Edward Dwurnik. Engaged travelling (results)
13 October 2020 7 PM CET

Edward Dwurnik (1943 - 2018)
'Painting no. 167' from the series 'Twenty-fifth', 2003
Hammer price: 48,000 PLN
LOT number
39
Edward Dwurnik (1943 - 2018)
'Painting no. 167' from the series 'Twenty-fifth', 2003

Hammer price: 48,000 PLN

acrylic, mixed media, collage/canvas, 146 x 146 cm
signed, dated and described on the reverse: 'XXV | 167 | 2993', '2003 | E. DWURNIK | Nr 167'
ID: 85808
Taxes and fees
- In addition to the hammer price, the successful bidder agrees to pay us a buyer's premium on the hammer price of each lot sold. On all lots we charge 18 % of the hammer price.
- To this lot we apply 'artist's resale right' ('droit de suite') fee. Royalties are calculated using a sliding scale of percentages of the hammer price.
More information
„Doszedłem do tego, że oddzielam świat od obrazu. Na zewnątrz dzieje się coś innego niż w obrazie. Chociaż jedno bierze się z drugiego. Dla mnie w tej chwili malarstwo sprowadza się do kompozycji abstrakcyjnej. Interesuje mnie czysta wizja, czyste zjawisko malarstwa. Malarstwo to obraz abstrakcyjny opatrzony numerem, beż żadnych wskazówek, bez żadnego kierunku”. Edward Dwurnik (cyt. za: Thanks Jackson. Dwurnik 2001-2004, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków 2005, s. 82)

Cykl kompozycji abstrakcyjnych niewątpliwie nie jest tym, z czym kojarzona jest twórczość Edwarda Dwurnika. Bez narracji i charakterystycznego dla artysty komentarza. Bez odwołań do świata polityki, martyrologii oraz satyry. Bez Krakowskiego Przedmieścia, Sukiennic czy Kościoła Mariackiego. Jedynie intensywna wibracja kolorów oraz bogactwo materii, będącej wynikiem nakładanych w twórczym akcie kolejnych warstw farby, chlapnięć, bryzgów oraz cienkich strużek spływającej materii. Dwurnika można określić mianem maksymalisty, czerpiącego fizyczną przyjemność z gestu lania litrów farby, której strużki układały się w organiczne, swobodne formy. W abstrakcji pociągała go przede wszystkim możliwość powrotu do kreacji oraz łatwość poprawiania kompozycji. Jak sam przyznał: „Mnie się często zdarza, że dochodzę do obrazu powtórnie i go przemalowuję, albo jeszcze raz maluję. Jeśli jakiś obraz mnie nie zadawala, nie jest odpowiednio nasycony, nie pasuje do nastroju danej chwili, to go natychmiast zmieniam, pracuję nad nim dalej. Takie obrazy cały czas są w laboratorium, ciągle coś w nich przemalowuję” (Thanks Jackson. Dwurnik 2001-2004, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków 2005, s. 87). Można zaryzykować stwierdzeniem, że malarstwo abstrakcyjne stało się dla Dwurnika pewnego rodzaju wyzwoleniem, euforyczną ucieczką od treści na rzecz sensualnego malarskiego przeżycia. Jak twierdził sam artysta, dopiero po pięćdziesięciu latach narracyjnej pracy twórczej był wystarczająco dojrzały artystycznie, by „pomyśleć o prawdziwym malarstwie” i zmierzyć się z wielkim tematem abstrakcji. Przy użyciu ekspresyjnych chwytów oraz zastosowaniu kompozycyjnych uproszczeń artysta porządkuje określoną przestrzeń oraz towarzyszące w akcie tworzenia emocje. Uwolnienie tej skumulowanej intuicji malarskiej dało swój wyraz w abstrakcyjnych kompozycjach z lat 2001-2004, przepełnionych barwną eksplozją, chociaż zdarzają się także prace stonowane, monochromatyczne, których kompozycja jest bardziej przemyślana, wręcz usystematyzowana. Dwurnik, podążając za metodą jednego z najważniejszych artystów XX wieku, Jacksona Pollocka, nie traci kontroli nad procesem twórczym. Najważniejszą cechą twórczości Amerykanina było dla Dwurnika wyzbycie się narracyjności, tak dominującej w sztuce europejskiej. Malarstwo to przybiera zatem formę gwałtownej i niezwykle euforycznej ucieczki od treści, gdzie uwidocznione jest znużenie Dwurnika odpowiedzialnością wobec znaczeń. Jednocześnie artysta podkreślał, że stara się napełnić swoje płótna pozytywną energią. Prezentowany obraz o numerze 167 to abstrakcja w sensie najczystszym. Intensywnie rozlewane na płótno kolejne rzuty farby czynią kompozycję niezwykle euforyczną i dynamiczną. Na pierwszy plan wysuwają się przechodzące w plamy żółte chlusty pokryte znacznie drobniejszymi, czarnymi smugami farby. Spod gmatwaniny nieregularnych plam i linii wydobywa się charakterystyczny dla twórczości artysty błękit, przywodzący na myśl twórczość starego Dwurnika, który po niemal dekadzie zaczął zamalowywać samego siebie.