokokowych i zwrócił się ku scenom współczesnym, malowanym bardzo realistycznie, wręcz naturalistycznie. Powstała najpewniej w latach 80. XIX wieku "Sanna" traktuje anegdotę jako pretekst do nowych rozwiązań malarskich. Zmęczone konie, brudny śnieg zanieczyszczony końskim łajnem, nadmierny wysiłek zwierząt i ludzi pokazał na tle krwisto zachodzącego, zimowego słońca. Ostatni etap podroży, powrót do dworu, podszyty jest niepokojem czy w nadciągającą noc nie niesie z sobą zagrożeń dzikiej natury – czających się wilków, zmor, bestii. Nastrój strachu podkreśla skąpa roślinność – przydrożne, nagie, cierniste krzewy i połamane trawy. Scena przepełniona jest emocjami, które artysta podkreślił w szczegółach przedstawionej scenerii.

 

Jan Chełmiński to artysta, który cieszył się ogromną sławą za życia, później jego twórczość popadła w zapomnienie. W czasach monachijskich przywoływany był jako jeden z najważniejszych uczniów, niemal następca Jozefa Brandta, z czasem przestał być obecny w świadomości odbiorców, zwłaszcza w Polsce. Na ten stan rzeczy mógł mieć wpływ nie tylko fakt nieprzesyłania przez Chełmińskiego swych prac malarskich na wystawy krajowe, ale też długoletnie pobyty w Anglii, Paryżu czy Nowym Jorku, gdzie osiadł na stałe w 1915. Artysta wyjechał na studia do Monachium w 1873 i nigdy nie powrócił do kraju. Jego twórczość ukształtowały studia malarskie w pracowniach Aleksandra Strahubera i Aleksandra Wagnera oraz Franza Adama, a nade wszystko pracownia Jozefa Brandta, rozumiana jako artystyczna konfraternia wielkich, indywidualnych osobowości malarskich. W zasadzie nigdy nie porzucił swych wyuczonych umiejętności i tematów – konie dominowały w jego twórczości do końca życia. Z końcem XIX wieku – od około 1890 – przesunął swe zainteresowania w stronę batalistyki doby wypraw napoleońskich i walk Legionów Polskich. Był to efekt poświęcenia się artysty studiom historycznym i wojskowym, co między innymi zaowocowało zgromadzeniem ogromnej kolekcji broni i części rynsztunku koni i jeźdźców.