16 listopada 2020

Paryż widziany ze Wschodu

"To był 1967 rok, studiowałem wtedy na rzeźbie, bo dostałem poparcie Jarnuszkiewicza. Powiedziałem mu, że wracam za tydzień, więc podbił mi pozwolenie. Ja jednak już wtedy wiedziałem, że po powrocie przeniosę się do Eibischa, czyli wrócę na malarstwo, bo miałem już dość tej rzeźby. Jarnuszkiewicz powiedział, żebym przyjechał z powrotem w terminie, który zadeklarowałem; i że on zna wielu malarzy, którzy wyjechali do Francji i już nie wrócili, zniknęli."

(cyt. za: Małgorzata Czyńska, Moje Królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, s. 134)

 

W ten sposób Dwurnik wspominał swój pierwszy wyjazd do Paryża – jako wyjazd zaplanowany na tydzień, który ostatecznie przedłużył się do okresu ponad miesiąca. Był to czas pełen przygód i zabaw zakrapianych alkoholem, ale także okres wytężonej pracy – powstania wielu rysunków i obrazów, które artysta wykonał podczas swojej podróży. W Paryżu, jak to bywa z podróżami, które zapamiętuje się na całe życie, artyście towarzyszyła szczególna postać – Georgette. Ona sama parała się sztuką, malowała portrety przechodniów na Montmartrze. W stolicy Francji, w mieście artystów pomagała młodemu Dwurnikowi w codziennych sprawach. Dzięki niej jego podróż przebiegła znacznie łatwiej i pomyślniej dla niego.

Georgette Fiedorczyk malująca portret na Montmartrze, autor nieznany, dzięki uprzejmości rodziny Georgette Fiedorczyk

 

"Tuż przed wyjazdem trafił mi się niezły fart, ja to zawsze mam szczęście. Podrywałem w Międzylesiu jedną dziewczynę. Okazało się, że mieszka tylko z babcią – jej mama pracowała w Paryżu. Tak się złożyło, że ona akurat w tym czasie przyjechała z Paryża do Międzylesia. I ta dziewczyna zaprowadziła mnie do niej, żebym się dowiedział, co i jak, bo byłem zupełnie zielony, w życiu nie byłem za granicą. Mama miała na imię Georgette i miała piękne białe włosy; namalowałem jej portret i podarowałem go jej. (…) Kiedy więc Georgette się dowiedziała, że jadę do Paryża, zawołała: ‘Jezu! Ty jedziesz do Paryża? Wiesz, co robisz? Po co tam jedziesz?'. Powiedziałem, że po prostu muszę tam pojechać, przynajmniej na tydzień. A ona na to, że jak tylko będę na miejscu, mam do niej zadzwonić i ona mi pomoże, bo właśnie niedługo tam wraca"

(cyt. za: Małgorzata Czyńska, op. cit., s. 134).

 

Georgette Fiedorczyk była zatem matką dziewczyny, która zainteresowała młodego Dwurnika. Następnie była też jego przewodniczką po Paryżu. To jej malarz zawdzięczał zakwaterowanie w stolicy Francji. Ulokowała ona Dwurnika w mieszkaniu swoich znajomych. Następnie przedstawiła go własnym pracodawcom jako artystę z Polski, dzięki czemu mógł zarobić pieniądze, malując ich portrety oraz… Bitwę pod Grunwaldem. Georgette organizowała przyjęcia, które w swoich rysunkach uwiecznił młody malarz. Razem odwiedzali też paryskie kluby. W związku z faktem, że nie znał języka francuskiego, bywała też jego tłumaczką. Była zatem przyjaciółką, która zatroszczyła się o niego, kiedy przyjechał do stolicy Francji, gdzie właśnie dzięki jej pomocy mógł łatwiej się odnaleźć. Dwurnik w podróż do Paryża poza prowiantem i ubraniami zabrał również swoją sztukę. Być może myślał o zagranicznej wystawie czy sprzedaży.

 

W stolicy Francji młody artysta stworzył szereg rysunków, w tym prezentowaną tutaj pracę. Przedstawia ona widok miasta, z jego najbardziej charakterystycznym symbolem po lewej stronie: wieżą Eiffla. Rysunek ten charakteryzuje się uproszczoną formą, nieco naiwną stylizacją. Jest on przykładem zainteresowania Dwurnika sztuką Nikifora Krynickiego, którą był wówczas zafascynowany. Rysunek ten stał się własnością wspomnianej Georgette. Być może był to prezent za gościnność. Następnie praca znalazła się w kolekcji prywatnej w Warszawie. Obecnie prezentowana jest w domu aukcyjnym Desa Unicum, gdzie trafi na licytację 17 listopada 2020 roku.