14 grudnia 2020

"La Traviata" Rafała Olbińskiego

Rafał Olbiński przyjeżdża do Nowego Jorku jesienią 1981 roku, zaproszony na wystawę swoich plakatów organizowaną przez Polski Instytut Naukowy. Powrót do kraju uniemożliwia mu wprowadzenie przez władze komunistyczne w Polsce stanu wojennego, co decyduje o związaniu się z metropolią na kolejne dekady.

 

Olbiński niezwykle szybko uzyskuje tam sławę i rozpoznawalność niemal niedostępną dla obcokrajowca z bloku wschodniego. Jak sam przyznaje, by zaistnieć "musiał zmierzyć się z najlepszymi". Pierwszą okładkę dla magazynu "Psychology Today" projektuje już w 1982 roku. Niedługo później regularnie współpracuje z najbardziej uznanymi i poczytnymi tytułami, jak "New York Times", "Business Week", "Playboy" oraz wieloma innymi. Dla "Newsweeka" pracuje jako artysta konceptualny, odpowiedzialny za wymyślanie okładek do nachodzących numerów. W jednym z wywiadów przyznał, że to przypadek w dużej mierze zadecydował o wyjątkowym przebiegu jego kariery: 

 

"Gdybym nie został zaproszony na wystawę, to bym tam nie pojechał. Gdyby nie wybuchł stan wojenny, to bym tam nie został. Gdyby nie ten facet z galerii na Broadwayu nie zaproponował mi stworzenia obrazów do jego wierszy, to pewnie nie zacząłbym malować i teraz klepałbym biedę, jak moi koledzy ilustratorzy. Nie mogłam zaplanować żadnego z tych wydarzeń. Jestem jak dziecko we mgle, które ciągle spodziewa się czegoś niespodziewanego. Mam nadzieję, że takie przypadki będą się w moim życiu wydarzać cały czas".

Rafał Olbiński w Nowym Jorku, fot. dzięki uprzejmości artysty

Już na początku lat 90. Rafał Olbiński tworzy serię wielokrotnie nagradzanych plakatów operowych, realizowanych na zlecenie New York City Opera, Utah Opera, Pacific Opera San Francisco, czy Philadelphia Opera. To właśnie te realizacje zdają się stanowić spełnienie artystycznych pobudek i marzeń artysty, jakim było małżeństwo sztuki, śpiewu i muzyki. W 1992 roku Olbiński projektuje plakat do największego melodramatu wśród operowych historii "La Traviaty" Giuseppe Verdiego. Premiera opery, która miała miejsce w 1853 niemal wstrząsnęła publiczną opinią. Odsłaniająca losy paryskiej kurtyzany Violetty Valéry historia oburzała z wielu powodów. Nie spodobało się to, że akcja opery działa się współcześnie (ówczesna publika lubowała się w tematach historycznych bądź orientalnych). Kompozytorowi zależało bowiem na ukazaniu spraw aktualnych, dziejących się tu i teraz, będących rezultatem podwójnych standardów moralnych rządzących społeczeństwem – niesprawiedliwego położenia kobiet oraz deprawującej siły pieniądza. Z niesmakiem przyjęto również fakt, że główna bohaterka jest kurtyzaną. Sam resztą tytuł "La Traviata" jest określeniem kobiety upadłej bądź zbłąkanej. Co ciekawe, początkowo pod naciskiem krytyki Verdi postanowił zmienić tytuł opery na "Violetta" od imienia głównej bohaterki. Samo libretto opiera się na miłosnej historii. Violetta, piękna lecz chorowita dama do towarzystwa ulega głębokiej miłości do Alfreda Germonta. Para opuszcza Paryż, porzucając za sobą niechlubną, zabawową przeszłość. Ojciec mężczyzny, Giorgio Germont, nie dopuszcza jednak do małżeństwa. Narzeczony siostry Alfreda stawia ultimatum – albo Violetta znika z życia rodziny, albo on nie poślubi cnotliwej siostry. Alfred ulega presji rodziny, nie ma odwagi, by poślubić ukochaną kobietę. Violetta wraca więc do Paryża. Gdy syn i ojciec pojawiają się gotowi prosić o wybaczenie, Violetta umiera. Można przyjąć, że zarówno sam temat, jak i dramaturgia przedstawienia śmiało wyprzedzały swoje czasy, burząc pewien zastany porządek, ale także spokój sumienia widza. Przepełniona namiętnością, lecz także smutkiem muzyka Verdiego zapewniła jednak operze należne jej miejsce i po dziś dzień wystawiana jest na największych scenach operowych świata. 

Rafał Olbiński, "La Traviatta" plakat

Prezentowana na aukcji "Surrealizm i Realizm Magiczny" kompozycja jest malarskim odpowiednikiem plakatu do opery "La Traviata". Sam plakat, bodaj najbardziej utożsamiany z operą Verdiego, został nagrodzony między innymi prestiżowym Złotym Medalem Art Directors Club of New York. Kompozycję pracy spowija oniryczna aura melancholii podkreślona przez zimną paletę kolorystyczną o stalowych odcieniach błękitnej barwy. Z mroku wyłania się blada kobieca twarz o smukłych rysach. Jest to twarz Violetty, pięknej kurtyzany, głównej bohaterki opery Verdiego. Kobieta wydaje się być pogrążona w myślach bądź śnie. W miejscu jej ust na portrecie widnieje sylwetka ukochanego – Alfreda Germonta. Olbiński w charakterystyczny dla siebie sposób operuje tu metaforą, bawiąc się nieoczywistą symboliką powiązaną z miłością. Nie rezygnuje przy tym z iluzorycznych, surrealistycznych motywów, z których słynie jego twórczość. Granica pomiędzy sceną i życiem, jawą a snem w wyobraźni malarza jest niezwykle płynna i potęguje wrażenie niejednoznaczności i tajemnicy bijących z dzieła.

Rafał Olbiński jest niewątpliwie jednym z najbardziej uznanych rodzimych artystów. Malarz, ilustrator, architekt i plakacista przez Polaków jest przede wszystkim kojarzony jako ten ostatni, a jego plakaty, zwłaszcza oper i festiwali pianistycznych, dla wielu stanowiły pierwsze spotkanie na pograniczu sztuki i muzyki. Olbiński czerpie z tradycji surrealizmu, zwłaszcza odmiany opartej na silnie realistycznych, mimetycznych elementach, przełamanych przez niekonwencjonalne zestawienia postaci i obiektów, przeczące prawom fizyki i biologii. Ta odmiana surrealizmu iluzorycznego była rozwijana przez dwóch, kluczowych dla kanonu sztuki dwudziestego wieku malarzy – Hiszpana ,Salvadora Dalego i Belga. Rene Magritte'a, którzy przez większość życia tworzyli w Paryżu. Tam zetknęli się z twórczością André Bretona, którego powieści "Nadja" i "Szalona Miłość", obok słynnego "Manifestu Surrealistów" uformowały powszechne, artystyczne i literackie rozumienie tego nowego nurtu. Breton, piewca miłości szalonej i niekontrolowanej, z całą pewnością odcisnął swoje piętno na całokształcie artystycznych zainteresowań Olbińskiego, zdominowanych przez mniej lub bardziej oczywisty erotyzm, który stał się swojego rodzaju wizualnym popisem artysty. Z tego też powodu dużo bardziej kojarzona ze stylem Olbińskiego jest kobieca sylwetka: tajemnicza, w różnych stadiach negliżu, zazwyczaj ciemnowłosa, o powtarzalnych rysach, wszechobecna w jego twórczości niczym w myślach oszalałego z miłości mężczyzny.