Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie • Sesja I
10 grudnia 2020 godz. 19:00

Estymacja: 80 000 - 120 000 zł
Numer obiektu na aukcji
17

Estymacja: 80 000 - 120 000 zł

olej/płótno, 77 x 137 cm
sygnowany p.d.: 'SKamocki'
ID: 91754
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Polska (zakup ze spuścizny po artyście)
Więcej informacji
Pomimo że Stanisław Kamocki urodził się w Warszawie, to związany był przede wszystkim ze środowiskiem artystycznym Krakowa, z Małopolską i Pogórzem. Te rejony stały się dla artysty przestrzenią, w której żył i tworzył. W twórczości Kamockiego główną rolę odgrywa tematyka pejzażowa. Jego krajobrazy są ucieleśnieniem miłości jaką żywił do ojczyzny. Znakomicie obrazują też przywiązanie do ziemi, z której się wywodził. Aspiracje malarza do gloryfikacji rodzimej przestrzeni zauważane były przez krytykę już w jego epoce. Tak pisał o nim w 1909 roku Antoni Chołoniewski: „Ze szkoły prof. Stanisławskiego, z ‘uniwersytetu pejzażowego’ wyszedł Kamocki (…) Z umiłowania, z temperamentu, ze skłonności poetyckiej jest Kamocki malarzem pejzażu wiejskiego (…) Pociąga go głęboki sentyment tej ziemi, jej malowniczość, jej przestrzenność, jej oddech szeroki, który pozwala piersi chłonąć z całą swobodą atmosferę, nasyconą światłem, barwą i wonią” (Antoni Chołoniewski, Nasi artyści. Stanisław Kamocki, „Świat” 1909, nr 11). Stanisław Kamocki należał już do późniejszej generacji artystów młodopolskich. Wpływy modernistycznego dekadentyzmu przełomu wieków znalazły jednak widoczny wyraz w jego młodzieńczych pracach. Studia odbył on w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego i wspomnianego już Jana Stanisławskiego. Kontakty z gigantami polskiej sztuki zaowocowały licznymi inspiracjami i przejęciem stosowanych przez owych twórców konwencji artystycznych. Szczególnie zaznaczył się w początkowym okresie działalności Kamockiego przemożny wpływ Stanisławskiego. Malarz przejął on swojego mistrza zamiłowanie do małych formatów, syntezy kształtów i operowania rozległymi, zamaszystymi plamami barwnymi. Co ważne w roku 1910 przejął po nim kierownictwo nad katedrą pejzażu w Akademii. Wówczas zaczął się także powoli krystalizować jego indywidualny styl. Kamocki sukcesywnie odchodził od form zaczerpniętych od swojego profesora w kierunku większego monumentalizmu i dekoracyjności. Nie zrezygnował on jednak z jednego z najważniejszych aspektów kształcenia promowanego w pracowni Stanisławskiego. Podstawą nauczania jego mistrza były bowiem plenerowe wyjazdy w różne części kraju. Profesor wraz z uczniami opuszczali mury uczelni i wyprawiali się poza miasto, by móc nieskrępowanie studiować naturę. Eskapady organizowane były przez cały rok. To dawało artystom możliwość obserwowania zmiennego cyklicznie światła i rozkładających się w przyrodzie barw. Uczniowie Stanisławskiego, w tym także Kamocki, nazywani byli żartobliwie „peleryniarzami”. Sam mistrz mawiał do nich „malujcie, panowie, polską wieś, bo może za kilka lat jej nie będzie”. Najwyraźniej słowa te wywarły na Kamockim duże wrażenie. Z ogromnym zapałem i reporterskim wręcz zacięciem przystąpił on bowiem do „portretowania” wiejskiego krajobrazu, który w jego dziełach zespojony jest nierozerwalnie z naturą. Jego prace stanowią wierny zapis z podróży i odbytych u boku Stanisławskiego plenerów. Jak pisał Adam Grzymała-Siedlecki w Katalogu wystawy pośmiertnej Stanisławskiego w 1907: „kilka razy do roku gromady celniejszych uczniów zabierają manatki i udają się na wieś na kilka tygodni (…) Tenczynek, Rudno, Tyniec – oto pierwsze punkty wycieczek. Potem Porąbka Uszewska, wraz z nią nowy charakter krajobrazu, wreszcie Zakopane. (…) były to – według Samlickiego – wycieczki pełne planów malarskich oraz wspólnego rozweselania, spędzaliśmy czas na pracy, śpiewie, śmiechu i wycieczkach. Promieniowało od nas wokół szczęściem, toteż garnęli się różni ludzie do nas ze świata malarskiego”.

To prawda, że z pejzaży Kamockiego wprost promieniuje pewnego rodzaju radość i szczęście. Dzieje się tak być może za sprawą barw, które stosuje artysta oraz poprzez nastrojowość charakteryzującą jego krajobrazy. Umieszczona w katalogu kompozycja prezentuje dojrzały i dalece samodzielny styl twórcy. Mamy tu do czynienia ze zmonumentalizowanym widokiem, którego dominantę stanowi przydrożna, pobielona kapliczka flankowana przez dwa sędziwe drzewa. W oddali rozpościera się panoramiczny, pagórkowaty pejzaż. Za pomocą perspektywy powietrznej wyodrębnił artysta nieznacznie poszczególne pasma wzgórz. Różnorodne odcienie błękitu zastosowane w tle to wyraźne echa impresjonizmu. Na uwagę zasługuje tu również forma, która potraktowana została w sposób syntetyczny. Przebijające w wielu miejscach podobrazie świadczy o szybkim, wrażeniowym malowaniu, podczas którego liczy się uchwycenie ulotnej impresji.