Nowa Figuracja – Nowa Ekspresja (wyniki)
12 września 2019 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 15 000 zł
Numer obiektu na aukcji
1

Cena wylicytowana: 15 000 zł

olej/płótno, 50 x 60 cm
sygnowany p.d.: 'E.Markowski'
na odwrociu naklejka z domu aukcyjnego Agra Art
ID: 68237
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Pochodzenie
  • Dom Aukcyjny Agra Art, 2011
  • kolekcja prywatna, Niemcy
Więcej informacji
„Z powodu późnego debiutu krytycy mają z Markowskim problem. Jego malarstwo zaliczane jest niekiedy do nurtu nowej figuracji, chociaż artyst nie należy do pokolenia jego przedstawicieli. Niemniej, na taką opinię wpływa charakter jego sztuki”. – MAŁGORZATA KITOWSKA-ŁYSIAK

Wydaje się, że szczyt kariery Eugeniusza Markowskiego przypadł na lata 80. i 90. – okres powtórnego zainteresowania ekspresjonizmem, pojawienia się „Nowych Dzikich”, triumfów Georga Baselitza i Anselma Kiefera. Gdy w Polsce działalność rozwijały warszawska Gruppa, poznańskie Koło Klipsa czy wrocławski Luxus, obrazy Markowskiego nabrały intensywnych barw, wibrowały pełnym pasji, nakładanym bez wahania konturem rysunku. Figury ukazane w ciasnym kadrze i na płytkim, pierwszym planie wypełniają niemal całą powierzchnię kompozycji. Tło jego prac jest ledwie zaznaczone, o ile nie całkiem pominięte. W porównaniu jednak do znacznie młodszych kolegów rozwijających skrzydła w tamtym czasie i prezentujących swoje prace na emblematycznych wystawach w przestrzeniach „przykościelnych” i postindustrialnych (by przywołać tylko legendarne „Znak Krzyża” w kościele przy ul. Żytniej czy „Co słychać?” w dawnych zakładach Norblina), obrazy Markowskiego pozostają stosunkowo niewielkich, „salonowych”, a nie zaś „instytucjonalnych” rozmiarów.

Rysunki i malarstwo, z których Markowski jest najbardziej znany, zazwyczaj przedstawiają niezwykle dosadne i ekspresyjne sceny wypełnione „zmonumentalizowanymi” postaciami ludzi, zwierząt, i ludzko-zwierzęcych hybryd. Wśród tej brutalnej menażerii rozpoznać jednak można klasyczne motywy mitologiczne i biblijne jak choćby jeźdźców Apokalipsy czy sceny przypominające grzeszne dzieje Sodomy. Nic więc dziwnego, że krytycy upatrują w Markowskim czujnego, ale i czułego tropiciela ułomności ludzkiej natury. Z jednej strony jego twórczość w sposób klarowny wypływa z tradycji malarstwa ekspresjonistycznego – pobrzmiewają w niej echa prac Georga Grosza czy Jeana Dubuffeta, a on sam wśród swoich inspiracji wymieniał też Edwarda Muncha. Jednak z drugiej, jak sugeruje Mariusz Rosiak, w kompozycjach Markowskiego dostrzec można nieoczywiste odwołania do włoskich mistrzów, zarazem klasycznych i ekspresyjnych – Michała Anioła, Leonarda, Masaccia czy Giotta, w których pracach, by użyć nietzscheańskich kategorii, zmagają się ze sobą pierwiastki dionizyjski i apolliński.

Szczególnie częstym motywem w twórczości Markowskiego, pojawiającym się już od lat 50., jest koń, niekiedy przeistoczony w centaura. To alter ego człowieka, symbol niezwykłej, pierwotnej siły witalnej, posiadający moc przekraczania granic pośrednik między niebem a ziemią. Błękitne konie malowane przez niemieckich ekspresjonistów – „niebieskich jeźdźców” z drugiej dekady XX wieku to przy ogierach Markowskiego niezwykle łagodne stworzenia. Jego konie, o wyłupiastych oczach i masywnych ciałach, szczerzące zęby i toczące pianę z pyska, są chyba bardziej spokrewnione z klasykiem polskiego symbolizmu – „Szałem” Władysława Podkowińskiego. Pełne pasji i wigoru zdają się rozsadzać ciasne ramy płócien, jak w przypadku prezentowanej tu kompozycji ukazującej dwa walczące ze sobą ogiery. Niezwykle znamienne w przypadku tego artysty zdaje się zastosowanie intensywnego koloru o ustalonej w tradycji malarskiej symbolice. Znacznie bardziej enigmatyczne zdają się przedstawienia splecionych w ciasnym uścisku postaci krępych mężczyzn w kompozycji bez tytułu z 1978 – przepełnionej jednocześnie przemocą i erotycznym napięciem. Podobnie figura Adama w kompozycji ukazującej biblijną scenę grzechu pierworodnego zbudowana jest z geometrycznych niemal kształtów, przywodzących na myśl prace Andrzeja Wróblewskiego z cyklu Portret organiczny (1957). Z kolei ukazana w sposób bardziej dynamiczny, a jednocześnie dużo bardziej „anatomiczno-cielesny” Ewa, władczo ściskająca w dłoni ledwie dyszącego węża, kojarzy się z postaciami zaludniającymi obrazy Jana Lebensteina czy Brunona Schultza. To ona przejmuje inicjatywę, chwyta los w swoje ręce, dominuje nad zastygłym w zawstydzeniu Adamem.