Sztuka Współczesna. Prace na papierze. (wyniki)
21 listopada 2019 godz. 19:00

Wojciech Fangor (1922 Warszawa - 2015 Warszawa)
Kompozycja abstrakcyjna, 1970 r.
Estymacja: 60 000 - 90 000 zł
Numer obiektu na aukcji
2
Wojciech Fangor (1922 Warszawa - 2015 Warszawa)
Kompozycja abstrakcyjna, 1970 r.

Estymacja: 60 000 - 90 000 zł

kredka olejna, pastel/papier, 49,5 x 70 cm (w świetle passe-partout)
sygnowany i datowany p.d.: 'Fangor 70'
na odwrociu numery inwentarzowe: '11470 | 9'
ID: 72658
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Kanada
Więcej informacji
„Różne tematy wymagają różnych środków wyrazu. Stąd różnice w moich obrazach. Ale stylistycznie mogą być podobne, ponieważ styl wynika z czasu, w którym żyjemy i z osobowości. Ani czasu, ani genów nie można zmienić. Styl zawsze będzie ten sam”. – WOJCIECH FANGOR Początek lat 70. był dla Fangora momentem zwrotnym w karierze. Po spektakularnym sukcesie na artystycznej arenie międzynarodowej (wystawa w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku w 1970), kiedy jego wielkoformatowe, op-artowe płótna były już rozpoznawane przez krytyków i odbiorców sztuki, Fangor w latach 70. Powrócił do tworzenia prac na papierze – medium, z którym związane były początki jego artystycznej kariery. W tym okresie tworzył delikatne formy przypominające poruszające się płaszczyzny żywego organizmu, delikatne w kolorze i w fakturze rysunki intrygujące odbiorcę i zachęcające go do interakcji. We wstępie do katalogu wystawy prezentującej prace na papierze Fangora Stefan Szydłowski uporządkował chronologicznie poszukiwania artysty w kontekście dzieł wykonanych na papierowym podłożu: „Pierwsze rysunki, uznane przez samego autora za dojrzałe, rysunki z drugiej połowy lat czterdziestych, to studia do portretów osób bliskich i pejzaży okolic Wilanowa. Formy kubistyczne są świadectwem odwagi i świadomości artystycznej, są zapisem modernistycznej wiary w postęp i możliwość znalezienia doskonalszej formy, ukazującej więcej i lepiej. Wojciech Fangor rysunkiem i kolorem sprawdza ten sposób widzenia. Potem, w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, wraca do rysunku akademickiego, do klasycyzmu, do technik opartych na renesansowych zmaganiach z rzeczywistością, szukających iluzji, którą można by zastąpić rzecz samą. Ta walka o dobrą iluzję to realizm, którym autor próbuje poprawić realność, zamalować granicę między tym, co było, a tym, co wydawało się możliwe. W roku 1953 Fangor zaczyna eksperymentować, bada środki wyrazu, które określają, budują przestrzeń rysunku, obrazu. Linią i kolorem wyprowadza przestrzeń wewnętrzną na zewnątrz, ukazuje wielość możliwych perspektyw. Staje wprost przed jednym z najważniejszych swoich problemów artystycznych – zagadnieniem przestrzeni. Rozmyślania nad nim to rysunki, obrazy i formy przestrzenne, nazywane przez autora strukturami. Blisko dwa dziesięciolecia studiów przestrzeni przywiodły artystę do zainteresowania się jej wymiarem społeczno-historycznym, w szczególności aspektem psychologicznym. Zaowocowało to cyklem prac ‘międzytwarzowych’, studiami nad społecznym określeniem przekazu i uwarunkowań ciała” (Stefan Szydłowski [w:] Linia, kolor, historia, Fangor. Prace na papierze i w kolorze, Galeria aTAK, Warszawa 2007, s. nlb.). Obrazy Fangora pozostające w obrębie sztuki nie przedstawieniowej kreowane są za pomocą form miękkich, organicznych. Do tej inspiracji naturą artysta chętnie się przyznawał. Rodzina Fangora po I wojnie światowej przeprowadziła się z Krakowa do Warszawy, gdzie urodził się artysta. Jego matka Wanda z Chachlowskich, która była pianistką, przekazała synowi zamiłowania artystyczne. Twórca wspominał, że, odkąd sięga pamięcią, potrzebował malowania, które traktował jako formę poznawania świata, ale także radzenia sobie z najwcześniejszymi lękami i grozą. Wyczulony był także na wszelkie wrażenia towarzyszące procesowi powstawania zarówno rysunku, jak i obrazu – aromaty kredek, akwareli i farb olejnych. Według Fangora w procesie tworzenia biorą udział wszystkie zmysły, intelekt, emocje, które powinny ze sobą harmonijnie współdziałać. Wspominał, że traktowanie malarstwa jako odskoczni od samotności, przy nie najlepszym radzeniu sobie z nauką, napawało ojca niepokojem, zaś matkę entuzjazmem.