Sztuka Dawna. Prace na Papierze
1 grudnia 2020 godz. 19:00

Aleksander Gierymski (1850 Warszawa - 1901 Rzym)
Szkic do obrazu "Anioł Pański", około 1889
Estymacja: 28 000 - 38 000 zł
Numer obiektu na aukcji
24
Aleksander Gierymski (1850 Warszawa - 1901 Rzym)
Szkic do obrazu "Anioł Pański", około 1889

Estymacja: 28 000 - 38 000 zł

ołówek/papier, 16,5 x 12 cm (w świetle passe-partout)
na passe-partout drukowany opis dzieła: 'ALEKSANDER GIERYMSKI | Szkic do Obrazu "Anioł Pański" | Własność Hr. Milewskiego na Wyspie Śł. Rovigno'
na odwrociu opis: 'Stwierdzam, że niniejszy szkic ołówkowy | do obrazu, "Anioł Pański" - rysował Aleksander Gierymski | Siostrzenica i spadkobierczyni (...) | Warszawa 28.XII. 1916' oraz dedykacja z 1917 roku
ID: 91613
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • za zbiorów spadkobierców artysty, rodziny Kuczborskich, Warszawa, po 1902
Literatura
  • porównaj: Aleksander Gierymski 1850-1901, katalog wystawy, Muzeum Narodowe w Warszawie, 20 marca 10 sierpnia 2014, Warszawa 2014, nr kat. II/327-II/335, szczególnie il. s. 204
Więcej informacji
Zbigniew Herbert, wybitny polski poeta, w swoim epokowym eseju o sztuce „Martwa natura z wędzidłem” zapisał kilka swoich wniosków na temat kolekcjonowania, również kolekcjonowania sztuki. Przyznał, iż kolekcjonerstwo należy do specyficznego rodzaju ludzkich namiętności: jest przejawem miłości wobec rzeczy, a jego źródła sięgają najzwyklejszej potrzeby gromadzenia wokół siebie przedmiotów, czy też ozdabiania nimi swojego miejsca na ziemi. Historia kolekcjonowania sięga zapewne początków istnienia rzeczy a ich gromadzenie wynika z kilku pobudek: dla wartości artystycznych i naukowych, jako lokatę kapitału, obiekt spekulacji lub też zbierania wyłącznie dla własnej przyjemności. Do dziś kolekcjonerstwo pozostaje wyznacznikiem wielkiej dojrzałości kulturowej oraz świadomości niezwykłości sztuki czy innych form ludzkiej działalności. W historii polskiego kolekcjonerstwa zapisało się wiele szczególnych nazwisko, lecz nazwisko człowieka, które widnieje na oprawie rysunku Aleksandra Gierymskiego, pracy prezentowanej w ofercie aukcji, należy do najwybitniejszych - Ignacy Korwin Milewski, szlachcic, który uzyskał tytuł hrabiowski, wybudował parę rezydencji, m.in. w Wilnie, a następnie kupił wyspę eksterytorialną Santa Catarina na Adriatyku był twórcą jednego z najbardziej wyjątkowych zbiorów malarstwa polskiego, liczącej ponad dwieście płócien, w tym: Gierymskiego, Chełmońskiego, Pankiewicza, Wyczółkowskiego, Stanisławskiego, de Laveaux, Malczewskiego, Matejki; płócien, który współcześnie stanowią kanon sztuki polskiej i narodowego dziedzictwa. Ignacy Karol Korwin Milewski nie pochodził z rodziny o wielkich tradycjach, zaś o zasobnym zapleczu finansowym zdobytym szczególnie za sprawą wiana, jakie jego matka, Weronika Wołk-Łaniewska wniosła do rodziny Milewskich. Swoją kolekcję Milewski zaczął gromadzić, jak sam wyliczał, od około 1880 roku. Zbiór gromadzony przez niego był wynikiem metodycznych poszukiwań i kontaktów z malarzami konkretnym „rodowodzie” artystycznym. Redaktorowi „Kraju” hrabia Milewski udzielił w 1893 roku następującej wypowiedzi: „Życząc sobie mieć zbiór mniej więcej kompletny i stanowiący całość oryginalną, choćby w skromnych rozmiarach, muszę się ograniczyć pewnymi ramami, a za takowe wybrałem specjalność w rodzaju Nowej Pinakoteki w Monachium. Że więc nabywam obrazy artystów-rodaków, obecnie żyjących, a między takimi wyłącznie tych, co należą lub należeli do szkoły monachijskiej”. Malarstwo to wyróżniało się nie tylko tematyką narodową, ale także studiowaniem ojczyźnianego pejzażu z wplecionymi w niego scenami rodzajowymi oraz przedstawianiem kompozycji historycznych. Swoją teorię kolekcjonowania Milewski rozwinął w 1895 roku przy okazji wystawy swych zbiorów w Wiedniu: „Każdy rozwój kulturalny związany jest ze swą ojczyzną tylko przez pewien, często krótki okres czasu. Tak więc na początku XIX wieku Polska wydała bohaterów, rycerzy, poetów o zabarwieniu narodowym, a w ostatnich 30 latach – malarzy, którzy zapewne nie będą mieli swych następców. Żeby te dzieła nie rozproszyły się, ale zostały zachowane dla Ojczyzny – gromadzę je, by świadczyły o kulturze Polski”. Wierzył, iż monachijski realizm, w odróżnieniu od sztuki francuskiej, działa kojąco na sztukę. Przyczynkiem do tego była niewątpliwie atmosfera uczelni w „Mnichowie” (jak nazywali Monachium Polacy), pełna docenienia indywidualności oraz czułości na naturalizm otaczającej rzeczywistości. Milewski pragnął, by „malarze polscy w szczęśliwy sposób połączyli swe narodowe właściwości z realistyczna sztuką szkoły monachijskiej”. Jawiąc się jako prawdziwy koneser i esteta utrzymywał ścisłe kontakty z artystami, odwiedzał ich w pracowniach, zamawiał u nich obrazy, sowicie wynagradzał za pracę, a także oferował ciągłą opiekę materialną – wszystko celem asystowania przy narodzinach malarstwa, które powstawać miało dla samej idei artystycznego piękna i rozwoju sztuki narodowej, nie zaś jako działalność gwarantująca doczesne przeżycie. Niewątpliwie układ ten korzystny był dla obydwu stron – Korwin Milewski gustując w artystycznej współczesności nie ponosił wysokich kosztów za okazy sztuki dawnej, ani również ryzyka, że do jego zbiorów trafi dzieło nieautentyczne. Zgodnie ze sformułowaną przez siebie teorią kolekcjoner włączał kolejno do swego zbioru dzieła, które dziś uznawane są za kanon polskiego malarstwa. Jednakże pośród wszystkich malarzy, hrabia Milewski szczególnie upodobał sobie talent Aleksandra Gierymskiego, którego zdecydował się nie tylko wspomagać finansowo prywatnymi zamówieniami i zakupami jego płócien i szkiców, ale także dbać o jego rozwój artystyczny, finansując podróże do Paryża. „Nie mam pieniędzy, nie mam stanowiska i nic mi nie idzie, nie mam nic, co by mnie łączyło z ludźmi – ale mam ambicję artysty, którą nie oddam za nic” – tak mówił o sobie Aleksander Gierymski i owa moc charakteru malarza, jaka przebijała się przez owe słowa nęciła kolekcjonera najmocniej. Uznanie, jakim darzył Milewski Aleksandra Gierymskiego sprawiało, że nie tylko sumiennie zbierał jego dzieła, ale także płacił za nie, zdaniem samego artysty, „po królewsku”. Ślad owej współpracy i kontaktów zachował się w jednym z listów Aleksandra Gierymskiego: „Pracuję bardzo; mam do skończenia przed wyjazdem pięć obrazów większych i trzy małe (…). Gdyby nie Milewski, który wziął cztery małe obrazki i obstalował jeden większy nie miałbym z czego żyć”. Za to wsparcie Aleksander Gierymski odwdzięczał się swojemu artystycznemu opiekunowi szczerym oddaniem i niekiedy składaną obietnicą, iż wszelkie dyspozycje Milewskiego będą wprowadzane do kompozycji obrazu. Wiemy, iż od około 1888 roku przez kilka kolejnych lat Ignacy Milewski wypłacał malarzowi regularnie pieniądze, z których ten się utrzymywał i to właśnie hrabia Milewski zorganizował wyjazd Gierymskiego z Monachium do Paryża! W liście z 1890 roku do Prospera Dziekońskiego Gierymski pisze: „ (…) Jest tu Milewski czasowo w przejeździe do Londynu, zapozna mnie ze znakomitością lekarska Julienem”. Czego dowodem są owe słowa? Wielkiej opieki, jaką darzył zbieracz swojego ukochanego twórcę nie tylko w zakresie malarskim. W 1891 roku Gierymski napisał więcej, iż : „ (…) Wlazłem we wściekłe trudności z obrazem (Opera Paryska nocą). Co do sprzedaży przynajmniej jestem spokojny, bierze go Milewski na bardzo wygodnych warunkach. Jeżeli nie sprzedam go na wystawie za większe pieniądze, on bierze obraz za tyle, żebym mógł inny tej wielkości zrobić. Diablo wygodne warunki, tym więcej, ze się trochę o niego boję”. Należy również zaznaczyć, iż owa kooperacja nie zawsze układała się bezkonfliktowo. W liście z 1890 roku Gierymski pisze do Stanisława Witkiewicza: „(…) Czekam na Milewskiego, który ma lada dzień przyjechać z Berlina, zobaczyć skończony obraz, jeszcze obstalowany w Warszawie i zamówić nowe świństwo, które ma być z morza. Mówię świństwo, bo wątpię, żeby motyw morski mógł być w moim talencie, na to trzeba człowieka urodzonego nad morzem” (Stanisław Witkiewicz, Aleksander Gierymski, Warszawa 1950, s. 130). Pomimo nieporozumień na polu artystycznym, Milewski i Gierymski tworzyli nader zgrany duet, o którym dziś możemy powiedzieć, iż odmienił oblicze historii polskiego malarstwa. Ilość zgromadzonych przez hrabiego obrazów Aleksandra Gierymskiego w tym: Trąbki, Żydówka z cytrynami, Trumna chłopska, Piaskarze, Anioł Pański (w kolekcji Milewskiego od 1891 roku), Autoportret z paletą, Chłopiec niosący snopek, a także liczne studia krajobrazowe i rodzajowe wskazuje na wielkie umiłowanie sztuki sygnowanej nazwiskiem Gierymskiego. Ignacy Korwin Milewski, wierząc, iż w jego kolekcji znajdują się cenne okazy polskiego malarstwa doby XIX wieku, pragnął wspaniałomyślnie swą bogatą kolekcję ofiarować polskiemu społeczeństwu. Wahał się, czy dar złożyć w Krakowie, czy raczej we Lwowie, gdzie już w 1894 roku użyczył znaczną część swoich zbiorów na wystawę. Na wybór przeznaczenia kolekcji miały wpłynąć nie tyle własne sympatie, ale przede wszystkim względy natury artystycznej, bezpieczeństwo zbiorów i ich właściwa ekspozycja w wybranym mieście. Milewski chciał nawet własnym sumptem wystawić gmach „muzealny”, miasta miały za zadanie jedynie ofiarować grunt pod budowę. Jednak brak odpowiedniej lokalizacji dla kolekcji i brak zaufania hrabiego do państwowej opieki nad obrazami sprawił, że wkrótce rozmowy z władzami obydwu miast zostały zerwane, a obrażony fundator wyjechał wraz ze swą kolekcją do Wiednia, gdzie w 1895 roku zorganizował wystawę swych zbiorów, cieszącą się ogromnym zainteresowaniem. Pozbawiony możliwości zakotwiczenia swych malarskich zasobów w kraju, ruszył w grand tour, by publiczność europejska mogła podziwiać talent „polskich monachijczyków”. Do Galicji już nie powrócił. Dostatnie życie, drogie inicjatywy społeczne i kosztowne podróże wpędziły Korwina- Milewskiego w poważne kłopoty finansowe. Stracił majątki ziemskie i ruchomości pozostałe na terenach objętych przez Rosję. Jego papiery wartościowe warte były już niewielką część tego, co przed I wojną światową. W 1922 roku wylew krwi do mózgu częściowo sparaliżował 76-letniego hrabiego. Wierzyciele i byłe kochanki usiłowali wyrwać jak najwięcej z jego majątku, nie cofając się przed szantażem. Sądy blokują więc w bankach konta hrabiego, zakładają sekwestry na jego nieruchomości, zajmują także obrazy zdeponowane wcześniej w wiedeńskich magazynach. Tymczasem Ignacy Korwin- Milewski nie ma za co żyć, a żyć zwykł ponad stan. Podejmuje ostateczną decyzję, która pomoże mu w ratowaniu swojej tragicznej sytuacji. Postanowił sprzedać swą kolekcję polskiego malarstwa! Marzy o sprzedaniu całej kolekcji w jedne ręce. To okazuję się jeszcze trudniejsze, ponieważ odrzuca pomysł sprzedaży obrazów Zbiorom Państwowym w Warszawie. Hrabia miał sarkastycznie opisać tę sytuację: „Nie dość, że stać je tylko na zaproponowanie śmiesznie małych pieniędzy, to będą próbowały odwoływać się do jego patriotyzmu, żeby zbić cenę”. Ruszyła więc wyprzedaż kufrów. Gdy tylko wieść rozniosła się po ówczesnym środowisku kolekcjonerskim, handlarze sztuki ruszyli na aukcję w ekstazie. Warszawski antykwariusz Abe Gutnajer wybiera na aukcjach kolekcji Milewskiego dzieła najlepsze, między innymi płótna Aleksandra Gierymskiego, by wystawić je w swym warszawskim Salonie. Od niego część zbiorów nabywa Muzeum Narodowe w Warszawie, stając się tym samym największym „spadkobiercą” spuścizny po Milewskim (dziś dzieła te stanowią ozdobę Galerii Sztuki XIX wieku); resztę dzieł przejął adwokat wiedeński dr Emil Merwin, by kontynuować sprzedaż, zagarniając część zysków dla siebie. Ówczesna prasa alarmowała i stosowała apele do władz państwowych, by uchronić przed rozproszeniem jedną z piękniejszych kolekcji malarstwa polskiego. Ta, z powodów między innymi finansowych, pozostawała głucha na słowa przestrogi, że oto kraj traci z pola widzenia perły polskiej sztuki. Tak jedna z ważniejszych i piękniejszych kolekcji – świadomie gromadzona – rozpierzchła się na wszystkie strony świata, grzebiąc pamięć swego twórcy.