Sztuka Współczesna. Instalacje - Environment - Nowe Media
3 grudnia 2020 godz. 20:00

Marek Chlanda (ur. 1954, Kraków)
"Avenue Artaud", 1987-1988
Estymacja: 80 000 - 120 000 zł
Numer obiektu na aukcji
222
Marek Chlanda (ur. 1954, Kraków)
"Avenue Artaud", 1987-1988

Estymacja: 80 000 - 120 000 zł

drewno, blacha, 40 x 380 x 28 cm (całość)
ID: 92904
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Wystawiany
  • Marek Chlanda. Kolekcja poznańska, Galeria Muzalewska, Poznań, marzec 2007
Więcej informacji
Marek Chlanda zajmuje się przede wszystkim rzeźbą, rysunkiem, malarstwem oraz performance. Inspiracjami dla jego realizacji są literatura, mitologia oraz mistyka. W obrębie jednej pracy łączy różne obiekty, takie jak kawałki drewna, listewki, drewniane klocki, sznury. To właśnie te pierwsze eksperymenty doprowadziły artystę do zwrócenia się ku instalacjom. Od lat 80. stopniowo odchodził od swych rysunkowych początków i sukcesywnie coraz bardziej koncentrował się na rzeźbie oraz organizowaniu przestrzeni poprzez zestawienie znaczących elementów. W trakcie tworzenia instalacji chętnie sięgał po naturalne surowce, takie jak nieobrobione drewno, żelazo czy substancje smoliste. Realizacje Chlandy często są wieloelementowymi zestawami, które rozkładane są nisko na ziemi. W podobnym duchu została utrzymana zaprezentowana praca. Składająca się z kilku elementów konstrukcja została wykonana z blachy, której końce zdobią drewniane elementy w kształcie miniaturowych schodów. Chlanda niejednokrotnie dedykuje i poświęca swoje realizacja osobistościom ze świata sztuki. Są to postacie, których twórczość, osobowość czy dokonania w szczególny sposób zainspirowały autora. W przypadku zaprezentowanej pracy jest to postać francuskiego dramaturga oraz reżysera określanego mianem ojca sztuki performatywnej – Antonina Artauda. Artysta na skutek powikłań choroby nabytej w wieku dziecięcym uniknął zwerbowania do wojska i od 1920 żył i tworzył w Paryżu. Szybko nawiązał kontakt z Andre Bretonem i wstąpił do grupy surrealistów. W szeregach grupy otrzymał jedną z kluczowych ról – objął kierownictwo nad „la Centrale du bureau des recherches surréalistes” (Centralne biuro poszukiwań surrealistów). W tym okresie pisał scenariusze filmowe, poezję oraz utwory prozatorskie. Marzył o teatrze totalnym, który prezentowałby sceniczne widowiska atakujące wszystkie zmysły widzów oraz pochłaniały ich bez reszty. W latach 1926-35 otworzył własny teatr z Rogerem Vitrakiem i Robertem Aronem – Teatr im. Alfreda-Jarry. Pełna pasji twórczość przewija się w życiorysie artysty z ciężkimi chorobami psychicznymi wywołanymi prawdopodobnie narkotykami. Poruszające sztuki często powstawały w sanatoriach oraz szpitalach, których twórca był częstym pacjentem. Życie Artauda tworzą intrygującą legendę o współczesnym teatrze, opowiadającą o pasji tworzenia i cierpieniu istnienia. Marek Chlanda pisał o francuzie w następujący sposób: Artaud, rysownik, kwalifikowany wariat, przez całe dorosłe życie obolały. Kłuje siebie ołówkiem w plecy. (…) W audycji radiowej, nagranej przez Artauda w listopadzie 1947, zatytułowanej ‘Skończyć z Sądem Bożym’, autor krzyczy, zawodzi, świszczy, gra na bębenkach, deszczułkach. Dużo też mówi, na przykład: ‘(…) wiem, że (…) ja, nie ja, są dla mnie niczym, istnieje jednak pewna rzecz, która jest czymś (…), a którą czuję przez to, że chce ona wyjść: obecność bólu mego ciała, groźna, nigdy nieznużona obecność mego ciała. (…) Człowiek jest chory, ponieważ jest źle skonstruowany. Trzeba się zdecydować obnażyć go, by wyskrobać mu to mikroskopijne żyjątko, które świerzbi go śmiertelnie, boga, a wraz z bogiem, jego organy. Kiedy stworzycie mu ciało bez organów, uwolnicie go wówczas od wszelkich automatyzmowi i przywrócicie prawdziwą wolność’. Nie znam francuskiego; odsłuchując to nagranie jesienią 1983 roku, nieopodal ostatniego mieszkania Artauda w Ivry-sur-Seine, nałożyłem na tę litanię inne, świeże wówczas doświadczenie ‘melorecytacji’, a raczej ‘melolamentacji’ lapońskiego joiku. W joiku słowa nie padają, lecz słuchacz nawet o tym nie wie; śpiew sprawia wrażenie ich użycia” (Marek Chlanda, Antoni Artaud, beatyfikacje, dostęp: https://marek-chlanda.com/beatyfikacje/).