Old Masters, 19th Century and Modern Art (results)
4 June 2020 7 PM CET

J. Konarski
Sledge ride
Hammer price: 70,000 PLN
LOT number
29
J. Konarski
Sledge ride

Hammer price: 70,000 PLN

oil/canvas, 79 x 123 cm
signed lower right: 'J. Konarski'
ID: 84403
Taxes and fees
- In addition to the hammer price, the successful bidder agrees to pay us a buyer's premium on the hammer price of each lot sold. On all lots we charge 18 % of the hammer price.
Provenance
  • auction house Im Kinsky, Vienna, November 2011
  • private collection, Poland
More information
Postać malarza Konarskiego znanego jedynie z inicjału „J”., którym sygnował obok nazwiska swe prace, pozostaje do dzisiaj enigmatyczna. Artysta ten wykształcony został zapewne w orbicie wpływów Akademii Sztuk Pięknych w Monachium i jak większość twórców z tego kręgu odznacza się dużym wyczuciem w malowaniu scen, w których oglądać można ciągnięte przez zaprzężone konie dorożki i wozy. Monachium w II połowie XIX wieku stanowiło pewnego rodzaju mekkę dla artystów. Ściągali oni tam chętnie z całej Europy. Tamtejsza uczelnia cieszyła się dużym zainteresowaniem i wysokim prestiżem. Również Polacy licznie zasilali grupę imigrantów zjeżdżających do stolicy Bawarii w celu poszerzenia swojego warsztatu artystycznego i zdobycia nowych umiejętności. Monachium oprócz wysokiego poziomu akademii oferowało również przyjezdnym bogate zbiory tamtejszych muzeów – Alte i Neue Pinakothek. Istnieje wśród badaczy teoria jakoby artysta sygnujący swe prace jako „J. Konarski”, miał być tożsamy z jednym z wybitniejszych monachijczyków polskiego pochodzenia, a mianowicie Alfredem Wierusz-Kowalskim przebywającym tam już w latach 70. Jak zauważył Andrzej Szpakowski „(…) artyści polscy w zetknięciu się z potężną siłą sztuki obcej, muzealnej i współczesnej, zachowali w Monachium w większości pełną samodzielność, a zakres bezpośrednich wpływów ogranicza się tu tylko do strony warsztatowej i tylko stosunkowo do niewielkiej liczby płócien – świadczyć [to] może jedynie o ich wielkiej odporności i wewnętrznym przygotowaniu do zajęcia twórczej, odkrywczej postawy wobec sztuki obcej” (Andrzej Szpakowski, Józef Brandt a środowisko polskich artystów w Monachium, Rocznik Muzeum Świętokrzyskiego 2, 1964, s. 315). To prawda. Malarz przenosi zdobyte doświadczenia na grunt polski. Para sań zaprzężonych w trójki koni sunie jedna za drugą pośród równinnego krajobrazu okrytego śnieżnymi zaspami. W oddali widać jeszcze znikające powoli sylwetki wiejskich chałup. Cała kompozycja nabiera wrażeniowego charakteru dzięki znakomicie odwzorowanej partii nieba, które o zachodzie słońca przybiera charakterystyczne błękitno-różowawe odcienie odbijające się również na powierzchni śniegu.