Sztuka Współczesna. Nowe Pokolenie po 1989 (wyniki)
14 listopada 2019 godz. 19:00

Michał Frydrych (ur. 1980, Warszawa)
''Thich Quang Duc'', 2007 r.
Cena wylicytowana: 7 500 zł
Numer obiektu na aukcji
130
Michał Frydrych (ur. 1980, Warszawa)
''Thich Quang Duc'', 2007 r.

Cena wylicytowana: 7 500 zł

olej/płótno, 110 x 150 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: 'MICHAŁ FRYDRYCH | 156. 2007. 110 x 150 CM + 27 x 27 CM | THICH QUANG DUC'' ' oraz pieczątka Galerii m2
ID: 78781
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Więcej informacji
"Thich Quang Duc" z 2007 roku to praca poruszająca temat samospalenia mnicha buddyjskiego w Wietnamie w 1963 roku. Akt był odpowiedzią na przejęcie władzy przez katolika Ngô Đình Diêm i tym samym rozpoczęcie dyskryminacji buddystów. Punktem kulminacyjnym dla buddystów okazał się zakaz korzystania z buddyjskiej flagi podczas obchodów święta Vesak. Z tego powodu tłumy wyszły na ulice, by zaprotestować, na co rząd odpowiedział ogniem, śmierć poniosło dziewięć osób. Rozpoczęła się seria protestów i samozapaleń. Zdjęcie, które wykonał wtedy Malcolm Browne, obiegło cały świat i stało się przyczyną upadku rządu dyktatora. Malcolm Browne tak relacjonował to wydarzenie: "To była noc 10 czerwca 1963 roku. Duc zadzwonił do mnie, mówiąc: 'Panie Browne, proszę przyjść do takiej i takiej pagody jutro o szóstej rano. Wydarzy się coś naprawdę istotnego'. Od razu wiedziałem, że jest nietypowo - zgromadził się tam tłum buddyjskich mnichów i mniszek, wielu z nich płakało. Dwóch młodych mnichów wyciągnęło plastikowy kanister z benzyną, polało nią starszego i zrobiło krok w tył. Thich Quang Duc zapalił zapałkę, którą trzymał na brzuchu, i podpalił się. Oniemiałem, oblał mnie zimny pot, z najwyższym trudem skupiłem się na ostrości, naświetlaniu, robieniu zdjęcia. Byłem przerażony. Wielokrotnie pytano mnie, czy mogłem powstrzymać samobójstwo. Nie mogłem. Stała tam zwarta grupa około dwustu mnichów gotowych zablokować mnie, gdybym spróbował się ruszyć. Kilku z nich rzuciło się pod koła wozu strażackiego. Po latach mam jednak poczucie, że przyczyniłem się do tej śmierci. Że starszy mnich nie zrobiłby tego, gdyby nie był pewny obecności reportera, który przekaże relację światu".