Sztuka Współczesna. Klasycy Awangardy po 1945
1 października 2020 godz. 19:00

Estymacja: 70 000 - 100 000 zł
Numer obiektu na aukcji
3

Estymacja: 70 000 - 100 000 zł

olej/płótno, 61 x 50 cm
sygnowany, datowany i opisany na blejtramie: 'S.FIJAŁKOWSKI | 31 VII 61 19/61'
ID: 89342
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Pochodzenie
  • zakup bezpośrednio od artysty
  • kolekcja prywatna, Polska
Więcej informacji
„Im jestem starszy, tym bardziej wydaje mi się pewne, że był on [Władysław Strzemiński] moim jedynym mistrzem, choć nie uczył malarstwa (o co zapewne zadbali jego koledzy), lecz podstaw kompozycji, liternictwa i historii sztuki. Całe moje studia przebiegały pod urokiem Władysława Strzemińskiego, który bardzo życzliwie odnosił się do nas – studentów”. Stanisław Fijałkowski, 2002 Stanisław Fijałkowski, wybitny malarz i grafik urodzony na Wołyniu w 1922, swoją artystyczną drogę rozpoczął podczas II wojny światowej. To właśnie wtedy powstał jego pierwszy obraz: martwa natura wykonana pod okiem malarza Tadeusza Bołoza, ucznia Lubomira Ślendzińskiego. Kolejne obrazy młodego malarza powstały dopiero po 1945, po powrocie z robót przymusowych w Koenigsbergu. Studia plastyczne Fijałkowski rozpoczął w Gdańsku. Dowiedziawszy się o otwarciu Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, Fijałkowski porzucił rozpoczęte studia i przeniósł się do Łodzi, by móc studiować u słynnego artysty i edukatora Władysława Strzemińskiego. W łódzkiej PWSSP Fijałkowski przeszedł wszystkie stopnie – od studenta poprzez asystenta aż do prorektora. Był świadkiem odsunięcia Strzemińskiego, a potem nadania swojej alma mater jego imienia. Dyplom uzyskał w 1951 w pracowni grafiki, do której wrócić miał dopiero w 1961. Uczelnia stanowiła ważny punkt odniesienia dla całej twórczości autora prezentowanej pracy. Fijałkowski zaś stał się artystą tzw. „Kręgu Strzemińskiego”. Łódzkie środowisko plastyczne wyróżniało się kontynuowaniem awangardowych tradycji, których rzecznikami byli Strzemiński i Wagner. W tym czasie na innych polskich uczelniach królowała tradycja kapistowska. Jak celnie zauważył Aleksander Wojciechowski: „rozminęli się także z koloryzmem studenci łódzkiej PWSSP [Fijałkowski, Krygier, Kunka] – w sumie pokolenie to nie uległo magii pędzla, nie zadowalało się czysto ‘malarskimi rozstrzygnięciami’” (Aleksander Wojciechowski, Młode malarstwo polskie 1944-1974, Wrocław 1975, s. 16). Lata socrealizmu dla Fijałkowskiego były okresem straconym. Narzucona doktryna doprowadziła do zbrukania idei i autorytetu wybitnego profesora Władysława Strzemińskiego. W tym trudnym czasie Fijałkowski zbliżył się do Jerzego Nowosielskiego. Ich duchowa więź przetrwała kilkadziesiąt lat. Oba prezentowane w niniejszym katalogu obrazy pochodzą z okresu niedługo po upadku socrealizmu: 1959 i 1961 roku. Nietrudno odnaleźć w nich tropy awangardowych koncepcji zaszczepionych przez Strzemińskiego. W tym czasie Fijałkowski przetłumaczył na polski rozprawę Wassilija Kandinsky’ego „Punkt i linia a płaszczyzna”. Rok później przeanalizował pisma Carla Gustava Junga i poznał teorię archetypów. Ta swoista edukacja doprowadziła do wyklarowania malarskiego charakteru Fijałkowskiego, którą Mariusz Hermansdofer trafnie nazwał „symbiozą geometrii z liryką”. W roku 1977 Fijałkowski złożył Strzemińskiemu hołd, malując pracę „Pamięci Władysława Strzemińskiego w 25 rocznicę śmierci”. W tym czasie malarz zanotował w swoim dzienniku: „Piękny wiosenny dzień. Wydałem 2600 zł na krosna, pędzel i 9 tubek różnych zieleni...Okropna drożyzna! Pan B. mówi, że farby zalegają na półkach i nikt ich nie kupuje (...) W ciągu dwóch lat niektóre ceny podskoczyły trzykrotnie (...). Według olejnego szkicu z 21 marca namalowałem spory obraz, 100x81,5, dodając do poprzednio użytych kolorów czerń słoniową. Myślałem o nim od dwóch tygodni i zamierzałem poświęcić pamięci Władysława Strzemińskiego – wspaniałego malarza, a mego profesora, który ucząc historii sztuki oraz angażując siebie i nas w dyskusje o postępowej sztuce na świecie i w Polsce, ukazywał perspektywy duchowe i moralne wszelkiej działalności artystycznej. Jego bezkompromisowość w sztuce i jego naiwność polityczna sprowadziły nań potępienie przez aparat władzy, usunięcie z uczelni i rychłą śmierć w nędzy. Wkrótce minie 25 lat od jego zgonu. Sądzę, że mały dodatek czerni nada obrazowi właściwą symboliczną wymowę, bardzo dyskretny ton barwny, wyrażający moje smutne wspomnienia o tragicznym końcu wielkiego artysty i wychowawcy młodzieży”. Stanisław Fijałkowski, 1977