8 września 2021

Pilna potrzeba wybuchu wulkanu

Kazimiera Szczuka

 

"Matko moja (…), wracaj do siebie i pilnuj swojej roboty, krosien i kądzieli (…).Słowo do mężów należy, a ze wszystkich do mnie najbardziej, bo moja władza w tym domu". Telemach, syn Odysa, zwraca się w ten sposób do Penelopy, a ta posłusznie odchodzi na górę, do kobiecych komnat.

 

Przytaczając te słowa z "Odysei" Homera w swej książce "Kobiety i władza", Mary Beard, profesorka filologii klasycznej z Cambridge, pisze, że stanowią one pierwszy w dziejach literatury zachodniej zapis męskiej dominacji. Homer pokazał, jak mężczyźni kontrolują, uciszają i wykluczają kobiety ze sfery publicznej, nawet wówczas, gdy są to ich matki i królowe. Celem życia Odysa i Telemacha ma być władza. Celem życia Penelopy "ugruntowywanie cnót niewieścich". Posłuszeństwo, wierność, cierpliwość, skromność, pracowitość, milczenie.

 

Na szczęście kobiety nigdy nie dały się w pełni uciszyć. Kanadyjska pisarka Margaret Atwood, autorka "Opowieści podręcznej", futurystycznej wizji patriarchalnego, totalitarnego państwa Gilead urządzonego przez mężczyzn na modłę starotestamentową napisała również "Penelopiadę", feministyczną wersję "Odysei". Przepisując homerycki epos, Atwood symbolicznie przeciwstawia się milczeniu kobiet w kulturze, obnaża również narcyzm i egoizm męskich fantazji. Nie jest to bynajmniej czcza rozrywka. Między literacką starożytnością a literacką wizją przyszłości jako Gieleadu mieści się szereg pytań nurtujących nasz świat tu i teraz. Dlaczego cel walki, którą kobiety toczą od stuleci, wciąż nie został w pełni osiągnięty? Dlaczego wciąż musimy walczyć o te same sprawy, lub w ulicznej wersji: "z tym samym gównem"? Dlaczego prawa raz zdobyte, zawsze mogą nam zostać odebrane? Równość w pracy, własny głos w kulturze i sztuce, dostęp do władzy politycznej, ochrona przed przemocą i molestowaniem, wspieranie opieki nad dziećmi i osobami zależnymi, prawo do decydowania o własnym ciele. Czy to rzeczywiście tak dużo? Czy domagamy się rzeczy niezwykłych?

Volens Paweł Bobrowski

 

W słynnym eseju "Bogini Wolności. (Dlaczego Rewolucja jest kobietą?)" Maria Janion rozważa ambiwalencję nowożytności, rodzącej się podczas rewolucji francuskiej. Kobiety jako grupa społeczna niewiele na niej zyskały. Zasługi kobiecego ludu Paryża zignorowano, a feministyczne postulaty rewolucjonistek unicestwiono ścięciem ich twórczyń na gilotynie. A jednak rewolucji towarzyszyła "Kobieta – Wolność – Przewodniczka, prowadząca lud na barykady, niosąca sztandar wyznawców lub oświetlająca drogę w przyszłość" – pisze Janion. Figura kobiety – rewolucji stała się, i jest po dziś dzień raczej romantyczną ikoną samego żywiołu, samej mocy przeistaczania świata, a nie uładzoną, oświeceniową alegorią zdobytego, "właściwego" porządku władzy.

 

W Polsce rewolucja kobiet objawiła swoje oblicze całkiem niedawno, między rokiem 2015 a 2021. W reakcji na autorytarny kurs, jaki nowa władza polityczna obrała wobec praw reprodukcyjnych kobiet, w całym kraju podniosła się największa w naszych dziejach fala feministycznego aktywizmu. Czarny protest, ściana furii, strajk kobiet, parasolki, komitet ratujmy kobiety, grupy dziewuchy dziewuchom, happeningi, koncerty, manifesty i piosenki pisane w jedną noc, wreszcie – piorunujący – używający pioruna jako logo – uliczny bunt rozniecony przez grupę strajk kobiet w okresie pierwszej fali pandemii. Wszystko to wybuchło w skali już niemal w Europie zapomnianej.

 

Rządzący wygrali tę batalię. Obecnie w Polsce "zasada godności człowieka jest naruszona przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, w efekcie skazującego kobiety na tortury w sytuacji konieczności donoszenia ciąży i urodzenia dziecka dotkniętego wadą niepozwalającą na przeżycie" – pisze profesor Mirosław Wyrzykowski. Tyle teraźniejszość.

 

Jednak przyszłość prawdopodobnie należy do nas. Juliet Mitchell, angielska feministka, akademiczka i psychoanalityczka, niegdyś nazwała feminizm "najdłuższą rewolucją", nigdy niesięgającą krwawego etapu, ale też nigdy nieodstępującą od swych celów. Postęp nie jest tu linearny, raczej obserwować można ruch błędnego koła – dwa kroki w przód, jeden w tył lub na odwrót. Jest to jednak rewolucja "najgłębsza", gdyż – wedle takiego pojmowania – domagająca się od społeczeństw przewartościowania wszelkich wartości, nie tylko dopuszczenia wykluczonej grupy do politycznego status quo. Wraz z władzą kobiet – feministyczną władzą kobiet, podkreślmy – nastąpić musi zmiana priorytetów całej cywilizacji, ściśle współgrająca z zasadą zrównoważonego rozwoju, etyką troski, głęboką ekologią. Te idee coraz rzadziej lekceważone są jako utopijne mrzonki, dla wielu oznaczają warunki naszego przetrwania.

Volens Paweł Bobrowski

 

Polityczny i społeczny gniew kobiet jest szczególną odmianą gniewu ludu. Kobieca siła i solidarność stale trwają przy nas jak półuśpiony wulkan. Jego wybuchy są pokojowe, ale zawsze transgresywne, wywrotowe. Nie ma wątpliwości, że są światu bardzo, bardzo potrzebne i że jest to pilna, wręcz paląca potrzeba.


Źródła:

M. Beard, "Kobiety i władza. Manifest", tłum. E. Hornowska, Poznań 2018. s. 115 (poniżenie, które spotkało Penelopę, jest opisane w "Odysei" Homera, 1,325-364, tu w przekładzie J. Parandowskiego, Warszawa 1981 – przyp. tłum.].

M. Janion, Kobiety i duch inności, Warszawa 2006.

M. Wyrzykowski, Państwo a obywatel. Granice władzy, "Academia", nr 2/66/2021, s 12.