Rzeźba i Formy Przestrzenne
29 października 2020 godz. 19:00

Estymacja: 48 000 - 65 000 zł
Numer obiektu na aukcji
45

Estymacja: 48 000 - 65 000 zł

aluminium, 34 x 57 x 36 cm
sygnowany i datowany z boku: 'KM Bednarski 2018'
ID: 89536
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Warszawa
Literatura
  • Karol Marks vs Moby Dick. Analiza formy i rozbiórka idei, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, il, s. 171 (il.)
Wystawiany
  • „Karol Marks vs Moby Dick. Analiza formy i rozbiórka idei”, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie,
  • MOCAK, październik 2018 – marzec 2019
Więcej informacji
Dwie obrócone względem siebie głowy słynnego niemieckiego filozofa autorstwa Krzysztofa M. Bednarskiego to wariacja „dzieła otwartego”, jakim jest „Portret totalny Karola Marksa” z 1978. To ikoniczna praca rzeźbiarska PRL-u i jeden z głównych motywów twórczości tego artysty. Pierwowzór stanowił pracę dyplomową zrealizowaną na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni Jerzego Jarnuszkiewicza. Jej podstawą było uśrednienie i zwielokrotnienie portretu na podstawie licznych pomników Marksa z Polski, NRD i ZSRR. Jak powiedział artysta: „Najpierw był dla mnie gestem odmowy udziału w sztuce. Uważałem, że przygodę z rzeźbą skończę na dyplomie i nie będę się nią dalej zajmował, bo nie odpowiadało mi robienie pomników utrwalających władze. Dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że dotknięcie tematu Marksa i to w pracy dyplomowej było wówczas wielką prowokacją. (…) Integralną część mojego dyplomu stanowił zbiór fotografii portretów Marksa wykonanych przez innych artystów, które potraktowałem jako materiał wyjściowy. Teraz wydaje się to nieskomplikowanym zadaniem, bo mamy Internet i łatwy dostęp do informacji. Wtedy wiązało się to z korespondencją z różnymi partyjnymi komitetami centralnymi w Moskwie czy w Berlinie, z pieczątką od dziekana, z cenzurą listów. No i za butelkę niegdyś popularnego u nas koniaku Ararat dostałem się też do magazynów Kozłówki, żeby zrobić zdjęcia tego, co ocalało” (Małgorzata Piwowar, Krzysztof Bednarski: Karol Marks i Moby Dick to dwie strony lustra, „Rzeczpospolita”, 28.10.2018). Kolejne wersje portretu, również w formie instalacji, Bednarski tworzył w latach 80. i 90. W 1997 artysta zaczął odlewać z pierwotnego gipsowego modelu w plastiku, w pełni wykorzystując wielozadaniowość tworzywa, na czele z jego elastycznością i powszechną dostępnością. Wcześniej, przez niemal 20 lat rzeźbiarz decydował się na klasyczny warsztat, zarówno pod kątem techniki, jak i tworzywa, stosując monochromatyczny gips i granit. Prezentowana praca, która powstała w 2018, została wykonana w aluminium.

„Martyna Sobczyk: Dlaczego właściwie wybrałeś jako model głowę Karola Marksa? Krzysztof M. Bednarski: Wpadłem na ten pomysł po spotkaniu z dziekanem Wydziału Rzeźby, profesorem Gustawem Zemłą, który apelował do dyplomantów o ´podjęcie się tematów zaangażowanych, które odzwierciedlają socjalistycznego ducha naszych czasów´. Po pierwsze wybrałem Marksa, gdyż nie był tak odrażającą postacią jak Lenin czy Stalin. U nas zwykło się obwiniać Marksa o zbrodnie reżimów komunistycznych. Dla mnie to trochę jakby Nietzschego obarczać za faszyzm, a Chrystusa uczynić odpowiedzialnym za krucjaty i stosy świętych inkwizycji. Po drugie był ciekawy jako bryła rzeźbiarska i to zadecydowało. A tak naprawdę nie chodziło o samego Marksa, ale o to, że funkcjonował jako portret oficjalny, jako znak ikonosfery, w której żyliśmy. MS: W portrecie totalnym Karola Marksa nakreśliłeś mechanizm sztuce dobrze znany – stopniową dewaluację wizerunku, wytwarzanie pustych znaków, symulakrów. KB: Trzeba uściślić, że mój dyplom nie dotyczył sztuki czystej, ale jej zachwaszczonego pogranicza – sztuki na usługach ideologii. To, co zaprezentowałem, unaoczniło pewien stale powracający mechanizm, którego działanie można prześledzić między innymi w masowo stawianych pomnikach Jana Pawła II. Ich pierwotna idea uległa dewaluacji, swoistemu rozmydleniu. Polska została zaśmiecona w sposób trwały rzeźbami o przerażająco niskim poziomie artystycznym, rażącymi nieudolnością wykonania. Do tego masowa produkcja miniatur pomników i portretów - dewocjonalna szpetota! Jeszcze mocniej uwidacznia się ten mechanizm w kulcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To już przedsmak kreowanej przez obecną władzę ´pustej rzeczywistości´. Muszę przyznać, że mój Marks w konfrontacji z tym, z czym mamy teraz do czynienia, jest bardzo niewinny. (…) MS: Ponad 40 lat z Marksem. Nie masz czasem dość? KB: Kilkakrotnie próbowałem się z nim rozstać. Ostatnia prezentacja w komunistycznych realiach miała miejsce w 1988 roku. Na potrzeby wystawy ´Rzeźba w ogrodzie´ w Warszawie wykonałem SKRAM LORAK z kilkudziesięciu gipsowych odlewów głów Marksa, który po wystawie został rozbity, a mimo wszystko odżył w nowej rzeczywistości, już nie tylko gipsowy, nie tylko jednoznacznie czerwony, ale we wszystkich kolorach tęczy, odlewany we wszystkich możliwych materiałach, zaczął się rozmnażać z zastraszającą szybkością, jak w amerykańskim horrorze Gremliny rozrabiają. To jednak pokazało, że potencjał tej pracy jest niewyczerpany, nieograniczony jedynie do tematów ideologicznych. Stąd na wystawie w MOCAK-u znalazł się ostatnio przeze mnie wyprodukowany z marmuru karraryjskiego portret o znaczącym tytule: ´Karol Marks (non-finito)´. MS: Na czym polega według Ciebie zawód rzeźbiarza? KB: Choć uprawiam różne dyscypliny, od zawsze deklarowałem się jako rzeźbiarz. Rzeźbiarstwo dla mnie jest uzależnieniem. Gdy nic nie tworzę, stopniowo zanikam, czuję wielką pustkę, a rzeźba jest dyscypliną, która na swoje szczęście i nieszczęście realizuje się w materii. Nawet trochę mnie to przeraża, ile śladów mojej obecności zostawię na wielkim śmietniku Ziemi. Ale mówiąc serio, jest to dziedzina totalna, która utrzymuje w gotowości wszystkie zmysły. Myślę tu także o odczuwaniu przestrzeni nie w ujęciu euklidesowym, ale jako czegoś, co wymyka się naszemu poznaniu. Jak pisał Maria Rilke: ´Stworzenie widzi wszystkimi oczami/ Przestwór. Jedynie nasze oczy są jak odwrócone, zestawione gęsto jak sidła w krąg jego wolnego wyjścia´”. Fragmenty wywiadu Martyny Sobczyk, [w:] Krzysztof M. Bednarski. Karol Marks vs Moby Dick. Analiza formy i rozbiórka idei, Kraków 2019, s. 28-34